źródło: www.flickr.com źródło: www.flickr.com

Na sprzedawcach samochodów w tym roku wisi jakieś fatum. Najpierw kataklizm w Japonii zakłócił dostawy do europejskich fabryk i wydłużył terminy oczekiwania na nowe samochody w salonach. Obecnie zaś w importerów bije sytuacja na rynku walutowym. Importerzy zgodnie twierdzą, że jeżeli kurs złotego wobec euro utrzyma się na poziomie powyżej 4,1 zł zostaną oni zmuszeni do podwyżek cen samochodów. Większość tegorocznych budżetów zakładała bowiem kurs złotego wobec euro na maksymalnym poziomie 3,9 zł. Jednak zdarzały się też projekcje na poziomie 3,6 zł za euro. I przy takich założeniach wyliczane były ceny aut. Tymczasem kurs euro przekracza 4 zł.

To, jak duże będą to podwyżki, zależy od kraju pochodzenia pojazdu. W przypadku importerów aut z europejskim rodowodem ceny nowych samochodów mogą wzrosnąć od 7 do 14%. Są jednak firmy, które na kursach walutowych cierpią podwójnie. Chodzi o japońskie marki działające w naszym kraju. Honda, Mazda czy Toyota cierpią nie tylko przez osłabienie złotego do euro, ale też przez umocnienie jena do euro. Importerzy zdają sobie sprawę, że podwyżki, choć poprawią rentowność działalności to automatycznie negatywnie wpłyną na i tak już wątły popyt. Rynek samochodowy jest od początku roku słabszy niż przed rokiem. W lipcu 2011 r. zarejestrowano w naszym kraju 23,1 tys. nowych samochodów osobowych. To jest o 5,6% mniej niż rok temu.