Google nie mówi, kiedy live streaming zostanie wprowadzony na stałe. Wiadomo jednak, że skorzystać z niego będą mogli jedynie partnerzy, którzy podpiszą umowę z Google. W ten sposób serwis chce uniknąć niepotrzebnego zamieszania. Live streaming ma być dla Google dodatkowym źródłem przychodów. Firma nie podaje zysków, jakie z niego czerpie, ale wiadomo, że według prognoz dopiero w tym roku serwis ma się znaleźć nad kreską.

Podobne eksperymenty zdarzały się już w historii YouTube. Można było m.in. obejrzeć koncert U2, a także przemówienia prezydenta USA Baracka Obamy. Do tej pory jednak serwis korzystał z zewnętrznych technologii. Tym razem ma własne rozwiązania, które zamierza udostępnić dostawcom treści. Na razie z live streamingu na YouTube będzie korzystać jedynie czterech partnerów: Next New Networks Howcast, Young Hollywood i Rocketboom. Ich emisje będzie można obejrzeć do wtorku. Później opcja „na żywo” będzie wyłączona, bo YouTube na razie ją testuje.

Duży potencjał w tego typu projektach filmowych ma reklama na żywo. Według serwisu ComScore internauci oglądają takie materiały o 7% dłużej. Siłą YouTube jest też liczba jego użytkowników, którzy generują dziennie 2 mld odsłon. Poza zyskiem z reklam Google ma nadzieję zarobić na internetowej wypożyczalni filmów, która również byłaby połączona z YouTube'em. Film można będzie wypożyczyć za 5 dol. Dlaczego Google dopiero teraz uruchamia wideo ma żywo? Z tej technologii już od dłuższego czasu korzysta wiele serwisów. W USA największy jest Ustream.