Grupa Michała AlczyszynaGrupa Michała Alczyszyna

Wywiady nagraliśmy 8 czerwca 2013 roku w miejscowości Bielsko-Biała, podczas II Gali Extra MLM. Nasi rozmówcy to: Michał Alczyszyn, Aleksandra Gasińska i Radosław Cieśla. Michał to chłopak bardzo młody a już nieco kontrowersyjny, ponieważ w MLM odniósł duży sukces. Bardzo szybko wskoczył w FM GROUP na pozycję 21% w pierwszym planie marketingowym. Dlaczego? Z pewnością jest charyzmatyczny, prężny i energiczny. Ale z drugiej strony wielu osobom to nie pasuje. Niedawno w internecie nazwałem to zjawisko, tak po śląsku, że „zazdrość rzić ścisko”…

Maciej Maciejewski: Powiedz mi, jak sądzisz, dlaczego niektórym ludziom tak to przeszkadza, że młody chłopak szybko osiąga sukces w biznesie MLM?

Michał Alczyszyn: Czytając opinie ludzi pod artykułem opisującym chłopaka, który odniósł sukces w młodym wieku, tak jak powiedziałeś, zapewne chodzi o zazdrość. Myślę, że na dzień dzisiejszy mając 30-40 lat ludzie uświadamiają sobie, że 20 lat temu robili coś zupełnie innego, niż trzeba było robić. A może było warto już wtedy zmienić swoje postępowanie i dzisiaj żyć zupełnie inaczej? Myślę, że ci ludzie mają poczucie bezradności, nie mogą cofnąć czasu, nie mogą współpracować z taką firmą i z takimi ludźmi, z jakimi ja współpracuję i osiągać z nimi sukces biznesowy. Dzięki temu, na początku jest u nich przejaw agresji, która się bierze z zazdrości i z tego, że oni nie mogą tego mieć fizycznie.

Michał AlczyszynMichał Alczyszyn

MM: Jak jest z czasem, który poświęcasz na pracę? internauci czepiali się, kiedy powiedziałeś, że pracujesz od rana do nocy. Czy jest różnica, jak człowiek pracuje od 5:00 rano do 24:00 w piekarni pomiędzy tym, kiedy Ty sam decydujesz ile czasu pracujesz?

MA: Są dwie kolosalne różnice. Ostatnio człowiek jechał do mnie na prezentację 300 km, więc miał stosunkowo daleko. Opowiedziałem mu o biznesie, uciekł mu ostatni autobus i nie miał jak wrócić do domu. Wtedy powiedział: „Michał, ja wiem, że jesteś zmęczony” – następnego dnia rano miałem wyjazd – „ale moglibyśmy jeszcze chwilę porozmawiać?” I wtedy masz dwie opcje do wyboru: możesz powiedzieć, że jesteś zmęczony, jutro masz szkolenie i nie masz siły. Wstajesz i wychodzisz. Albo zostajesz i rozmawiasz z nim. Co zrobiłem? Nasza rozmowa przedłużyła się do 4:00 rano, kiedy przyjechał jego pierwszy autobus. On powiedział: „Michał, to jest Twoja praca, mówisz, że pracujesz cały czas”, a ja tylko siedziałem z nim i piliśmy piwo. Zapytałem go, czy chciałby pracować tak jak ja. „Zobacz, rozmawiam z Tobą, dowiadujesz się coraz więcej o firmie FM GROUP, jak robić ten biznes, a jednocześnie na luzie pijesz piwo. Czy to nie jest przyjemne?” I on tylko się uśmiechnął…

Po pierwsze różnica jest taka, że moja praca jest przyjemna. Druga, najważniejsza różnica jest taka, że ludzie mówią: „Michał Ty pracujesz od 7:00 rano do 1:00 w nocy, więc nie masz na nic czasu!” Następnie dzielą moje kilkutysięczne zarobki przez ilość przepracowanych godzin i wychodzi im niska stawka godzinowa. I o co tu chodzi?

MM: Moment. Nie można 800 osób, które wprowadziłeś do struktury, dzielić przez 50 000 obrotu całej grupy, bo 700 z nich może nic nie robić i nawet nie być klientami FM GROUP.

ReklamaReklama

MA: Jasne, ale różnica jest taka, że pieniądze, które ja mam z tych przepracowanych 16 godzin, bo dzisiaj mniej więcej tak działam, będę miał również jutro, jak coś mi się stanie i nie będę mógł pracować. Tymczasem w każdej innej „normalnej” pracy tak nie jest. Niektórzy mówią, że jeśli w „normalnej” firmie pracowałbym tyle samo czasu, to i zarobki miałbym podobne. A ja mówię, że jak nie przyjdę do „normalnej” pracy, to nie mam pieniędzy. W MLM pieniądze mam coraz większe.

MM: Można powiedzieć, że dla MLM rzuciłeś naukę. Nie masz matury. Czy dla Ciebie edukacja jest ważna?

MA: Edukacja jest ważna na tyle, na ile jest Ci potrzebna. W momencie, kiedy mając 18 lat, będąc w klasie maturalnej wyprowadziłem się z domu, ciężko było mi znaleźć nowe lokum, zarobić pieniądze. Więc czy jeśli ten rok bym się jeszcze uczył, to dałoby mi to takie pieniądze, jakie mam teraz? Nie. Nauka da mi je w perspektywie czasu, jeżeli ją wykorzystam. Czy osoba w wieku 18 lat może śmiało powiedzieć, że będzie prawnikiem albo kasjerem? Tak szerokie ukierunkowania człowiek jest w stanie podjąć dużo wcześniej. Co mu pasuje? Co woli robić? Czy jest w stanie uczyć się tak dużo, jak prawnik, żeby nim zostać? Czy jest w stanie robić coś, co lubi? Ja stwierdziłem, że jeżeli coś lubię, nie sprawia mi to problemu. Jeśli jest przyjemne i jeszcze zarabiam pieniądze, to warto to robić!

To pytanie zadaje sobie większość młodych ludzi – uczyć się i mieć jakieś pieniądze za jakiś czas, czy działać już teraz? Co robić? I kiedy przychodzi zderzenie z rodzicami, którzy mówią albo szkoła, albo radź sobie sam, to zazwyczaj pada odpowiedź: „ok, zostaję, uczę się dalej”. Ja stwierdziłem, że mogę nie mieć pieniędzy, nie mieć super telefonu, ale posiadam kartkę i długopis potrzebny do tego, żeby zrobić biznes. I tak w 3 miesiące można osiągnąć najwyższy poziom w planie marketingowym, powtarzać działania i zarabiać coraz więcej.

MM: Michał czy nie masz takiego wrażenia, że szkoły w Polsce uczą nas jak zostać wielbłądem na etacie? Czy nie do tego nas przygotowują?

MA: Zgadzam się. O to chodzi, żeby jak najwięcej ludzi zarabiało jak najmniej pieniędzy. Nikt nas nie uczy, jak zarządzać sobą w czasie, jak planować swój dzień, jak spełniać marzenia i jak osiągnąć sukces. O ludziach sukcesu nauczyciele często mówią w cudzysłowie, czyli podważają ich autorytet. A ja uważam, że najlepiej uczyć się od ludzi sukcesu. Jednak ktoś musi się nauczyć upiec bułkę, ktoś musi mi tę bułkę podać w sklepie. Najważniejsze jest to, że każdy ma wybór. Możesz być mięsem armatnim albo wziąć los we własne ręce.

MM: To co poradzisz tym ludziom, którzy teraz albo idą na studia, albo już studiują i marzy im się dyplom inżyniera, magistra?

MA: I tu trafiamy w sedno sprawy. Często słyszę, że MLM to piramida finansowa, sekta – to są opinie ludzi, którzy nie mają o tym pojęcia. A ja się pytam, czy studia, po których chcesz mieć ten dyplom, nie są piramidą? Najlepsze jest to, że nie chodzi o samo posiadanie dyplomu, ludzie na studiach mają wyprane mózgi, bo myślą, że mając dyplom będą zarabiać wielkie pieniądze. Oni myślą, że dzięki wykształceniu dostaną pracę i od razu będą zarabiać 5-10 tysięcy złotych miesięcznie. Ja się pytam, po co Ci te studia? Budownictwo. Czy Ty wiesz, że ta branża jest przesycona? A psychologia… Co roku ileś tysięcy ludzi kończy ten kierunek! Najgorsze jest to, że taki człowiek nie ma już marzeń, nie realizuje już siebie. On tłucze przez 20 lat w kółko to samo. Kiedyś były szkoły zawodowe, technikum elektryczne, ludzie tam szli uczyć się naprawiać telewizory kineskopowe. Skończyli studia i na rynku ukazały się telewizory plazmowe. I już nie mają pracy! To jest paradoks. Ludzie nie wierzą w to, co daje im największe pieniądze.

Można iść przez życie inaczej. Jestem w internecie dość popularną osobą, która jest wyśmiewana przez część społeczeństwa a de facto odnoszę sukcesy. Młody chłopak, któremu ludzie nie wierzą, zazdroszczą. Doszedłem do takiego momentu, że pokazałem ludziom, iż faktycznie to zrobiłem, a oni dalej mi nie wierzą. Znalazłem się na stronie, gdzie był pokazany najmłodszy menedżer MLM na świecie – Michał Alczyszyn. Ludzie się z tego śmieją, nie wierzą w to! Mnie to nie boli, bo mnie to nie hamuje, to daje mi motywację. Ktoś na tej stronie napisał myśląc, że ja pracuję 18 godzin dziennie non stop: „Za 10 lat czeka Cię albo rozrusznik serca, albo kaftan bezpieczeństwa”.

Ja mu odpowiedziałem, że wybieram kaftanik. Kaftanik na nowego Mercedesa CLA, żeby mi się nie kurzył!

Pamiętajcie kochani – nie znawcy biznesu MLM – jeżeli ktoś mówi, iż wpisał do swojego biznesu 800 osób i jego struktura robi obrót rzędu 50 000 zł miesięcznie, to nie dzieli się 800 przez 50 000, żeby wyszło 60 zł na osobę. Bo 750 z tych 800 osób może być tylko klientami firmy, albo nawet i nie!

Maciej Maciejewski: Ciebie Olu poznałem również tak, jak poprzedniego rozmówcę, na pierwszej gali grupy Jarka Łuczaka w Dębicy. Poznałem Cię jako tancerkę. A przed chwilą widziałem Twoją prelekcję. Pokazywałaś filmy, jak zmienił się Twój styl tańca w ciągu 5 ostatnich lat. Przyznam Ci się, że jestem zszokowany. Tylko masz mały problem – w Tobie nie ma tańca, to Ty jesteś tańcem! Skąd to zamiłowanie?

Aleksandra GasińskaAleksandra Gasińska

Aleksandra Gasińska: Zaczęło się bardzo niewinnie. Wszystkie dziewczyny z mojej klasy poszły na kurs tańca i ja na początku dla nich byłam partnerką. Za jakiś czas kolega zabrał nas do klubu i tam dostrzegła mnie moja trenerka. Powiedziała, że coś ze mnie będzie, ale musze dużo pracować. Dostałam partnera, który był lepszy ode mnie o dwie klasy taneczne, co wymagało ode mnie wiele poświęcenia. Najgorsza dla mnie była duża presja. Wiele dziewczyn się śmiało, że to wstyd tańczyć z dziewczyną, która nic nie umie, ale najważniejsze było to, że chciałam tańczyć! Po 2 latach trener zrobił nam przez wakacje mikro-cykl: kazał nam biegać i codziennie wykonywać dany trening. Po wakacjach spotkaliśmy się i zapytał, kto ile wykonał. Ja zrobiłam najwięcej, nawet żaden chłopak nie był w stanie mi dorównać. Trener stwierdził, że coś we mnie jest, że osiągnę sukces i sam kazał mi iść trenować do innego klubu, bo tam był partner w najwyższej klasie tanecznej. To znowu był dla mnie ciężki etap, ale trzeba było pokonać to wyzwanie.

Moja mama stwierdziła, że jestem jak przedszkole, a partner jak studia. A gdzie podstawówka, gimnazjum, liceum? Ja powiedziałam, że nie wiem, ale wiedziałam, że chcę!

Wtedy podjęłam tę decyzję. Chciałam tańczyć tak, jak te dziewczyny, które zobaczyłam, kiedy pierwszy raz przyszłam do klubu i nie potrafiłam tańczyć – one mnie inspirowały. To było moje marzenie. Dostałam szansę i wiedziałam, że muszę ją wykorzystać tu i teraz. Wiedziałam, że jak jestem w klasie maturalnej, to nie mogę czekać, bo za rok będę już za stara, dlatego musiałam to wszystko pogodzić. Stąd zawsze miałam przy sobie dwie torby: do szkoły i na trening. Do tego latarka, żebym mogła się uczyć w autobusach i oczywiście kanapki. Teraz uważam, że wszystko można zrobić, jeśli tylko chcemy. Wtedy znajdziemy czas na wszystko!

Grupa Aleksandry GasińskiejGrupa Aleksandry Gasińskiej

MM: Podczas prelekcji porównałaś MLM do sportu. Czy mogłabyś to rozwinąć? Czy to samo twórcze ADHD przerzucasz teraz na marketing sieciowy?

AG: Zdecydowanie tak! Uważam, że sport jest idealnym odzwierciedleniem network marketingu. Moja trenerka, jak trochę gorzej nam poszło na zawodach, mówiła – „Ola, tak naprawdę zostają tylko najwytrwalsi. Ci, którzy się nie poddadzą, będą trenować dalej”. W MLM różnego rodzaju zmagania towarzyszą nam codziennie. Spotykamy się z ludźmi, rozmawiamy z nimi, jedni powiedzą tak, drudzy nie – to są tylko ludzie. Tak samo jest w sporcie. Trenujemy i zawsze jest tak, że raz nam wychodzi, a drugi raz już nie. Ja uważam, że w obu przypadkach trzeba mieć dużą wytrwałość i ogromną cierpliwość. Mój kolega zawsze mi powtarzał – „Ola nie denerwuj się tak, od razu Rzymu nie zbudowano”. Oprócz tego, bardzo ważna jest chęć i wiara w to, co robimy. Uważam, że MLM nie jest biznesem na 2-3 miesiące. Na samym początku, kiedy zaczynałam, dużo osób myślało, że osiągną sukces w miesiąc, dwa – one po prostu miały słomiany zapał.

Większość ludzi zapytanych o to, czy każdy nadaje się do MLM odpowiada, że tak. Każdy się nadaje – nie potrzebna jest edukacja, dyplomy, ale kiedy porównamy MLM do sportu, to sytuacja trochę się komplikuje. W sporcie nie każdy osiąga sukces, tylko ci najwytrwalsi. Ci, którzy mają w sobie najwięcej uporu. To przekłada się na pracę. Pamiętam, jak kiedyś jeszcze pływałam, a strasznie tego nie lubiłam, stresowałam się. Moja mama zawsze mówiła: „Ola pływaj. Jak się poprawisz o setne sekundy, to już jest dobrze!” Za to mój tata mówił: „Nie, to trzeba mieć talent”. I to są właśnie dwie różne postawy. Jedna mówi trenuj, druga mówi, że do tego trzeba mieć talent. Jak poszłam na pierwszy trening tańca towarzyskiego, mój pierwszy i tak naprawdę jedyny trener powiedział, że wszystko można osiągnąć, tylko potrzebna jest ciężka praca. Oczywiście trzeba mieć jakieś predyspozycje, ale te predyspozycje, to jest bardzo mało w porównaniu do tego, jaką pracę musimy włożyć. To jest poświecenie i rezygnacja z wielu rzeczy. Dlatego wszystko przekładam na sport.

ReklamaReklama

MM: Które z atrybutów marketingu sieciowego najbardziej Ci się podobają? Co najbardziej cenisz w tym systemie? A może coś Cię denerwuje?

AG: Przede wszystkim to, że współpracuje z ludźmi, z którymi praca jest dla mnie przyjemnością. Im osoba jest bardziej konkretna, tym bardziej trzyma to wszystko w „kupie”. Zawsze porównuję bycie liderem do bycia trenerem. Jeśli mój trener przychodzi na salę i mówi do mnie, że coś robię źle, to nie robi tego, żeby mnie zdemotywować a po to, żebym się poprawiła. Oczywiście, jak trzeba, to zawsze chwali. Ostatnio dostałam ostrą reprymendę po treningu, ale po zawodach powiedział, że wyszło super. Dlatego uważam, że ja powinnam być takim liderem – kiedy trzeba „krzyknąć” to krzyczę, a kiedy trzeba pochwalić, to chwalę.

Co mnie denerwuje? Kreują się konkurencje, których nie lubię. Czasami zdarza się, że Ty jesteś tutaj, a ja jestem tutaj i walczymy między sobą. Ja nie patrzę na to w ten sposób, żeby walczyć z drugim liderem, żeby być lepszym od niego. Ja koncentruję się na moim zespole, chcę być dla niego najlepszym liderem i doprowadzić te osoby do najwyższych poziomów. Cel 21% jest pierwszym etapem. Teraz nie jestem usatysfakcjonowana, bo prawdziwą satysfakcję da mi to, jak wszystkie moje osoby osiągną ten cel. Zawsze chciałam robić coś, w czym będę mogła pomagać innym. To bardzo dobrze się przekłada na marketing sieciowy. Na taki zespół trzeba było czekać i już wiem, że nie odpuszczę. Dla mnie MLM stał się ważniejszy od tańca, a priorytetem jest FM GROUP. Taniec obecnie znajduje się na drugim miejscu. Tutaj, będąc liderem, czuję się odpowiedzialna za moje osoby, za to, żeby je doprowadzić do jakiegoś poziomu.

MM: Wspomniałaś, że już nie pomagasz mamie. Proszę o wyjaśnienie.

AG: Moja mama działa w biznesie tradycyjnym, prowadzi swój sklep, w którym ja pomagałam jej, jako sprzedawca. Nie jest to zły zarobek, bo dzięki temu mogłam tańczyć, ale to jest nudne. Dzień w dzień robisz to samo, musisz być uwarunkowany od samopoczucia klientów, dlatego nie chciałam tego robić, bo nie sprawiało mi to frajdy. Najgorsze były wakacje, kiedy chciałam rozwijać MLM, to musiałam być w tej pracy, w sklepie. Do tego dochodziły treningi, a MLM mogłam robić tylko w wolnych chwilach, czyli bardzo rzadko. Jak policzyłam, w sierpniu 2012 roku, jak wpadłam do poziomu 9%, to robiłam 10 prezentacji w ciągu miesiąca. Teraz potrafię zrobić więcej w ciągu tygodnia. Dlatego czekałam na studia, co automatycznie dało mi więcej czasu. Studiuję wychowanie fizyczne na AWF-ie.

MM: Czy tak pięknej kobiecie łatwiej jest znaleźć mężczyzn, których zaprosisz do współpracy, do biznesu?

AG: Kiedy zaczynałam współpracę z FM GROUP myślałam, że AWF będzie idealny, ponieważ tam wszyscy trenują. Będą potrafili przełożyć sport na biznes i to, że wynik nie jest od razu, tylko trzeba czasu. Niestety był to trochę spalony rynek, nikt w to nie wierzył. Na tańcach próbował jeden chłopak, ale nie wyszło mu, skończył na 6-9%. Pamiętam szkolenie z Natalią Ryńską, kiedy powiedziała, że jeśli nie możesz znaleźć liderów, to musisz zmienić otoczenie. Ja na tym szkoleniu zrobiłam listę 10 osób. Pomyślałam, że u mojej mamy w pracy są dla mnie potencjonalni współpracownicy. Nie znałam ich, ale byli starsi i może podejdą do tego odpowiednio. Uderzyłam do tych osób, zapytałam, czy chcieliby się spotkać, bo mam fajny biznes do zaproponowania. Mogę powiedzieć, że wytrwałość popłaca, bo widzę, że część osób, które wcześniej mnie wyśmiewały na uczelni teraz wracają i się zapisują. Kiedyś krążyły nawet plotki, że robię ciemne interesy, ale później mnie za to przeproszono. Dlatego nie uważam, ze miałam łatwiej. Jeżeli mężczyzna proponuje mężczyźnie to ma łatwiej, bo jest inny odbiór, nawet jak mężczyzna proponuje biznes kobiecie, to ona też go traktuje bardziej poważnie. Więc kobieta, jako lider, musi mieć odpowiednie umiejętności. Musi być stanowcza, konkretna i świadoma tego, co mówi. Jeśli ja np. teraz prowadzę szkolenia dla moich ludzi, a głównie są to młodzi mężczyźni, to muszę być jeszcze twardsza. Nie mogę pokazać, że jestem słaba, muszę być jak mój trener.

MM: Co byś powiedziała tym młodym osobom, które wczoraj się dowiedziały, że jest coś takiego jak MLM i się zastanawiają? Z jednej strony mają znajomego, który im mówi, że to jest piękne, będą dużo zarabiać a z drugiej strony siedzi rodzic, współmałżonek i mówi, że to ściema, że nikt tam nie zarabia. Co im możesz powiedzieć? Doradzić?

AG: Po pierwsze zapytałabym, co chcą od życia. Czy chcą zarabiać, realizować kolejne cele, wytrzymać presję? Dużo osób zapisuje się i za chwile mówią, że to nie działa. Wtedy odpowiadam, że tu wszystko działa, tylko musi być praca. Jak jest praca, jest wynik. Najważniejsze jest to, żeby każdy wypracował sobie swoje cele, to jest wewnętrzna motywacja. Dzisiaj się tutaj spotykamy, jest fajna gala, duża dawka emocji i energii – to się utrzyma przez jakiś czas, ale potem adrenalina może spaść. Uważam, że jeżeli osoba wypracuje sobie cele, wierzy w nie i będzie je realizowała, to opinia rodziny nie wpłynie na jej pracę w network marketingu. Jeżeli chodzi o rady to proponuję, żeby brać przykład od osoby, która ma wysoki poziom, ma jakieś doświadczenie. Trzeba szukać lidera, który poświęci nam czas, będzie wspierał, przekaże odpowiednią naukę. Nam bardzo pomaga Jarek Łuczak i tych poziomów nie byłoby bez niego. Wspiera nas, daje programy motywacyjne, przyjeżdża do nas uczyć, szkolić… To jest bardzo dużo. Mi pomógł również Wojciech Tokarz i Marcin Matusik, mój lider z Krakowa. Więc to nie jest sukces jednej osoby. Wojciech Tokarz to jest człowiek, który zmienił mój tok myślenia. Uświadomił mi, że ja dam radę, że podołam jako kobieta. Potrafił mnie tak zmotywować, żebym osiągnęła sukces.

Maciej Maciejewski: Twoja historia jest niesamowicie interesująca. Zafrapowała mnie już rok temu, jak usłyszałem Twój mini wykład w Dębicy. Był krótki, ale jednocześnie miał bardzo mocne uderzenie. Zainteresowało mnie zwłaszcza Twoje zdjęcie mówiące o tym, czym zajmowałeś się przed marketingiem sieciowym. Stałeś obok śmieciarki?

Radosław CieślaRadosław Cieśla

Radosław Cieśla: Tak, jeżeli chodzi o pracę na śmieciarce, to miałem być kierowcą, a cały czas przesuwali mnie na tył, żebym wrzucał śmieci do sortowania w śmieciarkę. A ja zawsze chciałem jeździć! Po to zrobiłem prawo jazdy kategorii C. To była pierwsza praca, którą mogłem dostać, żeby nabrać doświadczenia, bo później chciałem jeździć tirem, mieć ogromną firmę transportową. Niestety nie poszło tak, jak zaplanowałem, cały czas kazali mi zajmować się śmieciami. Nie podobało mi się to i pewnego dnia się zwolniłem. Nie chciałem być wykorzystywany. Tak się złożyło, że tego samego dnia wieczorem zadzwonił do mnie brat. Zaczął mówić do mnie o jakichś „dziwnych” rzeczach, o perfumach. Nie chciałem mu od razu powiedzieć, że ja nie będę sprzedawał perfum, bo to dla mnie niegodne. Po czym, kiedy przeszedł do planu marketingowego, to bardzo mi się spodobało. Jestem takim człowiekiem, że jak coś sobie ustalę, to staram się to wykonać.

Marketing sieciowy bardzo mi się spodobał. Idea zarabiania pieniędzy, budowania grupy, pracowania z ludźmi… To, że nie ma górnej granicy zarobków. I po prostu zacząłem to robić.

MM: Co osiągnąłeś w MLM przez 2 lata pracy?

RC: Największym sukcesem jest to, że zbudowałem silną grupę. Osiągnąłem poziom 21% w pierwszym planie marketingowym, ale nie jest to dużo. Niektórzy ludzie osiągają takie poziomy już po 3-4 miesiącach. Jedni potrzebują więcej czasu, drudzy mniej – nie ma reguły. Dlaczego? Musiałem się czegoś nauczyć. Zbyt dużo rzeczy chciałem robić po swojemu, nie słuchałem swoich liderów, co jest dużym nieporozumieniem. A mogłem ominąć te błędy, gdybym od razu posłuchał. Musiało minąć trochę czasu, musiałem doświadczyć tego na własnej skórze i musiałem nauczyć się pewnych rzeczy.

Grupa Radosława CieśliGrupa Radosława Cieśli

W MLM najbardziej cenię dochód pasywny. Mam dobry przykład – rok temu złamałem rękę i miesiąc czasu spędziłem w szpitalu, ale w trakcie pobytu wykonywałem telefony do swojej grupy i stała się rzecz bardzo fajna – zarobiłem więcej niż w miesiącu poprzednim, kiedy byłem zdrowy. To doceniam najbardziej w systemie MLM. Zaczęliśmy współpracować z takimi ludźmi, którzy pomimo tego, że ja leżałem w szpitalu, pracowali na swój sukces i tym samym ja zarabiałem pieniądze.

MM: Zadam Ci teraz pytanie, które pojawia się u większości młodych ludzi zaczynających MLM. Skąd bierzesz nowych ludzi? To chyba najtrudniejsza rzecz?

RC: To czego się nauczyłem przez ten okres to fakt, że największym kapitałem w MLM jest kapitał ludzki. Im każdy mój znajomy stworzy obszerniejszą listę kontaktów, tym większy kapitał w systemie MLM. Ja na swoja pierwszą listę wpisałem 25 osób, z nich udało mi się wyłowić 3, które chciały współpracować i zacząłem im pokazywać, w jaki sposób ja zapraszam nowe osoby i oni zaczęli robić to samo. Przecież każdy ma swoich znajomych, do których ja nie mogę dotrzeć. Np. są bezrobotni, którym nie chce się nic robić, żeby zarabiać więcej, ale jeżeli ja mam kontakt z takimi ludźmi, to oni mogą mnie powiązać z kimś kreatywnym z jego otoczenia. Osoby, które na pierwszy rzut oka nie będą dla nas dobrzy w tym biznesie, mogą nas doprowadzić do ludzi, z którymi będziemy owocnie współpracować.

MM: Skorzystam z okazji, że nie ma go teraz z nami… Powiedz mi, jakim facetem jest Jarosław Łuczak?

RC: To jest człowiek, który mnie zainspirował. Chociaż pierwszą osobą, która mnie zmotywowała był Damian Kośla. Pierwszy raz pojechałem do Biłgoraju, tydzień po tym jak się zapisałem do firmy. Zobaczyłem młodego chłopaka w moim wieku podjeżdżającego nowym Mercedesem klasy C i stwierdziłem, że ten biznes jest dla mnie. Pomyślałem, że skoro tak młody chłopak może osiągnąć sukces to ja też mogę to zrobić. Później pojechałem na większą konferencję Jarka Łuczaka. Posłuchałem go, naładował mnie pozytywną energią, a jeżeli mi się to udziela, to udziela się również mojej grupie. On jest niezniszczalny.

MM: A jak jest z podróżami? Dużo podróżujecie w marketingu sieciowym?

RC: Tak, dostałem od firmy wycieczkę za ciężką pracę. Po pierwszym pół roku współpracy z FM GROUP firma zasponsorowała mi wycieczkę o wartości 14 000 zł wraz z osobą towarzyszącą. Byłem w najlepszym hotelu w Kenii, w Mombasie. To była moja wycieczka życia. Wcześniej nawet nie marzyłem o czymś takim. Nie śniło mi się nawet, żeby pojechać za granicę, a co dopiero na obcy kontynent.

MM: Pracując na śmieciarce nie mieliście takich wycieczek?

RC: Wyobraź sobie, że nie było.

MM: Czy teraz, po 2 latach pracy w MLM jak się kładziesz spać, to marzy Ci się, żeby być jeszcze kierowcą ciężarówki?

RC: Powiem Ci, że marzenia trochę mi się zmieniły. Z tego względu, że wiem, jak ciężko ma mój brat, który przeprowadził się do Anglii i tam otworzył swoją firmę logistyczną. Ma kilka tirów, zarabia dobre pieniądze, ale ciągle pracuje, żyje tylko pracą. Wiem, że ma ciężko, bo dosyć często się z nim kontaktuję. Są pieniądze, ale nie jest lekko. Jest zaharowany.

MM: Jakie książki czytasz? Interesuje mnie, jakie książki czytają teraz młodzi ludzie…

RC: Ja w szkole i w ogóle przez całe swoje życie przeczytałem bardzo mało książek. Ostatnia, którą pamiętam, to „O psie, który jeździł koleją”. Natomiast zacząłem czytać książki, kiedy zacząłem pracę z FM GROUP, kiedy zacząłem się interesować biznesem – potrzebowałem rzetelnych informacji. Ktoś mi kiedyś powiedział, żebym czytał o polskim MLM i wtedy przeczytałem książkę Piotra Zarzyckiego „W szkole nie nauczono mnie biznesu”. To jego pierwsza książka. Musze powiedzieć, że ta pozycja wiele mnie nauczyła. Dużo rzeczy wprowadziłem do swojej pracy z moją grupą. Jeżeli chodzi o MLM to czytam sporo prasy, ponieważ trzeba wiedzieć. Trzeba mieć informacje. Żeby ktoś nam zaufał, to my musimy mieć wiedzę.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Materiał pochodzi z najnowszego, specjalnego wydania „Network Magazynu” nr 33, który można nabyć tutaj: www.leadershop.pl