Success Day to już renomowana marka o ugruntowanej w branży MLM pozycji. Network Magazyn narodził się dokładnie 15 lat temu i pierwsza network marketingowa konferencja w jakiej wzięła udział nasza redakcja, to było właśnie organizowane przez Forever Living Products szkolenie Success Day. Potem było już tylko mocniej i częściej, jednak to wrześniowe wydarzenie było dla nas nader szczególne i zostanie w naszej pamięci na zawsze.

Dlaczego? Wśród prelegentów znalazło się dwóch mocnych graczy. Dwóch gości specjalnych. Pierwszym był bardzo ważny człowiek z samego serca firmy, dzierżący stanowisko senior vice president of global operations. Gary Shreeve urodził się i wychował w amerykańskim Idaho, a w Forever pracuje już 21 lat. Karierę w tym marketingu sieciowym rozpoczął ucząc się zawodu w dziale sprzedaży, potem piął się w górę poprzez sekcję marketingu oraz operacji. Dziś jest w koncernie jedną z osób decyzyjnych, a jego fachowość i profesjonalizm doceniają niezależni przedsiębiorcy FLP na całym świecie. Jego przemówienia w trakcie Success Day były rzeczowe, poważne, dały uczestnikom spotkania wiele odpowiedzi na nurtujące pytania, ale również prowokowały do poszukiwań, rozbudzały motywację i dawały impuls do działania.

Żaneta Ściwiarska jest laureatką prestiżowego konkursu Trenerka Najlepsza dla Zdrowia 2019. To znana i ceniona w sektorze MLM architekt ciała i umysłu, która od pół roku jest również trenerem personalnym redaktora Macieja Maciejewskiego. To ona przygotowywała naszego naczelnego do sierpniowej wyprawy rowerowej z Sosnowca do Helu, dlatego podczas Succes Day wystąpili na scenie razem. W duecie opowiedzieli o treningach sprzed wyprawy oraz zdali relację z samego MLM TOUR IN POLAND, w trakcie którego Maciejewski przejechał na rowerze w 5 dni ponad 800 km. Jak przyznał, raczej nie dokonałby tego również, gdyby nie profesjonalne odżywianie i suplementy, w które został wyposażony przez firmę.

– Oczywiście pomogło mi w tym kilka świetnych produktów znajdujących się w ofercie Forever Living Products, za które bardzo dziękuję. Najlepiej w tej wyprawie spisały się oczywiście Lite i aloes, bez których nie wyobrażam już sobie śniadań w dniach treningowych. Ale świetne w takich trasach są również batony proteinowe Forever PRO X. Dzięki nim można się posilić w trasie nie przerywając jazdy i nie przejmując się tym, że niestety, ale polskie drogi i miasta są usłane prawie wyłącznie niezdrowymi fast foodami. Bardzo przydał się również słynny drink energetyczny FAB, który dawał mi kopa w trudnych momentach – opowiadał Maciej Maciejewski.

Na koniec wystąpienia redaktor zaprosił na scenę trzech niezależnych przedsiębiorców Forever – Sonię Kamecką, Cezarego Grzenkowicza i Elżbietę Kwiatkowską, którzy podjęli wyzwanie i do Warszawy na ten Success Day – tak samo jak Maciejewski – przyjechali na rowerach. Redaktor zrobił 308 km na trasie Sosnowiec-Warszawa, Kamecka i Grzenkowicz 348 km (Gdańsk-Warszawa), a Kwiatkowska 141 km (Puławy-Warszawa). Jak widać sport rozpala ciała i umysły, dając nie tylko wiele zdrowia, ale i radości.

W trakcie całego Success Day wyróżniono wielu niezależnych partnerów Forever, przede wszystkim za osiągnięcie kolejnych poziomów w planie marketingowym firmy. Gromkimi brawami uhonorowano nowych supervisorów, assistant managerów, managerów, senior managerów i soaring managerów. Najlepsi liderzy w trakcie celebracji swoich nominacji wygłosili świetne przemówienia, którymi w pięknym stylu podkreślili swoje kompetencje.

Komentarz Cezarego Grzenkowicza: – Prowadząc tradycyjną działalność gospodarczą człowiek jest obarczony dużą odpowiedzialnością za zatrudnionych, za ciągłość pracy i przede wszystkim za pilnowanie terminowych płatności, co przekłada się bezpośrednio na permanentny, duży stres, a to – jak wszyscy wiedzą, przekłada się na zdrowie. Gdy dołożymy do tego braki bądź problemy kadrowe to okaże się, że nie my mamy biznes tylko biznes ma nas. Wiedząc, że istnieje marketing sieciowy, z którym miałem okazję zetknąć się już pod koniec lat dziewięćdziesiątych, zacząłem trzy lata temu przyglądać się tej branży uważniej. I jak to w życiu bywa, kiedy człowiek podejmuje działanie, to świat oferuje mu gotowe rozwiązanie…

Poznałem firmę Forever, z którą postanowiłem się związać pomimo faktu, że wcześniej „badałem” kilka innych firm, które ostatecznie mnie nie przekonały. Dlaczego Forever? Najważniejszy argument to historia firmy – 40 lat na rynku i ciągły rozwój. Kolejnym argumentem był asortyment i plan marketingowy – tu kluczem okazał się aloes oraz fakt, że spółka wynagradza w formie pieniężnej, co nie zawsze w branży jest takie oczywiste, kiedy przyjrzymy się innym biznesom. Istotnym argumentem przy wyborze był również fakt, iż daną pozycję w planie wypracowujemy raz i zachowujemy ją dożywotnio.

Duży wpływ na moją decyzję odegrały również osoby, które odnoszą sukcesy w tej firmie, a są z mojej okolicy. Z nimi zawsze można się spotkać, porozmawiać, co pokazuje, że tak naprawdę każdy może odnieść w tej branży sukces i nie ma tu znaczenia lokalizacja czy wielkość aglomeracji. Organizowane eventy połączone ze szkoleniami pod nazwą Success Day są dla mnie dodatkową porcją motywacji, bo gdy poznaje się historie innych osób, ich ścieżkę na szczyt, uświadamiamy sobie, że przecież my też możemy odnieść sukces. Przecież nie jesteśmy gorsi. Jesteśmy inni, ale o ile będziemy systematyczni i nigdy, ale przenigdy się nie poddamy, sukces przyjdzie. To tylko kwestia czasu. Osobiście uważam, że SD jest obowiązkiem i przyjemnością w jednym. Człowiek czerpie z doświadczenia osób, które przeszły drogę, na którą sam wstąpił i poznaje wiele nowych, ciekawych osób. Wisienką na torcie jest fakt, że aby wziąć udział w SD trzeba ruszyć tyłek, a jak wiemy podróże małe i duże kształcą.

Jako przedsiębiorcę skusił mnie również fakt, iż biznes ten jest dziedziczny, co po moich osobistych, życiowych doświadczeniach jest wielka wartością. Dwa lata temu zmarł mój tata, który w momencie śmierci prowadził działalność gospodarczą. Zatrudniał pięciu pracowników, firma została z urzędu zamknięta, a pracownikom musieliśmy wypłacić ponad 30 000 PLN odprawy. Marketing sieciowy można robić nawet nie prowadząc działalności gospodarczej. Fajnie? Teraz nawet bez ZUS-u, bez pracowników, bez stresu. No bez stresu to może trochę przesadziłem, bo trzeba wyjść ze strefy komfortu. Jest stres, ale zupełnie inny. W MLM to bardziej przełamywanie własnych ograniczeń i praca nad sobą – trzeba się otwierać na nowe i rozwijać. Niezmiernie satysfakcjonujące i budujące są informacje zwrotne od osób, które nam zaufały, że produkt działa, że biznes działa. Zamiast być niewolnikiem biznesu tradycyjnego można inaczej. Można pracować skąd się chce, w ruchomych godzinach i z kim się chce. Dla mnie same zalety, polecam każdemu.

Podsumowując, marketing sieciowy w porównaniu do biznesu tradycyjnego jest zdecydowanie zdrowszy. Po pierwsze koszty... Pakiet startowy mamy w cenie dobrej wiertarki. Każda osoba, z która współpracujemy, jest odpowiedzialna za siebie, za swój biznes – brak bezpośrednich powiązań finansowych! Relacje – pomimo, że osoby, które wprowadzamy do biznesu budują swój biznes, budują również nasz biznes, więc to nam zależy na tym, aby pomóc tej osobie go budować. Polecam.