źródło: www.sxc.hu źródło: www.sxc.hu

Dotychczas serwisy internetowe najczęściej usuwały wpisy, które mogły naruszać czyjeś dobra osobiste, niezwłocznie po uzyskaniu informacji przesyłanych przez internautów. Również i same portale, prewencyjnie oraz czyniąc zadość postanowieniom swoich regulaminów, nie dopuszczały do publikacji niektórych wpisów lub usuwały już zamieszczone. W wypadku usuwania treści, które potencjalnie mogły naruszać prawa osób trzecich, istniało jednak i nadal istnieje sporo wątpliwości. Dotyczą one w znacznej mierze zasadności i dopuszczalności, a przede wszystkim – zakresu tzw. moderacji.

Wolność wypowiedzi w sieci

Konstytucyjne prawo wolności wypowiedzi i związane z nim gwarancje przyznają wolność posiadania poglądów, ich wyrażania, jak też przekazywania wszelkiego rodzaju informacji oraz idei, oczywiście z poszanowaniem obowiązujących norm prawnych. Uwzględniając zmienność zakresu wolności wypowiedzi, uzależnionej od wielu czynników, trudno często oczekiwać od zarządzających serwisem internetowym, by każdorazowo i przesądzająco oceniali, co i w jakim wypadku naruszy jej granice, a co za tym idzie – co naruszy ewentualne dobra osobiste potencjalnych osób mających dostęp do treści zamieszczonych w serwisie.

Właściwą wykładnię odpowiednich regulacji utrudnia również niewielka liczba tego typu orzeczeń w Polsce. Także i ostatnie orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Lublinie z 18 stycznia 2011 r. (sygn. I ACa 544/10) nie usunie całkowicie dotychczasowych niejasności interpretacyjnych w kontekście odpowiedzialności serwisu internetowego za umieszczane w nim treści, choć niewątpliwie stanowić będzie ważny element w toczącej się dyskusji.

Odpowiedzialność serwisu

Powodem w przywołanej sprawie był naukowiec, który uznał, że redakcja jednego z czasopism, dopuszczając do umieszczenia na stronie www wpisów na forum, zarzucających mu m.in. korupcję i oszustwa, dopuściła się opublikowania nierzetelnych i zniesławiających go komentarzy, co naruszyło jego dobra osobiste.

Pomijając samą zasadność pozwu, gdzie podstawą była wypowiedź wykraczająca poza obowiązujące standardy społeczne – sprawa ta jest o tyle ciekawa, że sąd pośrednio wypowiedział się również w kwestii odpowiedzialności serwisu. Z tego też względu ze szczególną uwagą należy przyjrzeć się problematyce odpowiedzialności portalu, który ma moderatora odpowiadającego za treści umieszczane w nim w postaci komentarzy, np. pod publikacjami.

Uzasadniając swoje stanowisko, sąd założył, że skoro serwis internetowy zatrudniał moderatora i informował o tym na swoich łamach, to musiał wiedzieć o umieszczonych obraźliwych wpisach, tym bardziej, że jeden z nich sam wcześniej usunął. Oznacza to, że wpisy o podobnej treści sam serwis internetowy powinien zablokować, nie czekając na czyjąś kolejną interwencję.

Zaznaczyć jednak trzeba, że do przypisania odpowiedzialności konieczne jest wykazanie, że usługodawca taką wiedzą rzeczywiście dysponował, a moderator wcześniej zapoznał się z treścią kwestionowanego wpisu. Zgodnie bowiem z treścią art. 14 Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną z 18 lipca 2002 r. (DzU nr 144, poz. 1204 wraz z późn. zm.) nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę, nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.

W kontekście przywołanej regulacji ustalenie odpowiedzialności usługodawcy jest relatywnie trudne, ponieważ nie ma on obowiązku monitorowania internetu, co więcej – nie ma obowiązku podejmowania kroków w celu np. filtrowania treści czy wdrożenia oprogramowania monitorującego, które mogłoby wyeliminować lub znacznie ograniczyć potencjalne naruszenia.

Przepis ten dość jasno wskazuje, że o odpowiedzialności administratora serwisu można mówić tylko wtedy, kiedy wykazane zostanie, iż wiedział on o bezprawnym charakterze wpisów, a mimo to nie podjął działań, których celem byłoby zablokowanie dostępu do treści. Wiedza ta ma fundamentalne znaczenie w kontekście możliwości przypisania odpowiedzialności usługodawcy za powstałe naruszenie.

Samo zatrudnianie moderatora, który ze względu na profesjonalny charakter swojej działalności zajmuje się odszukiwaniem i usuwaniem treści rozpowszechnianych bezprawnie, nie może więc oznaczać każdorazowo możliwości przypisania serwisowi odpowiedzialności za umieszczane w nim treści. Dlatego wydaje się, że nie można w pełni zaaprobować prezentowanego przez sąd poglądu.

Prewencyjne moderowanie treści to za mało

Wnioskować zatem należy, że procesy prewencyjnej moderacji treści w żaden sposób nie zabezpieczają administratora serwisu przed zarzutami naruszenia praw osób trzecich, ale mogą stanowić podstawę kwestionowania wyłączeń odpowiedzialności ustawowych, co miało miejsce po części w tym wypadku.

Z drugiej strony nie można przyjąć, że powierzenie przez redakcję moderacji treści serwisu, w celu podnoszenia standardów i prewencyjnej ochrony, będzie działać na jej niekorzyść. Wątpliwości interpretacyjne w tym zakresie często także utrudniają dochodzenie praw pokrzywdzonych na tym tle, dlatego z uwagą warto czekać na rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego, który będzie zajmował się powyższym zagadnieniem w najbliższej przyszłości.

Autor tekstu jest prawnikiem w Chałas i Wspólnicy Kancelaria Prawna, Oddział w Toruniu.