źródło: Flickr.comźródło: Flickr.com

Między „być” a „bywać” w internecie jest olbrzymia różnica. Polacy stali się społeczeństwem wręcz uzależnionym od sieci. Oni w niej są i poszukują informacji, opinii o produktach i usługach, korzystają z serwisów społecznościowych. Tymczasem przedsiębiorcy często w internecie tylko bywają, ograniczając swoje działania marketingowe do posiadania witryny. To błąd, bo gdy w grę wchodzi walka o zaangażowanie (i portfele) najcenniejszych internautów – tzw. prosumentów – warunkiem koniecznym do odniesienia skutku jest stała obecność marki on-line.

Grzech zaniedbania czyli monolog zamiast dialogu z klientem

Wyzwaniem jest nie tyle zbudowanie serwisu internetowego, ile sprawienie, by ta witryna wraz z pozostałymi kanałami komunikacji on-line przyniosła pożądane efekty biznesowe. W XXI wieku sam serwis nie zawsze wystarcza. Wiele kategorii produktów i usług jest szeroko dyskutowanych na forach internetowych i w licznych serwisach tematycznych – to tam toczy się realna walka o klienta.

Przedsiębiorcy mogą zaniedbywać ten fakt, jednak nie zatrzyma to fali dyskusji i rekomendacji oddolnie inicjowanych przez potencjalnych klientów. Chcąc wykorzystać potencjał sieci, firmy muszą nie tylko informować, ale też prowadzić dialog z konsumentami i stale zachęcać ich do aktywności.

Grzech próżności czyli jak sprawić, by klienci się o Tobie dowiedzieli

Marka nie jest bezludną wyspą. Aby odniosła sukces, potrzebuje klientów – podobnie jak strony internetowe przedsiębiorstw potrzebują internautów. Często popełnianym błędem jest nadmierne skupienie się na estetyce serwisu i bogatych animacjach. Wizerunkowo wydaje się to trafne. Tyle, że witryny wykonane w technologii Flash są prawie całkowicie nieprzyswajalne dla Google!

Inaczej mówiąc, decydując się na serwis wykonany w całości taką techniką, wykluczamy możliwość odnalezienia nas w najpopularniejszej wyszukiwarce. Tymczasem okazuje się, że już na etapie projektowania tzw. architektury informacji można znacząco zwiększyć dotarcie do potencjalnych klientów poprzez wykorzystanie szeregu technik wspomagających pozycjonowanie w sieci (czyli utrzymanie obecności na pierwszej stronie wyników Google).

Pozycjonowanie nie jest jedyną techniką budowania zasięgu i ruchu w serwisie, choć niewątpliwie najbardziej efektywną kosztowo. Niestety, wiele przedsiębiorstw wykazuje się grzechem próżności, uznając za sukces samo posiadanie serwisu internetowego, bez zapewnienia mu właściwej liczby użytkowników. Pojawia się pytanie: jakie inne techniki warto rozważyć i gdzie alokować budżety marketingowe, by skutecznie dotrzeć do właściwej grupy docelowej?

Grzech braku konsekwencji czyli jak utrzymać stałą relację z klientem

Platformy ciągłego wsparcia marki w sieci doskonale nadają się do przeprowadzania na nich aktywności taktycznych, takich jak konkursy, loterie i programy konsumenckie. To właśnie one są czynnikiem zachęcającym konsumentów-internautów do zapoznania się z ofertą marki. „Efektem ubocznym” tego typu działań jest konsekwentne budowanie bazy konsumentów, którą niewielkim kosztem można i należy wykorzystywać do regularnego kontaktu z odbiorcą w celu maksymalizacji jego wartości dla marki.

ReklamaReklama

Regularny newsletter i inne formy komunikacji bezpośredniej mogą zbliżyć konsumenta do marki i budować jego lojalność, co znacząco obniża tzw. efekt switchingu, czyli chęć odejścia do konkurencji. Kardynalnym zaniedbaniem jest unikanie tego typu kontaktu, jeżeli model biznesowy firmy opiera się na produktach bądź usługach kupowanych wielokrotnie.

Grzech krótkowzroczności czyli jak pobudzić rekomendacje produktowe

Rok 2010 rozpoczął się pod znakiem social media i nic dziwnego, bo fenomen Facebooka trudno ignorować. Rzecz jednak w tym, by blask mediów społecznościowych nie przyćmił zdrowego rozsądku. Okazuje się, że większość marek, aby zaistnieć w świecie społeczności, potrzebuje czegoś więcej niż oznajmienie światu „oto jestem”. Tym czymś jest tzw. reason-to-talk, czyli wszystko to, co sprawia, że marka staje się magnetyczna i ciśnie się na usta konsumentów.

Jeśli nie jesteśmy jeszcze „trendy” jak Apple, kontrowersyjni jak Virgin, nie mamy też statusu ikony, jak Johnnie Walker – sama nasza obecność w mediach społecznościowych (lub utrzymywanie strony internetowej) co najwyżej napełni kieszeń agencji prowadzącej dla nas takie działania, ale z pewnością nie przyniesie nam trwałego wzrostu sprzedaży.

Pozostaje kwestia: jak uczynić z marki świetny temat do rozmów i osiągać w związku z tym rosnącą korzyść w postaci fali rekomendacji marki na forach i platformach społecznościowych? – czyli tam, gdzie coraz częściej podejmowane są decyzje o wyborze firmy i produktu.

Grzech nieobecności w wyszukiwarkach czyli co należy wiedzieć o pozycjonowaniu marki w internecie

Warunkiem stałego (i prawie darmowego) wsparcia platformy marki on-line jest przygotowanie jej z myślą o tym, by można było łatwo odnaleźć ją w internecie (czyli opracowanie witryny w zgodzie z zasadami SEM – Search Engine Marketingu). Jako że rynek zdominowany jest przez Google, zadaniem pracującej dla nas agencji jest spełnienie szeregu warunków, które sprawiają, że Google „polubi” naszą platformę.

Nawet konstrukcja notek PR-owych dystrybuowanych w sieci może mieć wpływ na wyniki wyszukiwania. Warto zatem wiedzieć, jakimi prawami rządzi się najpopularniejsza z wyszukiwarek, by wykorzystać jej potencjał dla swego biznesu.

Grzech braku synergii czyli jak skutecznie integrować działania

Marki pragnące na stałe zaistnieć w sieci potrzebują nie tyle stron internetowych, co platform długookresowego wsparcia. Okazuje się, że strony www brandów w większości kategorii odnotowują rekordy popularności w okresach wsparcia kampanią internetową, po jej zakończeniu natomiast zainteresowanie internautów spada niemal do zera.

Jak przeciwdziałać temu zjawisku wykorzystując potencjał zintegrowanej komunikacji marketingowej? Jednym z rozwiązań jest wytworzenie wspomnianego wcześniej, pracującego na korzyść marki reason-to-talk. Czy jedynym?

Grzech nieopamiętania czyli jak kontrolować koszty i kalkulować korzyści

Możliwości, jakie dają media interaktywne, są z roku na rok większe. Szereg dostępnych narzędzi można traktować zupełnie indywidualnie, jako niezależne kanały dotarcia, ale ich prawdziwy potencjał wynika ze zintegrowanego działania. W marketingowym kotle łatwo przez nieuwagę utopić bardzo duże budżety. Tymczasem sztuka polega na optymalizacji kosztów i takiej konstrukcji media-miksu, która pozwala na zmaksymalizowanie zwrotu z inwestycji (ROI).