Ryszard Rychlik ma wykształcenie średnie w zawodzie technik mechanik pojazdów samochodowych. Jednak nigdy nie pracował w swoim wyuczonym fachu, gdyż zaraz po szkole zajął się handlem. Przygodę ze sprzedażą zaczął od targowiska – do dzisiaj ma jeszcze stragany, które, jak przyznaje: „czasem przynoszą zyski, a czasem kuleją”. Małżonka Lucyna wspiera go w obowiązkach domowych, których Ryszard nie może wykonywać z racji licznych podróży, ale również pomaga mu w MLM od strony produktowej.

Wiele produktów oferowanych przez Betterware to wyroby, z którymi częściej mają kontakt kobiety, więc jej doświadczenie jest dla niego bardzo cenne i pomocne. Syn Michał to ich skarb. Ma 15 lat i już rozwija się w branży reklamowej. Jakie Ryszard ma hobby? Gra w szachy i uprawia sport, w młodości trenował z sukcesami, zdobywając złote medale, badmintona. Uwielbia wyjeżdżać z rodziną do kina, a potem na basen. Takie wycieczki dają im ogromną radość i relaks.

Maciej Maciejewski: Zaczął pan od biznesu tradycyjnego. Skąd więc zainteresowanie systemem marketingu sieciowego?

Ryszard Rychlik: O tym biznesie dowiedziałem się mniej więcej w roku 1993. Na polski rynek wchodziła wtedy pewna firma MLM i ktoś mnie poinformował o tym, że jest możliwość inaczej w niej zarabiać, mądrzej pracować i uzyskiwać dochody pasywne. Wtedy ta informacja, dla mnie jako dwudziestolatka, była jak wygrana w Lotto. Bo oto dowiaduję się o systemie, który działa, daje efekty finansowe, widzę ludzi, którzy już zarabiają, więc to były fakty. Wystarczyło zacząć działać. Jako młody, rozentuzjazmowany chłopak pobiegłem do najbliższych, aby przekazać im dobrą nowinę o tym, że nasze problemy już się skończyły i wszyscy będziemy bogaci. Jakie było moje zdziwienie, kiedy rodzina nie chciała w ogóle ze mną rozmawiać na ten temat, uważając, że ktoś chce mnie naciągnąć. Poszedłem więc do znajomych i okazało się, że większość z nich również nie widzi w tym szansy dla siebie. Byłem uparty, więc zrobiłem wysoki poziom, ale mój młodzieńczy, słomiany zapał i brak wytrwałości spowodowały, że wróciłem do biznesu klasycznego. Do moich straganów, które raz dają zyski, a innym razem straty.

Początki zawsze są ciekawe, ponieważ możemy sami uczyć się na błędach. Na błędach, doświadczeniach i sukcesach swoich oraz innych ludzi. Jeżeli cały czas dążymy do celu, to nawet porażki są cenne a niepowodzenia, których doznajemy, działają na naszą korzyść.

Pomimo tego, że nie udało mi się wtedy osiągnąć sukcesu, nauczyłem się bardzo wielu cennych rzeczy. Niektóre z technik sprzedaży zastosowałem w biznesie klasycznym. Przeczytałem wtedy mnóstwo książek, choć w szkole miałem z tym wielki problem. To było bardzo pozytywne.

Maciej Maciejewski: Potem weszła na polski rynek firma Betterware. Dlaczego wybrał pan akurat ten MLM?

Ryszard Rychlik: W sprzedaży bezpośredniej i network marketingu działa wiele dobrych firm. Wybrałem Betterware dlatego, bo szybko można w niej dojść do znaczącego poziomu wynagrodzeń. W trakcie działania znalazłem jeszcze wiele innych atrybutów tego biznesu. Każda osoba, która działa, oprócz wynagrodzeń chce być doceniania i tutaj bardzo szybko możemy zdobyć poziom lidera, co daje pierwsze, ciekawe zarobki, a dodatkowo można korzystać z innych atrakcji, jak np. podróże, szkolenia, bale. To powoduje, że człowiek nie tylko nabiera jeszcze większego przekonania do intensywniejszej pracy, ale również ma szansę poznać innych ludzi, którzy już osiągnęli większe sukcesy.

Kolejny atrybut , który sprawia, że właśnie tutaj chcę działać, to właściciele Betterware. To ludzie, którzy są niesamowicie serdeczni i ciepli. Ludzie, którzy widzą w nas przede wszystkim osoby kroczące razem z nimi do sukcesu, a nie tylko osoby, które mają zrobić obrót. Nigdy nie zapomnę trudnych sytuacji, w których pani Renata Frączkiewicz-Krzal, ogólnopolski dyrektor sprzedaży podnosiła mnie na duchu, bo nie zawsze było z górki, albo kiedy prezes Michał Mierzwiński zapalał mnie do działania i pokazywał, jak bardzo ważny jest dla niego mój sukces. No i w końcu produkty. Mamy ciekawe pomysły dla każdego domu – wysokiej jakości i w przystępnej cenie, szybkozużywalne środki czystości, które każdy z nas kupuje. To powoduje, że klienci do nas wracają i dają nam stały obrót, a przecież o to chodzi. Mamy również suplementy diety i energy drink, który niebawem będzie hitem. Więc w tym biznesie wystarczy tylko zadbać o wysprzątany, czysty dom, zadbać o swoje zdrowie, energię i polecać innym ten sposób na życie i zarabianie pieniędzy.

Maciej Maciejewski: Co pan osiągnął w Betterware?

Ryszard Rychlik: Kiedy zaczynałem swoją przygodę z Betterware koniecznie chciałem zdobyć poziom lidera – co jest dość łatwe – aby pojechać na bal i przekonać się czy warto działać dalej. Byłem niesamowicie pozytywnie zaskoczony tym pięknym wydarzeniem, a kiedy widziałem, jak panie schodzą po czerwonym dywanie aby odebrać swoje nagrody, to dostałem gęsiej skórki z wrażenia. Jednocześnie zdziwiłem się, że po tych czerwonych schodach nie zszedł żaden mężczyzna i wtedy zrodziło się we mnie marzenie, abym za rok ja znalazł się w tej grupie jako dyrektor. Pierwszy facet. To było istotne, ponieważ po czerwonym dywanie schodziły tylko dyrektorki. Zaraz po balu wziąłem się do roboty i po trzech miesiącach zrobiłem poziom dyrektora. Zanim odbył się następny bal polecieliśmy z firmą na międzynarodową konferencję do Maroka. I tam znowu nabrałem jeszcze większego zapału, a kiedy rzucono mi wyzwanie, abym zrobił trzy tytuły w ciągu roku, bo jeszcze nikomu się to nie udało, to w mojej głowie powstało szalone wyzwanie, które napędzało mnie jeszcze bardziej do działania. W ten sposób z poziomu dyrektora, w ciągu zaledwie jednego roku, przeskoczyłem na poziom starszego dyrektora generalnego, zdobywając po drodze tytuły starszego dyrektora i generalnego dyrektora.

Jak to zrobiłem? Po pierwsze – miałem taki cel i wiedziałem, że to będzie coś wyjątkowego, że da mi to niesamowite możliwości realizowania marzeń i zabezpieczenia rodziny. Po drugie – cały czas widziałem siebie, jak wychodzę na scenę i jako pierwszy w historii Betterware odbieram trzy tytuły w ciągu roku. Widziałem, jak otrzymuję kluczyki do mojego wymarzonego samochodu. Widziałem nawet, że jeśli zrobię to, co dla wielu było niemożliwe, ukaże się ten wywiad. Te wizje były dla mnie bodźcem do działania. I po trzecie – maksymalnie skoncentrowałem się na osiągnięciu celu. Wszystkie inne rzeczy i sprawy, które odciągały mnie od zrealizowania celu, stanowczo odrzucałem. A proszę mi wierzyć, takich kwestii było bardzo dużo. Najważniejsze to skupić się na jednym.

Pełna kontrola wszystkich myśli, skupienie ich na celu oraz działanie, a więc spotkania i jeszcze raz spotkania, to recepta na sukces.

A kiedy było ciężko, siadałem w fotelu, zamykałem oczy i przypominałem sobie o co walczę. I ponownie widziałem wszystko, co się wydarzy. To niesamowite, ale stało się rzeczywistością. Oczywiście nie zrobiłbym tego bez moich liderów, dlatego dla nich składam ogrom podziękowań i kłaniam się do samej ziemi, po trzykroć mówiąc im: dziękuję wam moi drodzy, wspaniali liderzy! Bez was nie doszedłbym do tego poziomu!

Maciej Maciejewski: Ostatnio decydenci wymyślają różne projekty próbując aktywizować słynną grupę społeczną 50+ ucząc ich np. jak dobrze napisać CV. Tymczasem wszyscy wiemy, że nikt nie szuka pracowników w tym wieku, a mogliby się oni wykazać w MLM. Czy według pana marketing sieciowy jest dobrym zajęciem dla ludzi po czterdziestce, pięćdziesiątce?

Ryszard Rychlik: Uważam, że życie zaczyna się po czterdziestce. Myślę, że wszystkie takie stwierdzenia to nie przypadek, tylko wynik rzeczywistości. Moje ulubione przysłowie to „z kim przystajesz, takim się stajesz”. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to Święta Prawda. Odkąd pamiętam, moje życie zmieniało się w zależności od tego z kim się znałem i spotykałem. Jeśli byli to ludzie negatywni, moje życie nabierało ciemnych kolorów, kiedy byli to ludzie pozytywni, moje życie nabierało mocy i radości. Czy biznes MLM jest odpowiedni, aby rozwinąć skrzydła po czterdziestce? Jestem przekonany, że tak, a nawet uważam, że to najlepszy moment, aby zacząć w tej branży działać będąc po czterdziestce czy pięćdziesiątce. Każdy wiek ma swoje plusy i minusy. Kiedy jesteś młody masz dużo energii, podejmujesz szybkie decyzje, które sprawiają, że otwierają się przed Tobą nowe możliwości. Ale będąc młodym, często mamy słomiany zapał, brak nam wytrwałości, nasze decyzje są chaotyczne i czasem potrzebujemy przeanalizować wszystko na spokojnie. Często jest to niemożliwe z powodu naszej energii, jaką mamy mając np. 20 lat. Kiedy człowiek ma 40 lat i więcej, jest bardziej opanowany, ma za sobą bagaż doświadczeń – tych dobrych i tych złych. Te doświadczenia sprawiają, że wiemy więcej niż 20 lat temu. Jeśli wiemy, co chcemy w życiu robić, jeśli mamy cel, to każde doświadczenie – czy to dobre, czy to złe – jesteśmy w stanie obrócić na swoją korzyść. Ten wiek jest idealny nie tylko z powodu doświadczeń, ale również, kiedy mamy rodziny, nasze dzieci często już są – jak to się mówi – odchowane, albo nie potrzebują już tyle naszej uwagi, jak to ma miejsce, kiedy mamy 20 lat i przychodzi na świat w naszej rodzinie mały człowieczek, który potrzebuje naszej troski i czasu. Dla mnie to wspaniały okres, ponieważ zaczynam rozmawiać z synem o celach, wytrwałości, mogę mu przekazać wiedzę jaką nabyłem działając w branży MLM, aby sam stosował to, czego się nauczyłem, również w szkole. Między innymi, że powinien być wytrwały, kiedy w szkole nie zawsze jest wesoło; jak powinien walczyć, aby zdobyć lepsze oceny. Ale przede wszystkim uczę syna dlaczego powinien to robić. Dlaczego powinien już teraz pracować nad dyscypliną, nad pozytywnymi myślami, jednym słowem, dlaczego już teraz powinien pracować nad sobą. Widzę, jakie przynosi to niesamowicie pozytywne efekty w jego rozwoju osobistym.

Tego wszystkiego nauczyłem się tutaj, w marketingu sieciowym. Odwagi, wytrwałości w dążeniu do swoich marzeń, kultury oraz nowych wyzwań, aby stawać się każdego dnia coraz lepszym człowiekiem.

Kiedy w MLM działamy z ludźmi, którzy są pozytywnie nastawieni do świata, nabywamy niesamowitych wartości. I nie mówię tu o sztucznym entuzjazmie, nie mówię o fanatyzmie biznesowym. Mam na myśli rozwój osobisty, mówię o tym, że lepiej być pozytywnym niż negatywnym, że zamiast mówić „mam problem”, można powiedzieć „szukam rozwiązania”. W marketingu sieciowym zmieniamy się na lepsze. Dostajemy taką wiedzę i możliwość działania w praktyce, że gdzie indziej musielibyśmy zapłacić za to ogromne pieniądze, aby tego wszystkiego się nauczyć. Branża MLM nauczyła mnie nie tylko zarabiać pieniądze. Nauczyła mnie znacznie więcej. To świetne rozwiązanie dla ludzi, którzy mają marzenia i chcą dokonać czegoś wielkiego, bez względu na wiek.

Maciej Maciejewski: Czy każdy może odnieść sukces w MLM?

Ryszard Rychlik: Moim zdaniem szanse ma każdy, ale nie w każdym momencie swojego życia. Każdy, ponieważ nie jest tutaj wymagane jakieś specjalne wykształcenie, a nawet jakiekolwiek doświadczenie. Zacząć w MLM może każdy, kto chce więcej zarabiać i rozwijać się. Jednak nie zawsze człowiek, kiedy mu o tym mówimy, jest gotowy na zmiany, czy na takie rozwiązania, jakie mu proponujemy. Są w branży menedżerowie, którzy ostro selekcjonują osoby na potencjalnych kandydatów do swoich struktur tłumacząc, że nie chcą tracić czasu. Według nich nie każdy się tutaj nadaje. To dobra metoda, ale nie zawsze działa. Często jest tak, że ludzie, którzy na pierwszy rzut oka podczas selekcji się nie nadają, to jednak kiedy poświęcimy im nieco więcej czasu nagle okazują się bardzo skuteczni, a nawet jeśli nie są skuteczni, to znają bardzo ciekawych ludzi, do których docieramy i z nimi mamy efekty. Przy zbyt ostrej selekcji nigdy nie dotarlibyśmy do nich. Dlatego ja wychodzę z założenia, że każdy do MLM się nadaje i z każdym warto rozmawiać.

Maciej Maciejewski: Jakie metody pan stosuje, aby pozyskiwać nowe osoby do biznesu?

Ryszard Rychlik: To najczęściej zadawane pytanie przez nowe osoby. Przeważnie jest tak, że „nowi” jeszcze nikomu nie powiedzieli o tym biznesie, ale już pytają „skąd” albo „jak”. A najlepszą metodą jest po prostu zacząć działać. Lecz działać można tylko wtedy, kiedy się wie DLACZEGO, a więc jeśli się wie dlaczego, to znajdzie się sposób na każde „jak”, a w szczególności znajdzie się sposób na to, skąd brać ludzi. Każdy ma znajomych, a Ci znajomi mają znajomych i oni również mają znajomych. To w konsekwencji ogromna liczba osób, które nawzajem się znają. Można do nich dotrzeć przez znajomych znajomych, a więc poprzez polecenia. Aby zdobyć polecenia trzeba zdobyć zaufanie, a więc trzeba wiedzieć dlaczego się to robi i dlaczego nasi znajomi powinni nam zaufać i podać kontakty do osób, które mogą być zainteresowane współpracą. Naszym biznesem.

Czasem dzieje się to bardzo szybko, a czasem bardzo powoli. Niekiedy relacje musimy budować długo, a innym razem zaufanie zdobędziemy szybko. Trzeba tylko pamiętać o tym, że największą wartością jesteśmy my sami, ponieważ jeśli ktoś nie jest przekonany do współpracy, a widzi naszą PEWNOŚĆ i przekonanie, naszą charyzmę i chęć pomocy, wtedy okazuje się, że ludzie jednak się decydują i polecają dalej. Bo widzą, że warto, bo prowadzi ich człowiek z wizją, marzeniami oraz determinacją w osiąganiu zamierzonych celów.

Maciej Maciejewski: Jakie ma pan plany na najbliższą przyszłość?

Ryszard Rychlik: Chcę zdobyć wszystkie poziomy w planie marketingowym Betterware oraz rozwinąć ten biznes w Czechach oraz na Słowacji i Ukrainie. Jeśli chodzi o moją prywatną przyszłość to nie chciałbym zdradzać wszystkich szczegółów, ale najważniejsze jest to, aby moja rodzina i pokolenie mojego syna było zabezpieczone finansowo. No i przede wszystkim częste wyjazdy na wakacje. Wtedy, kiedy ja mam na to ochotę, a nie wtedy, kiedy mnie na to stać. Taką możliwość daje mi właśnie praca w systemie MLM.

Maciej Maciejewski: Dziękuję za rozmowę.