Paweł Borecki Paweł Borecki

To, co ja mogę dzisiaj zrobić, to wielu rzeczy nas oduczyć. I chcę skierować do Was konkretną myśl, bowiem Wy jesteście tymi ludźmi, którzy na pewno bez przerwy się rozwijają. Mam dla Was taką wiadomość: „Nigdy, ale to nigdy się nie zestarzejecie”.

PORAŻKA – SUKCES

Dzisiaj nie chcę mówić o sukcesie. Niejednokrotnie jestem pytany: „Paweł, jaka jest droga do sukcesu?”, „Paweł, ty już masz sukces. Powiedz mi, jaki jest klucz do sukcesu?”. I ja niejednokrotnie odpowiadałem, że nie wiem. W dodatku to prawda, że nie wiem, jak osiągnąć sukces. Posłuchajcie, jak ja mogę wiedzieć, jak osiągnąć sukces, skoro nie wiem, czym sukces jest dla każdego z Was? Przecież sukces dla każdego z ludzi jest zupełnie czymś innym. Dla jednego mogą to być pieniądze. Dla drugiego sukcesem jest zdrowie, sensowna praca. Dla kogoś innego – bardzo dobre stosunki międzyludzkie. Ktoś powie: „Dla mnie sukcesem jest mój spokój ducha”. Ktoś inny doda: „Niezależność finansowa”. Jeszcze ktoś inny: „Poczucie wzrostu, poczucie znaczenia, poczucie ważności – tego, że jestem kimś, jest dla mnie sukcesem”. Słyszałem o definicji sukcesu, że jest to zdolność do przeżywania życia tak, jak się chce. Słyszałem też o takiej zwycięskiej umiejętności – jest to zdolność wyznaczania celów i sporządzania pisemnych planów realizacji.

No właśnie – żeby osiągnąć sukces, warto jest mieć cel. Problem jednak polega na tym, że większość ludzi nie ma celu. I muszę Wam powiedzieć, że nawet jeżeli mają cel, to wiecie jaki procent z nich ma ten cel zapisany? 3% ludzi zapisuje swoje cele.

Sukces, to cele. Reszta, to otoczka. Reszta, to śmieci. Sukces, to kierunek. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, że ukierunkowane na świecie są tylko dwie istoty. Człowiek i gołąb pocztowy. Gołębia pocztowego możesz zawinąć w worek, włożyć do samochodu, możesz go wywieźć tysiące kilometrów, możesz kręcić tym samochodem tak, żeby kompletnie zakręciło się w głowie… 1000 km, stajesz, otwierasz bagażnik, wypuszczasz gołębia z worka i… gołąb tak się trochę otrząśnie (potrzebuje niespełna trzech sekund), łapie azymut i… leci z powrotem te 1000 km, idealnie po linii prostej.

Jak możemy obrać jakiś kierunek, skoro nie wiemy gdzie iść? Wierzę w to, że każdy z nas rodzi się z dwiema kopertami w ręku. W jednej z nich zapisane są nagrody za wykorzystanie naszego potencjału, który dany nam jest za darmo. W drugiej zaś zapisane są kary za zbagatelizowanie potencjału naszego mózgu, za niewykorzystanie umiejętności naszego umysłu. Wierzę w to, że przez nasze życie przechodzi bardzo dużo okazji. I niektórzy tak sobie patrzą, jak te okazje koło niego przechodzą. Kim jest zwycięzca? Zwycięzca to ten człowiek, który widząc przechodzącą przed nim okazję, chwyta ją, przyciąga, a następnie rozwija.

Malowany dzbanku

W jaki sposób te nagrody otrzymać? W jaki sposób najlepiej wykorzystać nasz potencjał? A jak wygląda nasze życie? Powiedzmy, że nasze życie to dzban, w którym znajdują się różne materie – całe nasze życie złożone z materii. Niech ten dzban będzie jej, a on z kolei będzie miał swój oddzielny. To jest jej życie, a to jest jego życie. No, a co my mamy w życiu? Otóż mamy takie nasze ważne rzeczy od serca – takie, które bardzo chcemy… Jednak droga naszego życia nie tylko usłana jest płatkami róż. W życiu mamy jeszcze twardsze rzeczy (kamienie). Są w naszym życiu również bardziej miałkie sprawy (piasek) oraz kompletnie rozwodnione, rozcieńczone, mało konkretne (woda). Jeżeli to jest jej naczynie życia i mówiłbym o sukcesie, to bym jej powiedział: „Dziewczyno, jeżeli chcesz mieć sukces w życiu, zbadaj, co jest dla Ciebie najbliższe sercu i to, co jest dla Ciebie najważniejsze i wrzuć do naczynia życia. Zbadaj, co Ciebie najbardziej w życiu kręci, co najbardziej uwielbiasz robić i wypełnij tym naczynie Twojego życia”. W życiu pojawiają się również grudy. Widzicie, wrzucam do naczynia życia kamienie. Ale są w życiu jeszcze rzeczy miałkie, takie jak piasek. Zobaczcie, wypełniam naczynie jej życia jeszcze piaskiem, który przeciska się pomiędzy kamieniami. Wypełniam całe naczynie po sam brzeg. Na moje pytanie: „Czy naczynie jest pełne?”, odpowiedzielibyście, że tak. Ja jednak naczynie jej życia dopełniam wodą symbolizującą rozcieńczone, rozrzedzone i nieważne rzeczy. Tej wody wchodzi jeszcze bardzo dużo. Zobaczcie, ona osiągnęła prawdziwy sukces. W naczyniu życia ma najważniejsze dla siebie rzeczy.

Paweł Borecki Paweł Borecki

Ale przecież dzisiaj nie mówię o sukcesie. Dzisiaj jest o porażce. Jeżeli z kolei on zachowywałby się jak przeciętny człowiek, to nawet jeśli wiedziałby, co jest dla niego ważne, zająłby się w życiu zupełnie czym innym. On w swoim naczyniu życia najpierw umieściłby jakieś nieistotne sprawy (kamienie). On ma swoje cele życiowe ale odkłada je na później. Mimo że naczynie jest pełne kamieni, jest jeszcze sporo miejsca na bardziej miałkie rzeczy. Zobaczcie, wsypuję piasek. Widzicie, jak dużo niepotrzebnych spraw się jeszcze tu mieści? A woda symbolizująca czas, który przechodzi przez palce? Zobaczcie, wypełnia całe naczynie po sam brzeg. No dobrze, a co z tym, co dla niego najdroższe, najcenniejsze? Co z tym, o co warto walczyć, być może nawet poświęcić życie? Co z tym, co dla niego naprawdę ważne? Niestety, nie mieści się już do jego naczynia życia. Jego naczynie życia jest już wypełnione. Najważniejsze rzeczy, które miał do zrobienia w odróżnieniu od tej dziewczyny, która dobrze planowała, są poza jego zasięgiem, poza jego życiem. Powiem Wam coś o nim. Jest kompletnym frustratem. Dlaczego?

Bo nie osiąga w życiu tego, na czym mu naprawdę zależy, nie osiąga swoich pragnień. Nie realizuje swoich marzeń. On na pewno będzie realizował marzenia innych ludzi.

Zatem proszę Was – dzisiaj jest rozmowa o porażce – niech Was Bóg broni, żeby najważniejsze dla Was rzeczy wkładać do naczynia Waszego życia na początku. Powiedzcie swoim ludziom: „Kochani, jeśli chcecie osiągnąć porażkę, zapełniajcie naczynie swojego życia nieważnymi rzeczami, na których wam w życiu nie zależy”, a zasada: NAJWAŻNIEJSZE, ABY NAJWAŻNIEJSZE BYŁO NAJWAŻNIEJSZE – to jest jakaś bzdurna zasada. W ogóle w to nie wierzcie. To jest najważniejsze, ale jeżeli chcemy odnieść porażkę. Wtedy trzeba robić tak, aby naczynie życia wypełnione było miałkimi rzeczami – takimi, na których nam nie zależy. I nigdy nie stosuj zasady: NAJPIERW RZECZY NAJWAŻNIEJSZE. Być może od kogoś słyszałeś, że JEŚLI NIE ZACZNIESZ OD RZECZY WAŻNYCH, NIGDY NIE ZREALIZUJESZ TEGO, CZEGO PRAGNIESZ. Proszę Was – nigdy nie zaczynajcie od rzeczy ważnych. To, na czym Wam naprawdę zależy, odłóżcie na później, wówczas dostąpicie tego, o co chodzi – dostąpicie swojej porażki.

Po prostu nie róbcie tego

Nie jest tajemnicą, że ogólnoświatowym trendem jest wellness. Jeden ze współczesnych futurystów, w swojej książce zatytułowanej: „Shakeout!”, pisze: „Nowe technologie i sposoby komunikacji zrobią szybszy wzrost w kierunku zdrowego stylu życia i nabierze on jeszcze większego rozpędu, niż jakikolwiek zwrot w historii. Styl życia jest nowym centrum zainteresowania, więc osiągnięcie lepszego stylu życia jest podstawowym trendem w społeczeństwie. Marketing sieciowy stoi na czele rewolucji stylu życia. Pracujesz kiedy chcesz i tyle ile chcesz”. Gdyby mówić o innych wielkich autorach, to zainspirowało mnie to, co zawiera książka „Wykreuj swoją przyszłość” Briana Tracy. Czytamy w niej: „Gdy polubisz to, co robisz, nie będziesz już musiał przepracować ani jednego dnia”. Czy to nie piękne? Gdybyśmy mogli robić to, co lubimy i lubić to, co robimy, z pewnością osiągnęlibyśmy sukces. Zatem, jeżeli dzisiaj jest rozmowa o porażce, proszę Was o jedno: „Róbmy rzeczy, których nie lubimy!”. Zresztą, większość ludzi tak ma. Gdyby ich zapytać, czy lubią swoją pracę, większość ludzi odpowie, że nie. Jest taki świetny test pokazujący, czy ktoś lubi swoją pracę, czy nie. Wystarczy zapytać: „Słuchaj, gdyby Tobie przestali płacić, chodziłbyś dalej do pracy?” – „Nie” – odpowie większość ludzi. Tak, bo większość ludzi chodzi do pracy dla pieniędzy. Jednak, czy to nie jest szkoda życia, żeby tylko po pieniądze chodzić do pracy? A co Wy na to, gdybyśmy mogli kochać to, co robimy i robili to, co kochamy? Byłby z tego jakiś pożytek? I chcę Wam otwarcie powiedzieć, jeżeli mówić o porażce, to warto znaleźć taką pracę, której kompletnie nie lubimy. No bo po co robić coś, w czym się dobrze odnajdujemy? Natomiast pokaże Wam jedną kwestię, którą uwielbiają perfekcyjni melancholicy: „Żeby mieć właściwe rezultaty, musisz nauczyć się postępować we właściwy sposób”. Czy nie lepiej byłoby, jeżeli mówimy o porażce, pracować intuicyjnie? Czy nie lepiej byłoby zbagatelizować wzory sukcesu, które macie w pracy i w każdej firmie? Czy nie lepiej byłoby robić coś po swojemu? Przecież tak dużo mówi się o tym, że to musi być nasze, nasze, nasze… No właśnie…

Każda firma ma jakąś strategię, jakiś wzór postępowania, jakieś właściwe umiejętności, właściwe postępowanie, które prowadzi do właściwych rezultatów. Przestrzegam przed tym. Nie róbmy tego. Jest obawa, że jeżeli nauczymy się właściwie postępować, to osiągniemy właściwe rezultaty, może nawet takie, jakie pragniemy. Szczerze przed tym przestrzegam. „W ciągu życia możesz osiągnąć wszystko, czego pragniesz, jeżeli pomożesz innym osiągnąć to, czego oni pragną” – to pewnie znacie? Zobaczcie, jeżeli tutaj jest on, a tutaj ona i jeżeli dzisiaj mówimy o porażce, to proszę Was o jedną rzecz. Do Was to mówię i przekażcie to innym ludziom: „Jeżeli Ty dziewczyno masz być porażką, to proszę Cię – nie miej na nikogo wpływu i myśl tylko o sobie. A Ty z kolei jeżeli myślisz o porażce, to zamknij się w swoim kokonie i jeżeli będziesz coś dobrego wiedział, to nie dziel się tym z nikim”.

Niech to zostanie tylko Twoje i nie miej dobrego wpływu na innych. A tak w ogóle to uważaj proszę i przestrzegam Cię przed tym, bo jeżeli nie daj Bóg przyczynisz się do tego, że dzięki Tobie, dzięki Twojemu zaangażowaniu, pracy, wiedzy, umiejętnościom, inni zaczną spełniać swoje marzenia, to stanie się fatalna rzecz: „Ty spełnisz swoje marzenia”. Wzdrygam się. Nawet nie chcę o tym myśleć. Rozumiecie? Po prostu nie róbcie tego.

Środowisko MLM

A jakby ich tak razem złączyć w środowisko MLM? Jakie mamy środowisko? Zespół. Nie wiem do jakiego stopnia zdajecie sobie sprawę Wy, czy Wasi partnerzy biznesowi, ze znaczenia środowiska, w którym się obracamy. Pozwólcie, że podam Wam przykład. Kiedy na jedno z dużych spotkań grupowych zabrałem do mojego samochodu nową osobę, ta w pewnym momencie zadała mi pytanie, które mnie zaszokowało: „Paweł, czy ludzie, którzy osiągnęli sukces się boją?”. Dla mnie było to niesamowite, głębokie i ważne pytanie. Po zastanowieniu się odpowiedziałem: „Wiesz Aniu, myślę, że to zależy, do jakiego stopnia Ci ludzie rozumieją sprawę związaną ze środowiskiem MLM, ze środowiskiem w naszych grupach konsumencko-biznesowych. Jeżeli to środowisko jest aktywne i dobre, gdzie jedni budują drugich, gdzie współpraca odbywa się na zasadzie wygrana-wygrana, to wówczas bojaźń mija”.

Dla mnie środowisko MLM jest nie do przecenienia. Każdy z nas ma problemy, każdy z nas może kiedyś potrzebować zdrowia, pieniędzy, możliwości, okazji, ludzi, relacji, pomocy, wsparcia, otuchy, opieki, dobrego słowa – przecież to jest normalne – jesteśmy ludźmi.

Środowisko marketingu sieciowego to właśnie gwarantuje i sprawia, że się już nie boimy. Nie jesteśmy sami. Bo jeżeli ja mam problem, znajdują się w tym środowisku osoby pomocne.

Jeszcze raz pragnę przemówić do Ciebie. Jeżeli mówimy o porażce, to zamknij się w skorupie, w kokonie. Nie wychodź na zewnątrz, nie interesuj się drugim człowiekiem, nie pomagaj, bądź po prostu zamknięty – wtedy masz gwarantowane to, o czym dzisiaj mowa.

Who is who?

A kim my w ogóle jesteśmy w network marketingu? Wierzę w to, że jesteśmy prawdziwymi siewcami. Każdy z nas, niezależnie od firmy, którą reprezentuje, ma coś dobrego do zaoferowania. Jesteśmy siewcami informacji, inspiracji, możliwości, okazji. Naszą odpowiedzialnością jest sianie. Nie jest natomiast naszą odpowiedzialnością fakt, na jaką glebę to trafi. Od czego to się zaczyna? W MLM mówimy: „Zrób listę”. Dziś proszę Was o taką rzecz: „Chcesz osiągnąć porażkę? – Nigdy nie rób żadnej listy!” Pracuj intuicyjnie. Pójdziesz przypadkowo tu, czy tam… I nawet nie myśl o tym, że lista gwarantuje Tobie bezpieczeństwo. W żadnym razie nie myśl o tym, że kiedy zrobisz listę, to możesz sobie skuteczne kryteria wyznaczyć – do kogo najpierw się zwrócić. Jest duże ryzyko, że kiedy zrobisz dobrą listę i zastanowisz się do kogo i w jaki sposób się zwrócić, to jest obawa, że osiągniesz sukces. Przestrzegam przed tym. Aż mi ciarki przechodzą. Nie róbcie listy, bo ona pozwala na nieskończoność biznesu – bo przecież sama lista jest nieskończona.

Niektórzy specjaliści w MLM twierdzą, że trzeba dobrze umówić spotkanie. I wiecie przecież, że celem rozmowy telefonicznej jest umówienia terminu spotkania, a nie prezentacja przez telefon. Proszę zatem Was o to, abyście ze względu na cel tego wykładu przedstawiali całą Waszą propozycję z detalami przez telefon. W ten prosty sposób możemy sobie zagwarantować oczekiwaną porażkę.

Pragnę Wam o jeszcze jednej rzeczy powiedzieć: „Gdyby nie ludzie, których poznacie, gdyby nie książki, które przeczytacie, za pięć lat bylibyście tymi samymi ludźmi, co dziś”. Proszę Was, zabrońcie Waszym ludziom czytać książki. Zabrońcie Waszym ludziom słuchać płyt edukacyjnych. Zabrońcie im budować relacje z innymi ludźmi. Istnieje bowiem ogromne ryzyko, że jeżeli oni będą budować dobre relacje z innymi, jeżeli będą czytać książki i słuchać płyt, to niestety osiągną sukces. Nie chcemy tego. Wielu fanów MLM każe nam zmienić swój samochód w wehikuł nauki i uniwersytet na kółkach. Przestrzegam przed tym. Nie róbcie tego. Jeżeli będziecie wkładać te srebrne krążki do Waszego samochodu, to ta informacja z tych płyt przejdzie na poziomie świadomym i podświadomym nie tylko do mózgu, ale co gorsza do Waszego serca. A tu pojawia się ogromne ryzyko, że czegoś sensownego i przydatnego możemy się nauczyć.

Ale to jeszcze nic. Te sensowne rzeczy możemy przekazać dalej. A co będzie, jeżeli kolejni przekazywać będą następnym i kolejnym osobom?

Stanie się to, czego na pewno nie chcemy – pojawi się indywidualny i grupowy sukces. Tylko nie to. Żadnych płyt. Proszę Was. Przebywając w samochodzie tyle czasu, ile przebywacie, macie fantastyczną możliwość, żeby wysłuchać kogo zabili, kogo zgwałcili, kto kogo okradł, podpalił i jakie szykują się podwyżki, a także która partia którą oskarża i dlaczego. Przecież to jest fascynujące. W dodatku, to jest najkrótsza droga, żeby stać się porażką dla siebie i dla innych. Wiem, że sami znacie wiele innych sposobów – jak odnieść porażkę w MLM. Proszę Was – nie zdradzajcie Waszym ludziom prawideł sukcesu, bo istnieje absolutna obawa, że w roku 2012 staną się szczęśliwsi, bardziej usatysfakcjonowani i spełnieni.

Autor tekstu jest laureatem prestiżowego konkursu Profesjonalny Sprzedawca Roku – Polish National Sales Awards w kategorii "Menedżer Branży MLM". Członek elitarnego Klubu TOP Liderów MLM. Artykuł pochodzi z nowego, 29 numeru drukowanego wydania „Network Magazynu”, który ukaże się na rynku już niebawem.