źródło: flickr.comźródło: flickr.com

O co chodzi?

MLM to biznes, w którym mamy do czynienia z różnymi ludźmi. Musimy z nimi rozmawiać, współpracować, motywować do działania oraz NIE DEMOTYWOWAĆ. Inaczej mówiąc, NIE ZRAŻAĆ DO SIEBIE.

Nie krytykuj!

Większość przestępców nie czuje się winna za swoje zbrodnie. Często mają wymówki typu „złe dzieciństwo”, „ja się tylko broniłem”, „on mnie sprowokował” itd. Jeżeli przestępcy nie widzą swojej winy, to tym bardziej zwykli ludzie. Podobno aż 90% ludzi nie widzi swojej winy. To „ktoś inny” jest winny niepowodzeń, zdarzeń. A jeden z moich ulubionych sprawców to siłą wyższa. „Nie udało się, stało się, nie wyszło” – skąd my to znamy? Jeżeli ludzie nie widzą swojej winy, to po co ich krytykować?

Krytykowanie jest bez sensu, ponieważ zmusza do obrony i zwykle powoduje, że zaczynamy się usprawiedliwiać. Jest niebezpieczne, gdyż rani naszą dumę, poczucie wartości i budzi niechęć. Pomyśl, co Ty czułeś/czułaś, gdy ktoś Cię skrytykował? A gdy zrobił to publicznie? To już w ogóle duży kaliber. Pewien psycholog udowodnił eksperymentalnie, że zwierzę nagradzane za dobre zachowanie nauczy się o wiele więcej i szybciej oraz zachowa wyuczoną wiedzę na dłużej, niż zwierzę karane. Dalsze badania wykazały, że ludzi też to dotyczy. Krytykując innych nie zmieniamy ich, natomiast często powodujemy trwałą urazę.

Nie potępiaj i nie pouczaj!

Pewna trenerka NLP powiedziała mi kiedyś podczas szkolenia, że jeżeli mówimy, iż jakieś zachowanie jest głupie to znaczy, że po prostu tego nie rozumiemy. Ma to sens? Zamiast potępiać ludzi, zastanówmy się, dlaczego robią to, co robią. Najważniejsze jest zrozumienie czym się kierują. Akceptacji pragniemy tak bardzo, jak nienawidzimy potępienia.

Mam jeszcze dla Ciebie Czytelniku świetny tekst – przypowieść autorstwa W. Livingston Larned. Jeśli go przeczytasz, to bardziej dobitnie zrozumiesz to, co mam na myśli:

OJCIEC ZAPOMINA

Posłuchaj, synu! Mówię do ciebie, kiedy śpisz, z małą łapką skurczoną pod policzkiem i jasnymi lokami przyklejonymi do wilgotnego czoła. Przyszedłem do twojego pokoju z własnej woli. Kilka minut temu, kiedy czytałem w bibliotece gazetę, przetoczyła się przeze mnie dusząca fala wyrzutów sumienia. W poczuciu winy stoję przy twym łóżku.

Oto, co myślałem, synku. Byłem dla Ciebie ciężarem. Zrugałem cię, kiedy szykowałeś się do szkoły, ponieważ ledwie przetarłeś twarz ręcznikiem. Kazałem ci prosić o pozwolenie, byś nie musiał czyścić butów. Krzyknąłem ze złością, gdy upuściłeś coś na podłogę. Przy śniadaniu też wytknąłem ci błąd. Rozlałeś coś. Pośpiesznie przełykałeś jedzenie. Zbyt grubo posmarowałeś chleb masłem. A potem, kiedy zacząłeś się bawić, a ja szykowałem się do wyjścia, odwróciłeś się i krzyknąłeś: „Do widzenia, tato!” Spojrzałem na ciebie spod oka i w odpowiedzi powiedziałem jedynie: „Nie garb się!” Wszystko zaczęło się od nowa późnym popołudniem. Zobaczyłem cię już na drodze. Na klęczkach grałeś w kulki. Miałeś dziurawe skarpety. Upokorzyłem cię przy twoich kolegach, każąc ci maszerować przed sobą do domu. Skarpetki były drogie – gdybyś sam musiał je kupić, bardziej byś o nie dbał! Wyobraź sobie, synu, tak pomyślałem.

reklamareklama

Czy pamiętasz, jak później, kiedy czytałem w bibliotece, wszedłeś nieśmiało, z wyrazem bólu w oczach? Kiedy spojrzałem znad gazety, stałeś w drzwiach, wahając się, czy wejść. „Czego znów chcesz!” – warknąłem. Nie odpowiedziałeś, tylko przebiegłeś przez pokój jak burza i zarzuciłeś mi ręce na szyję, i pocałowałeś mnie, i twoje małe rączki zacisnęły się z uczuciem, które Bóg zaszczepił w twoim sercu i którego nie zabije nawet moje zaniedbanie. A potem już cię nie było – twoje nóżki tupały na schodach. Tak synu, wkrótce potem gazeta wysunęła mi się z rąk i chwycił mnie okropny, chorobliwy strach. Cóż za nałóg mnie owładnął? Nałóg wynajdywania błędów i dawania reprymend – tak jakbym zapomniał, że jesteś tylko chłopcem. Ale nie dlatego, że cię nie kocham. To dlatego, że zbyt wiele od ciebie wymagam. Oceniałem cię na miarę moich własnych lat. A tyle było w twoim zachowaniu prawdy, dobra i delikatności. Twoje serce jest tak wielkie jak brzask nad wzgórzami. Było to widać, kiedy wbiegłeś, by spontanicznie pocałować mnie na dobranoc. Nic więcej nie liczy się tej nocy, synu.

Przyszedłem pod osłoną ciemności do twojej sypialni i klęczę tu zawstydzony. To kiepska pokuta. Wiem, że nie zrozumiałbyś tego wszystkiego, gdybym mówił do ciebie za dnia, kiedy nie śpisz. Ale jutro będę prawdziwym tatą. Będę twoim kumplem i będę płakać, gdy ty płaczesz i śmiać się, gdy ty się śmiejesz. Ugryzę się w język, kiedy przyjdą słowa zniecierpliwienia. Będę wciąż sobie powtarzał jak zaklęcie: „On jest tylko chłopcem, małym chłopcem!”

Chciałem w tobie widzieć mężczyznę. A jednak teraz, kiedy skulony spisz na swym posłaniu, widzę synku, że jesteś wciąż tylko dzieckiem. Jeszcze wczoraj tuliła cię matka, trzymałeś głowę na jej ramieniu. Żądałem zbyt wiele, zbyt wiele.

Nie powiem źle o nikim, a będę mówił wszystko dobre, co wiem o każdym!

Poproszę Ciebie o szczerą ocenę tego artykułu. Jeżeli nie wiesz co napisać, daj jedynie ocenę i wstaw kropkę – każdy głos się liczy. Życzę Tobie jak najlepszych relacji ze wspaniałymi ludźmi. Pozdrawiam!

Autor artykułu buduje swój biznes MLM w grupie Sukces Marketing (www.sukcesmarketing.pl).