Mateusz GrzesiakMateusz Grzesiak

Mateusz Grzesiak to niezwykle skuteczny coach i charyzmatyczny mówca motywacyjny, który na co dzień doradza znanym osobom ze świata biznesu, polityki i mediów. Na swoim koncie ma 6 książek z zakresu psychologii sukcesu, zmiany, relacji i inteligencji emocjonalnej. Zna 7 języków obcych i pracuje na całym świecie, ucząc ludzi, jak odnaleźć swoją drogę do sukcesu i dokonać zmiany w życiu. Jego motto życiowe brzmi: „Stwórz życie, w jakim jesteś, najlepszą wersją siebie, masz czego pragniesz, pomagasz innym i zmieniasz świat.” Po jego półtoragodzinnym wystąpieniu na „National Achievers Congress 2013”, które miało miejsce tuż po występie Lesa Browna i tuż przed samym Robertem Kiyosakim, ponad cztery tysiące uczestników spotkania zgotowało mu kilkuminutową owację na stojąco. Mateusz tego dnia wprowadził nową jakość do szkoleń z zakresu rozwoju osobistego.

Maciej Maciejewski: Misja, wizja i poświęcenie… Jak ważne w pracy sprzedawcy są te trzy czynniki? Jaka jest ich rola?

Mateusz Grzesiak: Jeżeli sprzedawca nie będzie miał wizji to nie będzie w stanie urosnąć bo nie zobaczy tego, że jego działalność jeszcze funkcjonuje również po tym, jak jego już nie ma. Innymi słowy w momencie, kiedy robię biznes i zajmuję się wpływaniem na klienta, to wpływam na jego życie nawet w momencie, kiedy mój biznes się zakończy. Dlatego ciągle muszę myśleć o tym co wydarzy się później przez co moje standardy przypominają bardziej funkcjonowanie firm szwajcarskich, które mają datę 1887 w momencie, gdy zaczynają działać. Żaden menedżer takiej firmy nie skupia się na tym co będzie za jego życia, tylko na tym co będzie później.

ReklamaReklama

Misja jest istotna z puntu widzenia tego, że mamy 20 000 profesji na świecie i wśród nich nie może być magistra ze sprzedaży, a można mieć magistra z pszczelarstwa. Najważniejsza rzecz to fakt, że każdy z nas coś sprzedaje – pośrednio lub bezpośrednio, a ludzie ciągle się tego nie uczą.

Każdy powinien zdać sobie sprawę z tego, że jest sprzedawcą i powinien to robić jak najlepiej, bo przy tak wzrastającej konkurencji na rynku trzeba być profesjonalistą.

W Warszawie mamy 27 000 lekarzy i lepiej sprzedadzą się Ci, którzy mają lepiej zrobioną stronę internetową. Więc dzisiaj sprzedaż nie jest propozycją czy dodatkiem – dziś sprzedaż jest koniecznością aby móc funkcjonować i konkurować na bardzo konkurencyjnym rynku. Natomiast poświęcenie pochodzi od słowa święcić, uczynić coś świętym, uczynić jakiś moment ważnym i istotnym. To jest relacja z klientem, że dzięki swojemu produktowi czy usłudze zmieniam jego życie na lepsze – to jest niezwykle święty moment.

MM: Podczas szkolenia dla EFG mówił pan dużo o cierpieniu i ciągłym zmaganiu się z rzeczywistością, ale przecież ludzie nie rozpoczęli współpracy z tą firmą po to, żeby cierpieć, tylko po to, aby żyć dostatniej i móc realizować swoje marzenia, cele. Jak w takim razie zrozumieć pana przesłanie?

MG: Mówię o tym, że problemy nie są problematyczne. Nie należy się bać lęku. Z problemów trzeba się cieszyć i je rozwiązywać. Należy do nich podchodzić na luzaka. Każdy z nas ma jakiś problem, ale ja zamiast się go bać mogę się nim fascynować. Innymi słowy wcześniej czy później, gdy mamy do czynienia ze sztangą, która jest cięższa od nas, a musimy takie podnosić aby rosnąć, wcześniej czy później będzie mnie bolał mięsień. I co z tego? Zaciskam zęby i idę dalej aby się przyzwyczaić do tej sztangi.

Cierpienie jest nieodłączną częścią życia, mając na myśli tutaj problemy. Nie chce nikogo oszukiwać mówiąc, że zawsze będzie łatwo, bo nie zawsze będzie łatwo. Nie chodzi o to, żeby było łatwo, chodzi o to, żeby było prawdziwie i efektywnie.

Wiadomo, że Ci którzy pracują dużo, dają z siebie wszystko, permanentnie dużo trenują i ćwiczą samych siebie, są po prostu lepsi i osiągają największe sukcesy. Trzeba przezwyciężać swoje cierpienie. Wtedy człowiek staje się jeszcze lepszy i mądrzejszy i dlatego warto jest „cierpieć”.

MM: Wszyscy jesteśmy sprzedawcami, ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Jak człowiek, który nie wie czy może być dobrym sprzedawcą może to odkryć?

MG: W pewnym momencie życie pokaże jaka potrzeba powstaje. Każdy wcześniej czy później odbije się od tego, że nie umie sprzedawać. Będzie musiał kogoś do czegoś przekonać i wtedy będzie chciał się uczyć. W takim razie – co to jest sprzedaż? To budowanie relacji z innymi. Czy buduję relacje z innymi? Tak! Po pierwsze od kiedy się urodziłem i ssałem mleko matki już były pierwsze relacje. Więc relacje zawsze są. Dwa, przekonywanie innych: kto nie kombinował w szkole, aby nie dostać uwagi od nauczyciela? – mamy przekonywanie. Trzy, dbanie o klienta po sprzedaży. Czy nie zdażyło się, że ktoś był na randce po czym później wysyła smsa i napisał „fajnie było”? Jak ktoś zobaczy, że w życiu sprzedaje od urodzenia, to wtedy może z tego zbudować model i pomyśleć sobie, że wcale nie jestem początkujący. Powie – „ja to tak naprawdę robię od zawsze”, a wtedy zda sobie sprawę, że drzemie w nim potencjał, który nie został oficjalnie obudzony.

MM: Dlaczego w takim razie tylu ludzi, którzy w naszym przekonaniu mogą mieć cechy sprzedawcy, nie wierzy w to, że je ma?

MG: Najważniejszą rzeczą jest wierzyć jako lider w człowieka bardziej niż on sam. Tak, jak każdy sprzedawca musi wierzyć w klienta bardziej niż on sam, bo ten klient zwyczajnie w świecie nie wie, że dzięki jakiemuś produktowi on będzie mógł mieć zdecydowanie lepsze życie. Ludzie nie wierzą bo nie mają wiedzy. Idąc za tym, co powiedział kiedyś Budda –„cierpieniem człowieka jest ignorancja”, jeśli on nie wie to skąd ma wierzyć, jak nie ma o tym pojęcia? Wtedy pojawiasz się Ty po to, aby dać możliwości i pokazać. Każdy człowiek, który był dzisiaj na tym szkoleniu ma pokazać możliwość, ma dać dowód, pokazać i powiedzieć – „zobacz, Ty też taki możesz być”.

ReklamaReklama

MM: Mówi pan dużo o lęku i jego wpływie na nasze myślenie, działanie. Jak możemy zapanować nad lękiem, gdy zaczyna nas paraliżować?

MG: Po pierwsze nigdy nie można uciekać od lęku tylko powoli się do niego przyzwyczajać. Innymi słowy, jak jest np. ktoś kto powoduje u mnie powstawanie lęku to zamiast go unikać zaczynam powoli do tej osoby się przybliżać. Powiedzmy, że ta osoba jest gdzieś tam w jakimś miejscu fizycznie siedząc i ja siadam troszkę bliżej i coraz bliżej. Trzeba się przyzwyczajać i adoptować do bodźca. Druga rzecz to zdać sobie sprawę, że lęki biorą się z naszego wyobrażenia, a nie z rzeczywistości, że tak naprawdę to co się dzieje w naszej głowie jest o wiele bardziej wyolbrzymione niż to co się dzieje naprawdę. Dobrym przykładem mogą być turbulencje podczas lotu samolotem. Ludzie łapią się za krzesła wychodząc z założenia, że to zatrzyma samolot przed spadaniem. Tymczasem fakty są takie, że samoloty spadają bardzo rzadko i o wiele łatwiej jest mieć kraksę samochodową.

Skąd się bierze ich lęk? z wyobrażenia, że samolot spadnie. Ale on nie spada. Więc trzeba się zatrzymać, wziąć głęboki oddech i powiedzieć – „czy to co sobie wyobrażam jest rzeczywiste, czy to tylko mój umysł, który robi mi pułapki?”

MM: Ma pan trzy fakultety i mówi siedmioma językami. Skąd taka ciągła potrzeba samorozwoju?

MG: Wychodzę z założenia, że w chwili, gdy już coś potrafię, to musze zająć się czymś nowym i znowu podnieść poziom umiejętności, bo inaczej będę się marnował. Mam bardzo duże poczucie tego, że jestem ważny w kontekście tego, co robię. Nie ważny w kontekście mojej własnej pychy, chociaż ogromnie zjada ona każdego lidera, ale w kontekście tego, że mam konkretną wartość, dzięki której mogę zmienić świat. Przez to, gdybym się przestał rozwijać, to ludzie zaczęli by przeze mnie cierpieć i byłoby im gorzej. Więc musze się zmieniać po to, aby ludziom było lepiej.

MM: Z jakimi problemami przychodzą do pana najczęściej sprzedawcy?

MG: Nie radzą sobie z wątpliwościami klientów, nie wiedzą w jaki sposób należy ich przekonać, że są przywiązani do wyniku. To bardzo częste zjawisko, ponieważ handlowcy biorą sprzedaż osobiście – „muszę sprzedać bo to świadczy o poczuciu mojej własnej wartości” zamiast wychodzić z założenia, że aby był sukces, to trzeba przejść przez porażki… Aby poznać księcia z bajki trzeba pocałować kilka żab. Biorąc to osobiście zastanawiają się, czy porażka świadczy o tym, że oni są źli albo świadczy na ich temat. A to nie jest tak. Czasem jest się pod wozem, czasem na wozie, a ja idę dalej.

Radziłbym, aby tacy sprzedawcy zadali sobie klika pytań, które zaprezentowałem podczas szkolenia w skrypcie. Kto krytykuje? Jakie są intencje tej osoby? Czy ta osoba jest lepsza ode mnie? Czy gorsza w kontekście moich umiejętności? Czy ja ją prosiłem o ten feadback? A może ma rację?

MM: Jest pan jednym z nielicznych szkoleniowców, którzy przeklinają podczas warsztatów. Do czego służą takie zabiegi?

MG: Jeżeli przeklinanie jest używane w sposób świadomy, to ma szczególną energię. Nie wyrazisz silnej emocji za pomocą sloganu „kurka blada” w porównaniu do k…. mać. Przecież każdy z nas przeklina – czasem w swojej głowie, a ja staram się mówić głośno o tym, co siedzi ludziom w głowach po to, żeby zobaczyli, że nie taki diabeł straszny i można z nim sobie radzić.

MM: Na co dzień, jako trener, ma pan do czynienia z wieloma podmiotami gospodarczymi. Co pan sądzi o firmie EFG? Co ją wyróżnia?

MG: EFG wyróżnia przede wszystkim osoba jej lidera – Marcina Kuźniara, który jest otwarty, prawdziwy, uczciwy i szczery. On ma taki specyficzny leadership – chce, żeby ludziom było lepiej. To człowiek, który sam przeszedł w życiu przez różnie wzloty i upadki, ale potrafił z nich powstać i teraz daje doświadczenie innym i tym ich buduje. Tutaj jest świetny klimat, tutaj są otwarci ludzie. Ci ludzie zaczynają tworzyć atmosferę, w której wierzą w siebie. Dlatego uważam, że coś takiego, czym wy się zajmujecie, ma zdecydowanie świetlaną przyszłość, szczególnie biorąc pod uwagę trudna sytuację rynkową.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Artykuł pochodzi z 3 numeru pisma „myEFG”. Więcej tutaj: http://www.networkmagazyn.pl/akademia_mlm_dla_efg_2