źródło: www.flickr.com źródło: www.flickr.com

I to właśnie na samochodach najlepiej widać, że mężczyźni jednak nie dorastają. Każdy, kto chciałby polemizować z tym stwierdzeniem, będzie musiał znaleźć naprawdę solidne argumenty. Tych potwierdzających temat artykułu nie brakuje. Wyścigi po ulicach między kierowcami i rywalizacja o to kto pierwszy dojedzie do następnych świateł to chleb powszedni. Tak samo widok mężczyzny namiętnie pucującego i woskującego swojego starego Forda z 20-letnim stażem, którego miejsce jest raczej na złomowisku niż w garażu. To, co jednak może już przerazić, to niewybaczalne trzaśnięcie drzwiami, palenie w środku czy zarysowanie go. O ile trzaśnięcie drzwiami kierowca może jeszcze przeboleć (oczywiście po wypowiedzeniu nieśmiertelnego „głośniej się nie dało?”), to nic tak nie wkurza jak palenie czy ta jedna, maleńka ryska, która szpeci cały design. Nasz pojazd od razu traci walor estetyczny – możesz jechać najlepszym Porsche, a i tak będziesz czuć się jakbyś prowadził traktor.

Samochodzik „dla dziecka” jest równie święty

Do słynnego cytatu Marka Twaina („Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki”) należałoby dodać czwarty rodzaj – „to prezent dla dziecka”. Od kiedy pojawiła się moda na modele RC, sklepy i centra handlowe są oblegane przez mężczyzn w średnim wieku. Kuba z salonu RC w warszawskim Centrum Handlowym Wola Park:

– Scenariusz jest zawsze ten sam – najpierw taki pan ogląda przez pół godziny zdalnie sterowane samochodziki, helikoptery czy łodzie podwodne. Potem nieśmiało pyta o detale i jakby od niechcenia wspomina: bo wie pan, to prezent dla syna, chcę żeby był dobry . Taki pan potem pojawia się jeszcze wielokrotnie w ciągu kolejnych tygodni, a wraz z zaprzyjaźnianiem się ze sprzedawcą, powoli wychodzi na jaw, że klient rozgląda się za prezentem dla samego siebie.

Kuba szczególnie dobrze zapamiętał jednego sympatyka RC: – Przyszedł z małym dzieckiem i zapytał go, który model chciałby dostać. Synek pokazał mu jeden z mniejszych. Tatuś od razu wypalił: No tak, niezły… S może ten tutaj, co? Podoba Ci się? –i pokazuje mu model jeepa. Dziecku się nie spodobał, więc pokazał motorówkę, którą mieliśmy na wystawie. Ojciec ciągle tłumaczył dlaczego jeep jest lepszy, a syn pokazywał mu ciągle to inne modele. W końcu, po kilkunastu minutach, tata i syn wyszli – z jeepem w dłoni.

Michael Schumacher na torze kartingowym

Podobno każdy mężczyzna jest ekspertem i specjalistą we wszystkich sportach narodowych, które cieszą się uznaniem. Piłka nożna (bo to podstawa podstaw), skoki narciarskie (bo Adam Małysz, choć odkąd Adam zakończył karierę, już nie trzeba być specjalistą i można nawet nieśmiało powiedzieć „Tak naprawdę to nudzą mnie te skoki”) i Formuła 1 (bo Robert Kubica). Bycie ekspertem obejmuje naturalnie nie tylko teorię, ale i praktykę, co widać zwłaszcza na rozmaitych torach gokartowych. To tam każdy mężczyzna odczuwa nieodpartą radość z prowadzenia bolidu i możliwości wykazania się na zakrętach. Można czasem odnieść wrażenie, że na torach kartingowych są najżywsi i mający najwięcej wigoru mężczyźni świata. Poważni menadżerowie, dyrektorzy firm, kierownicy każdego szczebla nagle stają się rozemocjonowanymi nastolatkami, którzy tłumaczą sobie każdą setną sekundę straty do lidera. Sam lider, oczywiście, nagle staje się królem życia i obiektem zazdrości oraz szacunku kolegów – zupełnie jak w szkole, gdy ktoś strzelił najwięcej bramek.

Małgorzata Hrycyszyn z warszawskiego Centrum Kartingowo-Biznesowego Grand Prix: –Czasami ciężko powiedzieć, czy to rzeczywiście tata przyszedł z dzieckiem, czy może raczej przyszło dziecko z nieco większym dzieckiem. Czy do gokarta wsiada 10-letni chłopczyk czy 40-letni „mężczyzna”, zachowanie jest podobne – znużenie podczas szkolenia teoretycznego, euforia i totalny brak zahamowań podczas jazdy na torze, a potem długie przeżywanie – bądź skakanie z radości – swojego wyniku.