Robert Rymar ma 20 lat. Pochodzi z Krościenka Wyżnego – to mała miejscowość nieopodal Krosna. Ukończył Technikum Naftowe nr 4 w Krośnie zdobywając tytuł technika-wiertnika. Wcześniej nie miał możliwości pracować na etacie ani w jakikolwiek inny sposób. Obecnie studiuje zarządzanie na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Od dziecka interesuje się sportem, przez długi czas grał nawet w piłkę nożną na pozycji napastnika w lokalnych klubach.

Robert RymarRobert Rymar

Bartłomiej Sadowski to człowiek jeszcze młodszy. Obecnie jest absolwentem technikum nr 4 im. Ignacego Łukasiewicza w Krośnie na kierunku technik-gazownik. Wcześniej, gdy jeszcze chodził do szkoły, pracował jako pomocnik budowlany w Polsce i zagranicą. Gdy ukończył 18 lat pojechał do Londynu, gdzie dorabiał na budowie. Pół roku później pracował w Paryżu – również w branży budowlanej, po czym pojechał na zbiory winogron do Lionu, gdzie był tzw. noszącym. Mieszka z rodzicami i dwójką rodzeństwa. Jego młodszy brat również od kilku miesięcy buduje biznes MLM. Mimo tego, że ma zaledwie 18 lat to znajduje się na pozycji 21%. W wolnym czasie Bartłomiej lubi przebywać na siłowni, gdzie, jak mówi, wyładowuje wszelkie złe emocje.

Bartłomiej SadowskiBartłomiej Sadowski

Maciej Maciejewski: Co spowodowało, że zwróciliście uwagę na system marketingu sieciowego?

Robert Rymar: O marketingu sieciowym dowiedziałem się w ostatniej klasie technikum. To było w wakacje ubiegłego roku. Znajomy zadzwonił do mnie aby pokazać mi alternatywny rodzaj zarabiania pieniędzy. Powiedział, że chodzi o sklep internetowy więc myślałem, że będę wykonywał jakieś prace przed komputerem – coś na zasadzie moderowania jakiejś strony internetowej. Po wytłumaczeniu na czym miałaby polegać moja praca uznałem, że pomysł jest bardzo przyszłościowy. Spodobała mi się prostota tego systemu. Niestety schody zaczęły się od razu jak tylko pochwaliłem się najbliższym. Nikt z mojego otoczenia wcześniej nie znał osób zarabiających w taki sposób i z troski wszyscy od razu odradzali mi angażowanie się w MLM.

Bartłomiej Sadowski: Ja dowiedziałem się o możliwościach MLM całkiem przez przypadek. Jako pierwszy w LOU PRE był zarejestrowany mój brat. Pamiętam, jak wrócił kiedyś do domu z tzw. „piórniczkiem”. Na samym początku negowałem jego pomysł. Wcześniej, gdy ogólnie cały czas byłem nauczony tak, że inaczej niż na budowie czy za granicą nie da się zarobić pieniędzy, to jak próbował mi cokolwiek tłumaczyć o MLM to od razu wybuchałem śmiechem. Fakt ten jest normalny z ówczesnego punktu widzenia dlatego, że nigdy nie słyszałem o takich możliwościach zarabiania pieniędzy. W dodatku jest to mój młodszy brat i nie bardzo traktowałem to co mówi na poważnie. Pamiętam jak poprosił mnie w pewny piątkowy wieczór, żebym zawiózł go na szkolenie do Roberta Rymara. Z racji, że nie tolerowałem takich szkoleń, pojechałem tam ze średnim entuzjazmem. Zaraz po wejściu na salę już mi się nie podobało. Jeszcze jak zobaczyłem przy tablicy Roberta, z którym tańczyłem w szkole poloneza to pomyślałem, że ktoś sobie ze mnie żartuje. Jakby tego było mało to każdy siedział wystrojony z kartkami w rękach. Ogólnie moje nastawienie do tego było na niskim poziomie, nie podobało mi się.

Do czasu, kiedy Robert zaczął tłumaczyć prostotę tego biznesu. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że znajduję się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Doskonale utkwiło mi w głowie to, że nadaję się do tego każdy, a zamiana sklepu to żaden wyczyn. Wystarczyła godzina, żebym zrozumiał system po czym od razu się zarejestrowałem. Gdy dowiedziałem się o marketingu sieciowym byłem o krok od egzaminu maturalnego. Każda osoba w tym okresie wie, że trzeba się trochę do niego przygotować, żeby go zdać.

Był to okres, w którym miałem dwie rzeczy do wyboru – jechać za granicę aby tam pracować, albo robić network marketing. Na szczęście wybrałem biznes i tej decyzji nie żałuję.

Maciej Maciejewski: Jak wyglądał Wasz start? Czy prawdą jest, jak to niektórzy próbują rekrutować hasłem, że w MLM pieniądze same rosną na drzewach i wystarczy je tylko zrywać?

Robert Rymar: Początki nie były łatwe. Temat wydawał mi się z góry spisany na niepowodzenie z powodu zerowej aprobaty ze strony rodziny i znajomych. Przez pięć miesięcy nie zrobiliśmy nic poza kilkoma pustymi spotkaniami. Porażki nie motywowały, a zaangażowanie nie było na takim poziomie, aby cokolwiek więcej zrobić. Pierwsze kroki w biznesie stawiałem z Rafałem Kasperkowiczem – obecnym dyrektorem bursztynowym, który pomagał mi trzymać fason, kiedy nie szło. Po pierwszych szkoleniach regionalnych zacząłem przekonywać się do biznesu dzięki Michałowi Skołozdrzemu – obecnemu dyrektorowi rubinowemu. On pokazał mi ile realnie da się zarobić w marketingu sieciowym i dlaczego ludzie działają stereotypowo. Później były już tylko spotkania, szkolenia i konsultacje.

Bartłomiej Sadowski: W moim przypadku było troszkę inaczej. Na początku musiałem pogodzić dwie rzeczy –maturę i egzamin zawodowy. Dlatego w ten sam dzień, gdy się zarejestrowałem, od razu pojechałem zarejestrować moich znajomych. Robiłem to na zasadzie systematyki czyli spotkania a po nich nauka bez zbędnych pochłaniaczy czasu, takich jak telewizor czy komputer. Oczywiście nie powiem, że było lekko ale jeżeli ma się doskonale opracowany system i człowiek wie co ma się robić, to jest o wiele lżej. Wtedy każdy znajomy również pojmował na czym polega idea naszej firmy i chciał robić to co ja. W mgnieniu oka grupa nabrała dużego rozpędu. To świetna motywacja jeżeli nie pracujemy sami tylko cały zespół, który stworzyliśmy.

Maciej Maciejewski: Jak konkretnie reagowała na Waszą działalność rodzina i znajomi?

Robert Rymar: Rodzina po usłyszeniu jakie to pieniądze będę zarabiał szybko sprowadziła mnie na ziemię. Brak zrozumienia systemu MLM oraz stereotypy o tym, że w taki sposób nie da się zarabiać pieniędzy zwyciężyły i usłyszałem tylko hasło w stylu „dziecko ty się lepiej ucz”.

Bartłomiej Sadowski: Dokładnie pamiętam reakcję mamy, gdy zobaczyła w domu drugi „piórniczek”. Sama nie wiedziała, że my nie będziemy opierać się wyłącznie na sprzedaży produktów. Cały czas mówiła, że nikt nam tego nie kupi, dziwiła się komu my tyle chcemy sprzedać itp. Ogólnie miała złe nastawienie do tego typu działalności a sama generowała nam bardzo dobry obrót w domu i z polecenia koleżanek w pracy. Tato na początku też nie był do tego nastawiony pozytywnie ale po czasie, jak zobaczył, że faktycznie można coś zarobić, to zaczął nas wspierać. Ogólnie uważam, że wsparcie rodziny jest bardzo ważne, ale doskonałą motywacją jest to, kiedy można udowodnić komuś coś, co dla niego było niezrozumiałe a zarazem niemożliwe.

Maciej Maciejewski: Jak to wygląda dzisiaj?

Robert Rymar: Po 9 miesiącach aktywnej pracy wraz z całą grupą osiągnęliśmy poziom dyrektora bursztynowego. Nie zrobilibyśmy tego, gdyby nie zaangażowanie dwóch mocnych grup z Rzeszowa na czele z Rafałem Kasperkowiczem i Kacprem Gochem oraz z Krosna, gdzie działa Bartłomiej. Jednocześnie każdy z liderów osiągał zamierzone przez siebie poziomy. Współpracując i łącząc efekty powstał taki poziom, na którym można spokojnie żyć. I co ważne nie zatrzymujemy się – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ludzie z mojego otoczenia zmienili więc swój pogląd na temat MLM, kiedy na własne oczy zobaczyli moje sukcesy.

Bartłomiej Sadowski: Ja mogę powiedzieć, że osiągnąłem bardzo dużo, ale każdy „obserwator” musi wiedzieć, że tutaj nic nie zdziałamy w pojedynkę. Osiągnąłem swój sukces dzięki całemu mojemu zespołowi. W listopadzie 2015 roku zdobyłem poziom dyrektora bursztynowego i to pomimo młodego wieku. Aktualnie jestem najmłodszym dyrektorem w firmie. Cały sukces zawdzięczam mojemu zespołowi na czele z Robertem Rymarem. Mój zespół składa się z ekipy jasielskiej na czele z Erykiem, krośnieńskiej z Szymonem i rzeszowskiej z Hubertem. Są to osoby, które określam mianem tytanów pracy. Każdy jest w młodym wieku a ich determinacja do tego aby coś osiągnąć motywuje jak nic innego. W tym momencie każda z tych grup jest „wyposażona” w mega pozytywne osoby, którym bardzo dziękuję za to, że mogę z nimi współpracować. To dzięki nim wokół mnie ludzie zmieniają zdanie o network marketingu a przecież osoby z którymi współpracuję mają zaledwie 16-22 lata.

Niektórzy w tym wieku wolą iść za resztą stada czyli na tzw. piwko, gry czy imprezy, a inni wolą obrać drogę do sukcesu i stworzyć sobie lepszą przyszłość.

Maciej Maciejewski: W MLM działa wiele dobrych firm. Dlaczego akurat LOU PRE? Co wyróżnia tę firmę od innych?

Robert Rymar: Nigdy wcześniej nie słyszałem o MLM dlatego firma Lou Pre stała się pierwszą, z którą mam przyjemność współpracować. W późniejszej fazie działania, porównując prostotę polecania naszych produktów i znakomity system Dariusza Holeniewskiego doszedłem do wniosku, że zdecydowanie przewyższamy konkurencję. Tutaj każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Zarówno konsumenci, sprzedawcy jak i menedżerowie. Można kupować ale nie trzeba, można sprzedawać ale to nie przymus, można polecać ale niekoniecznie. Najlepsze jest to, że dosłownie każdy może polecić sklep internetowy, nie potrzeba wielu godzin szkoleń czy jakiejś specjalistycznej wiedzy. Wystarczy nauczyć się prezentacji i już można w prosty sposób tłumaczyć ludziom o co chodzi w tej firmie.

Bartłomiej Sadowski: Najlepsze w tym jest to, że produkt, którym operujemy, jest produktem codziennego użytku. Koszty rozpoczęcia współpracy są idealnie dopasowane do grupy wiekowej, z którą mam przyjemność współpracować. Ciężko by było, żeby np. siedemnastolatek wydał 400 albo 1000 zł tym bardziej, że każdy potrzebuje narzędzi do pracy. Tak jak żołnierz nie wyruszy na wojnę z gałązką tak my bez systemu nie jesteśmy w stanie szybko osiągać wyników. Dariusz Holeniewski stworzył dla nas idealne narzędzia, cały system, który wykorzystuje się na każdym poziomie niezależnie od tego jaki mamy cel do osiągnięcia. Dzięki temu pracuje się łatwo, co zresztą ceni wiele osób. Na co dzień każdy ma zapewnioną opiekę lidera czyli osoby, która pomoże wystartować i rozwiązać problemy. Można to robić w wolnym czasie i nikt nas nie ściga „zrób to, zrób tamto”. W młodym wieku bardzo się to ceni. Dlatego ja cenię tę firmę.

Maciej Maciejewski: Jakie są różnice pomiędzy pracą na etacie a tym co Wy robicie?

Robert Rymar: Obserwując rodziców, którzy pracują na etacie, na pewno rzuca się w oczy to, że w MLM sam ustalam sobie grafik. Nie mam szefa, wszystko osiągam z partnerami biznesowymi, którzy również zarabiają kwoty adekwatne do swojego działania. Nie ma stawki godzinowej i zarobki są nieograniczone. Wszystko opiera się na współpracy, bo w pojedynkę nic nie da się osiągnąć. Każdy się nadaje do polecania polskiego sklepu internetowego bez względu na wiek, wykształcenie, natomiast na etacie zawsze są już jakieś kryteria i nie każdy może być przyjęty na dane stanowisko.

Bartłomiej Sadowski: To jest kolosalna różnica. Ja np. już pracowałem na etacie w Polsce i za granicą. Powiem tak – jeżeli ktoś pracuje lub pracował na etacie, to wie jak to jest. Szczególnie, gdy szef jest wymagający albo ma zły humor. Jak pracowałem w wieku 18 lat na budowie to byłem bardzo zadowolony, że mogłem sobie dorobić kilkaset złotych ale wiedziałem, że to nie jest zajęcie na dłuższą metę. Szczególnie przy moim trybie życia, gdy chcę łączyć pracę z siłownią. Na etacie wracałem do domu zmęczony po pracy i nie miałem na nic siły. Dodatkowo zdałem sobie sprawę z faktu, że nie jestem w stanie pogodzić pracy, siłowni oraz w przyszłości założyć rodziny tak, żebym był w pełni zadowolony z życia. Tym bardziej jestem teraz zdania, że życie trzeba przeżyć a nie przepracować. Cenię marketing sieciowy również za to, że ta praca jest lekka, nie ma się nad sobą szefa czyli osoby, która miewa różne wahania nastroju co często odbija się na pracownikach. W MLM sam sobie ustalam, kiedy pracuję a kiedy odpoczywam.

Maciej Maciejewski: Co najbardziej cenicie w tym systemie?

Robert Rymar: W MLM cenię sobie przede wszystkim komfort i wygodę pracy. Człowiek w życiu prędzej czy później będzie musiał zarabiać pieniądze w taki czy inny sposób. Po rozmowie na temat zalet sklepu internetowego nie czuję się jakoś strasznie przepracowany. Polecam każdemu znaleźć sobie coś w czym czuje się dobrze, bo wtedy cokolwiek by się nie robiło to nie czuje się pracy. Tutaj poznaje się nowych ludzi, rozwija się i jeszcze płacą za to pieniądze.

Bartłomiej Sadowski: Ja bardzo cenię to, że razem z rodziną i znajomymi można osiągnąć w życiu coś więcej. Do momentu, gdy rozpoczęła się moja przygoda w firmie nie znałem takich możliwości zarabiania pieniędzy. Ogólnie to ciężko jest np. po mojej szkole zarabiać jakieś większe kwoty i żyć na ponadprzeciętnym standardzie. Tym bardziej cieszy mnie również fakt, że z biegiem czasu osoby ode mnie z grupy również będą zarabiać pieniądze na takim poziomie, że można się z tego na poważnie utrzymywać. Głównie pracuję z grupą wiekową 16-22 lata a mimo tego chłopaki mają już w tym wieku wizję na to by żyło się im lepiej. To jest bardzo pozytywne zjawisko.

Maciej Maciejewski: Skąd brać nowych ludzi do swojej struktury? Jakie metody stosujecie, aby pozyskiwać nowe osoby do biznesu?

Robert Rymar: Moje nowe osoby zazwyczaj pochodzą ze środowiska studenckiego, bo sam się w nim poruszam. Każdy uczęszcza na zajęcia lekcyjne, dodatkowo sportowe. Hobby, różne kółka dają naprawdę spory zakres możliwości. Jak wiadomo kilka kontaktów powoduje, że zaraz robi się ich kilkanaście i tak się to rozwija. Oczywiście w MLM działa system poleceń. Każda osoba, która angażuje się w mojej sieci, ma dostęp do kolejnych środowisk – dlatego też lista kontaktów nigdy się nie kończy.

Bartłomiej Sadowski: To jest bardzo proste patrząc na sytuację jaki potencjał mamy do wykorzystania. Każdy z nas przecież chodził kiedyś do gimnazjum, technikum, a osoby w takim wieku zawsze chcą sobie zarobić kilkaset złotych. Tym bardziej, że nadaje się do tego każdy więc nie ma z tym większego problemu. Czasami nawet przypadkiem – po dłuższej rozmowie w sklepie czy na zakupach – można umówić osobę na spotkanie.

Maciej Maciejewski: Jakie macie plany na przyszłość?

Robert Rymar: Plany na przyszłość są takie, aby nie zatrzymywać się i dalej dążyć do osiągnięcia kolejnych poziomów w firmie. Wiem, że rok 2016 będzie przełomowy dla naszej młodej ekipy, która jest na niesamowitym gazie. Przykładem tego jest listopadowy awans na pozycję najmłodszego dyrektora bursztynowego w firmie Bartłomieja. Cieszę się, że mam przyjemność współpracować z nim na co dzień.

Bartłomiej Sadowski: Myślę, że jak każdy dyrektor w naszej firmie, chcę osiągnąć najwyższy poziom w drugim planie marketingowym. Co prawda drogę do celu mam już rozpisaną ale to jest moja prywatna misja. Powiem tak – każda osoba przy odrobinie mobilizacji i wiary w siebie może w MLM osiągnąć sukces. Patrząc na to jak osoby np. w mojej grupie wzbogacają się o wiedzę i potrafią sami wypracować kolejne awanse to aż miło mi się z nimi współpracuje.

Maciej Maciejewski: Dziękuję za rozmowę.