Irena Thomann z zawodu jest kosmetyczką i już od ponad 30 lat prowadzi własny zakład kosmetyczny w Niemczech. „Moja historia – zawodowa, ale i całego życia – jest po prostu wielką przygodą. A wszystko zaczęło się od wyjazdu do Niemiec w latach 80-tych poprzedniego stulecia” – opowiada mi podczas degustacji pysznie pachnącej kawy, na którą umówiliśmy się w restauracji Hotelu Gołębiewski (Wisła), podczas bankietu na wiosennej edycji Your Akuna Day 2012. Kawa bardzo dobra, okoliczności przyrody równie piękne, a że przypomniały mi się czasy mojego dzieciństwa i masowych emigracji… słucham z zaciekawieniem dalej: „Jadąc pociągiem do Berlina wiedziałam już, że tam zostanę na stałe, więc od pierwszej sekundy po przekroczeniu granicy, zaczęłam uczyć się ich toku myślenia, przyjmować ich życiowe zasady. Nie na odwrót – to pomaga mi do dziś. Początki były trudne, ale biorąc swój los we własne ręce, po prostu nie miałam czasu na narzekanie. Teraz wiem, że każdy z nas ma zawsze jakieś wyjście. Ja też je miałam. Mogłam przecież wrócić z powrotem do kraju, bo stan wojenny już się skończył. Co zrobiłam? Nie poddałam się! Aby zdobyć porządne informacje w obcym kraju zaczęłam od nauki języka. Do tego byłam matką samotnie wychowującą dziecko, więc ogólnie sytuacja nie była dla mnie łatwa.

Mimo to nie poddawałam się! Nigdy nie wolno się poddawać! Trzeba pokazać wszystkim, że dam sobie radę!

Oczywiście sama wszystkiego bym nie przezwyciężyła, dlatego poprosiłam moją mamę, aby zamieszkała ze mną i była zawsze w domku, kiedy wracał ze szkoły mój syn. Chciałam, by nigdy nie czuł się samotny. No i w takich warunkach mogłam spokojnie korzystać ze wszystkich szkoleń w zakresie kosmetyki, zdrowia i wellness. Cały czas intensywnie się kształciłam, dużo pracowałam pokazując wszystkim moim klientkom, że jestem osobą kompetentną w tym temacie. Podziękowaniem jest dla mnie fakt, że dziś do mojego gabinetu przychodzą klientki w czterech pokoleniach: babcia, mama i córka z wnuczką.

W roku 1993 poznałam mego męża, za co jestem bardzo wdzięczna losowi. Przy nim moje serce w końcu odczuło spokój. To właśnie on był pierwszym człowiekiem, który pokazał mi, jak działa system zdobycia i przekazania prawdziwej, rzetelnej informacji, jeśli chce się cokolwiek konkretnego w życiu osiągnąć. Za moją wytrwałość i dobrą pracę w zawodzie zostałam wybrana w 1996 roku najlepszą stylistką od zdobienia paznokci i jako pierwsza Europejka poleciałam na profesjonalne szkolenia do Chin. W Pekinie sama wyszkoliłam ogromną ilość osób. Czasami skromnie, z uśmiechem na twarzy wspominam, że to właśnie ja byłam tą pierwszą osobą, która nauczyła ich podstaw zawodu – przekazując wiele dokładnych informacji. Kto wie, być może dlatego dzisiaj na świecie jest tak dużo Azjatów specjalizujących się w tej właśnie profesji?”

Maciej Maciejewski: A w jakich okolicznościach dowiedziała się pani o systemie marketingu sieciowego?

Irena Thomann: To był całkowicie nowy rozdział na mojej drodze życia. Tutaj właśnie bardzo ważną rolę odegrał mój mąż! Kiedy się poznaliśmy, on był już na wysokim stanowisku w firmie ubezpieczeniowej, a mi to nie odpowiadało. Dla mnie to nie była pewna i stała praca, ciągle go stresowałam, chciałam, aby jak najszybciej zmienił pracę na taką, gdzie na stałym etacie pieniądze wpływają regularnie na nasze konto. Wtedy nie myślałam o tym, że nawet stabilną firmę, w której pracujemy już nawet dziesięć czy więcej lat, nagle może dotknąć kryzys i trzeba będzie ją zamknąć. Co wtedy? Wielkie znaki zapytania. Zauważamy to zazwyczaj dopiero wtedy, kiedy do takiej sytuacji dochodzi. Dziś wiem, że to moje myślenie było błędne. Krótkowzroczne. Niestety takim właśnie postępowaniem wymusiłam u mego męża to, że z tego zawodu zrezygnował. Dziś wiem, że to był mój błąd i wiem, że ten sam błąd czasami popełniają moi klienci, gdzie jeden z małżonków próbuje zgasić zapał i zablokować rozwój swojego partnera. Jak to się zazwyczaj mówi?

Poczuj to na własnej skórze i wyciągnij wnioski na dalsze życie.

Dlatego dzisiaj w rozmowach z klientami wiem, jak mam reagować i doradzać. Mój mąż też mi tego na pewno nigdy nie zapomni, chociaż z czasem sam uwierzył, że ten krok wskazał mu właściwy kierunek na naszą wspólną drogę. Czasami wraca do tego w trakcie jakiejś rozmowy i śmieje się, że jest facetem „niebieskiego koloru” czyli pasuje do wszystkiego, a ja za to go bardzo szanuję i podziwiam.

Dzisiaj patrzę na to wszystko inaczej. Myślę, że nie powinniśmy w naszym życiu wdrażać żadnych zmian w sposób drastyczny. Nie powinniśmy próbować zmieniać na siłę. Wszystko powinniśmy dokładnie przemyśleć – ile jest plusów a ile minusów? Analizujmy wszystko, co spotykamy na naszej drodze, bo w pierwszej chwili wydaje nam się, że na przykład to nie jest dla nas, a potem się okazuje, że było najlepszym krokiem, jaki zrobiliśmy w życiu. Czasem zbyt szybko z czegoś zrezygnujemy i dużo stracimy. Innym razem coś za szybko zrobimy i podobnie… Klapa. Ale dogłębna analiza każdego zagadnienia, kiedy weźmiemy pod uwagę wszystkie za i przeciw… To pozwoli nam na OSTATECZNĄ DECYZJĘ ENERGICZNĄ.

Po prostu – do odważnych świat należy! I tym odważnym krokiem w naszym przypadku był krok w stronę network marketingu!

Teraz spokojnie mogę stwierdzić, że bez Akuny byłoby nam bardzo nudno i nieciekawie. A byłoby tak… Ja na pewno powiększałabym gabinet kosmetyczny, a mój mąż szkoliłby już swoje struktury w tej nudnej firmie ubezpieczeniowej i każde z nas miałoby inne zainteresowania. I żadnego wspólnego biznesu. Dziś dzięki Bogu jest inaczej i za to dziękuję. Dlaczego? Proszę się rozejrzeć.

Znów mamy weekend. Jedni ludzie muszą pracować, a inni się bawią. Ja natomiast bawię się zawsze w mojej pracy.

Maciej Maciejewski: Czy rzetelny przekaz porządnej informacji, którego wagę tak pani podkreśla, miał u państwa wpływ na początki budowania biznesu MLM?

Irena Thomann: Początki budowy tego biznesu były fatalne!!! Ja po prostu nie chciałam się tym zajmować, a mój mąż otrzymał inną wiedzę na temat marketingu sieciowego od tej rzeczywistej i to troszeczkę nam przeszkadzało. Okazało się, że niewiedza w tym temacie jest wielkim problemem, bo nie wiedzieliśmy, że istnieje coś łatwiejszego. Nikt nam nie powiedział, że nie trzeba nic do tego dodawać i ulepszać! Ten biznes jest dla osób, które czują się mocne, stabilne, potrafią spokojnie i odważnie dążyć do celu. Ja taka jestem, więc wyłącznie potrzebowałam rzetelnych wskazówek. Kiedy je otrzymałam, tylko doszedł czas i doświadczenie, które jest niezbędne, aby wszystko poznać i zrozumieć. Teraz idę odważnie do przodu i nie zostaję w tyle, pomimo, że nasz rynek włosko-niemiecko-austriacki jest bardzo wymagający. Na tym terenie pozostało po niektórych firmach sporo niemiłych wrażeń na temat MLM. Ale to mnie w ogóle nie zniechęca, a wręcz przeciwnie – bardziej motywuje i daje ogromną satysfakcję, kiedy pokazuję wszystkim, że idąc drogą MLM można odnieść sukces. Najważniejsze jest to, że jeśli przystopuję, to konsekwencje mojej nieproduktywności będę ponosić sama. Nikt inny za mnie tego nie zrobi.

Tu występuje ten niespotykany typ swobody, że za to co człowiek wypracuje, otrzyma wynagrodzenie. A jak wysokie? To zależy tylko od nas samych...

Maciej Maciejewski: Jak znajomi i rodzina zareagowali na informację, że działa pani w network marketingu?

Irena Thomann: Muszę powiedzieć, że pod tym względem początki były trudne i skomplikowane. Starałam się każdemu pokazać, wytłumaczyć, że to, co robimy, jest bardzo dobre. Myślę, że czasami robiłam to zbyt, hmm… intensywnie, a jeśli mnie nie słuchali byłam oburzona. Mój syn wielokrotnie powtarzał, że staję się już jakimś guru, bo w naszych rozmowach najczęstszym słowem, jakiego używałam, było Akuna i Alveo. Dzisiaj też używam tych słów, ale nauczyłam się robić to w odpowiednich momentach. Wykorzystuję te chwile, gdy ktoś mówi mi na przykład o słabych zarobkach. Wtrącam wtedy spokojnie w naszą rozmowę wiadomości o firmie i jej możliwościach; lub gdy znajomi opowiadają mi o swoich problemach zdrowotnych, wchodzę wtedy delikatnie z produktami wellness, jakie mam w ofercie i mówię o możliwościach poprawy ich zdrowia. Nie można być ohydnie nachalnym. Dzisiaj już to wiem, bo teraz często słyszę słowa podziękowania i dużego podziwu, uznania, że przekazałam rozmówcą tę rzetelną wiedzę po to, aby było im lżej w codziennym życiu i myślę, że nie byłoby nikomu z moich klientów na rękę, gdybym to zmieniła.

Moimi najlepszymi przyjaciółmi i rodziną byli i są Ci, którzy przychodzili do mojego salonu. Dzisiaj są konsumentami produktów Akuny i z tego się bardzo cieszę. Oni również.

Te właśnie słowa staram się przekazać wszystkim osobom w naszej strukturze. Piękno możemy znaleźć wszędzie, tylko należy otwierać szeroko oczy. Nie tylko na spacerach. A o zdrowie musimy zadbać sami i to zawsze niezależnie od etapu życia, w jakim się znajdujemy. Inne reakcje są nieważne.

Maciej Maciejewski: W MLM działa wiele dobrych firm. Dlaczego akurat Akuna? Co ją wyróżnia od innych?

Irena Thomann: Wiem, że mamy dużo firm oferujących dobre produkty, dlatego właśnie pracując w branży kosmetycznej każdego dnia otrzymuję co najmniej kilka telefonów na temat, jakie to wspaniałe nowości weszły na rynek i co jest teraz najlepszego na świecie. Aby się obronić przed tymi „reklamami” wymyśliłam sobie kiedyś na nie odpowiedź: „mojej szefowej nie ma w zakładzie, a ja nie jestem upoważniona do podejmowania decyzji”. Uważam, że ogromnym błędem jest takie zapoznawanie ludzi z produktami i poważnym biznesem. Nigdy bym na to nie pozwoliła, żeby w naszych strukturach ktoś w taki właśnie sposób informował o tym, co można uzyskać w marketingu sieciowym. Powtarzam. Niewiedza w przekazywaniu informacji jest tu wielkim problemem. Dlatego my tę wiedzę przekazujemy prawdziwie i rzetelnie!

A dlaczego akurat Akuna? Bo już na samym początku poznałam w niej osobiście trzy bardzo ważne dla mnie osoby, którymi są: Jaromir Bertlik, Sohrab Khoshbin i Zdenka Forst. Wtedy poczułam siłę tego przedsięwzięcia i wiedziałam, że dla mnie Akuna to jak pełnia księżyca, a Alveo i reszta produktów to ta czystość, ta jasność. Wiem, że ktoś może powiedzieć: „ale kiedyś może przyjść wielka, czarna chmura i zasłoni to wszystko!” Nie! – odpowiem. To nie jest problem. Zawsze możemy połączyć naszą pracę z odpoczynkiem i wzlecieć samolotem ponad chmury, gdzie znowu zobaczymy jasność! A kiedy mamy problemy i stawiamy pytania, to zawsze otrzymamy dobrą poradę i to od nas zależy, czy będzie krótka czy długa. Ważne, że zawsze będzie dobra.

Co wyróżnia Akunę? Moim zdaniem właśnie fakt, że można tu otrzymać wielką dawkę porządnej informacji. Szkolenia organizowane są na wysokim poziomie, poznajemy mnóstwo nowych i ciekawych ludzi. Nasi prezesi są totalnie zaangażowani w działalność firmy. Nie tak jak w niektórych, gdzie dają tylko nazwisko! W Akunie widzisz ich wszędzie. Cała firma i świat jest jednością. Wielką, ogólnoświatową rodziną! Widzę to również w internecie, na przykład na Facebooku. Nie znam nikogo osobiście z Akuna Filipiny, a koresponduję ze wspaniałymi ludźmi. Mogę dyskutować z Akunowiczami z Węgier, z całego świata i to jest piękne. No i bardzo ważne jest to:

A – Aktualność

K – Konsekwencja

U – Uzupełnienie

N – Nauka

A – Autorytet

Firma stawia bardzo dużo na rozwój, stąd spotkania firmowe Akuna Active Life, gdzie prezes spotyka się z menedżerami w ich miastach, żeby omawiać najważniejsze kwestie związane z rozwojem. Wspaniałe spotkania Your Akuna Day w Wiśle, piękne wsparcie dla ludzi potrzebujących pomocy w postaci projektu Akuna Pomaga. Wycieczki, benefity, nagrody… Ale co jest teraz dla mnie najważniejsze? Nasze telekonferencje, w których zawsze biorę udział. Bez względu na to, gdzie jestem – w Niemczech czy w Polsce. Tam otrzymujemy wiele rzetelnych informacji.

Maciej Maciejewski: Co pani osiągnęła w Akunie?

Irena Thomann: Przede wszystkim stabilność. Stabilną pozycję, której tak bardzo brakowało na rynku niemieckim. Jestem na pozycji RND. W 2008 roku razem z mężem wypracowaliśmy sobie wyjazd do Brazylii, a w zeszłym roku wypracowałam sobie tyle kuponów w Programie Benifit, że wygrałam samochód! W roku 2009 uzyskałam tytuł „Gwiazdy Roku Akuna Niemcy”. Jednak na naszym rynku najważniejsza jest stabilność, zaufanie ludzi i to, aby nigdy nie pozostawać w tyle. Dlatego nigdy się nie cofam, co miesiąc staram się dawać z siebie jeszcze więcej i wspinać się jeszcze wyżej! Nagrody nie są tu najważniejsze.

Maciej Maciejewski: Jak to? Dlaczego?

Irena Thomann: Trzeba zaznaczyć, że na rynku, gdzie ja działam (Włochy, Austria, Niemcy) sytuację MLM można porównać do budynku, w którym w ostatniej sekundzie ugaszono pożar. Jego część jest spalona, a odór i wygląd katastrofalny. Co więc należy zrobić, aby przywrócić z powrotem ten sam obraz lub dać mu wymiar jeszcze lepszy? Musimy się zjednoczyć i rzetelną, regularną pracą zdobyć zaufanie klientów. Mamy przecież wspaniałe produkty i możliwości dla każdego! Dzisiaj moim największym osiągnięciem jest fakt, że moi ludzie mnie słyszą i wiedzą, że to co im przekazuję jest czystą prawdą. Prawdą godną zaufania, które mamy wobec siebie.

Maciej Maciejewski: Wspaniałe możliwości dla każdego… A które z nich w network marketingu najbardziej podobają się pani?

Irena Thomann: Dzięki MLM jestem wolna. Wolna od myśli, które mnie męczyły w przeszłości. Czy zapłacę czynsz? Czy dam radę zapłacić pracownikom? A co będzie, jak wystąpi jakaś epidemia? Co zrobię, gdy coś się stanie w moim gabinecie? Na to wszystko znalazłam odpowiedź w częstych rozmowach z moją przyjaciółką Dorotą Stalińską, kiedy byłyśmy w Brazylii. Dorota zapytała mnie: „Co zrobisz, jak złamiesz tylko jeden paluszek? Zamkniesz zakład i wszystko się zawali?" I wtedy właśnie zobaczyłam, jakie wartości daje nam na tacy MLM. To właśnie wtedy zauważyłam, że tu korzystać mogę ze wszystkich przywilejów. Nie muszę płacić czynszu za biuro, nie mam żadnych dużych kosztów, spotkania ustawiam tak, aby wszystkie były „po drodze” i tutaj mam profity z mojej pracy, bo działam tylko na terminach i wiem, jak je układać. Żadna nauka nigdy nie idzie w las.

Maciej Maciejewski: Czy każdy nadaje się do marketingu sieciowego?

Irena Thomann: Odpowiadam bez namysłu. Według mnie NIE! Nie wszyscy nadają się do tego biznesu. Wiem, że są osoby, które muszą pracować ciężko fizycznie i tylko od nich zależy czy chcą to zmienić. Ale one nie chcą! Są osoby, które wymyślają choroby, bo chcą iść do lekarza i egzystować na zwolnieniu. Proszę im zaproponować dobry produkt, który im pomoże – wtedy jest katastrofa. Bo one nie chcą, żeby im cokolwiek pomogło!

Są osoby, które zawsze mają sposób na to, aby im było źle i nie ma różnicy czy słoneczko świeci dla nich – wtedy jest im za ciepło, czy nie świeci dla nich – bo wtedy jest im pochmurno i zimno.

Według mnie to biznes tylko dla osób pozytywnie nastawionych do życia. Dla „działaczy”, którzy wierzą w to, że regularna i solidna praca przynosi plony, na które trzeba poczekać. Ten biznes jest dla osób ciepłych i miłych, pełnych wizji, które potrafią taką postawą zarazić innych.

Maciej Maciejewski: Skąd brać nowych ludzi do swojej struktury? Jakie metody pani stosuje, aby pozyskiwać nowe osoby do biznesu?

Irena Thomann: Ja szukam moich partnerów wszędzie tam, gdzie jestem, bo osoba, która może się okazać diamentem, może być teraz w piekarni, na stacji benzynowej lub w kinie sprzedając mi bilet na film. Dobrych sytuacji na poznanie kogoś odpowiedniego jest mnóstwo, a jeśli my sami jesteśmy pewni tego co robimy, to wszystko może się zdarzyć! Ja jestem tego pewna! Moim planem jest zbudowanie najsilniejszej międzynarodowej struktury w Akunie, która na zawsze pozostanie jedną wielką rodziną. Chcę, aby wszyscy, którzy razem z nami budują ten biznes, byli dumni z tego, co robią. Pragnę, by wszyscy odczuli prawdziwy raj, jaki ma w sobie MLM. Bo nigdzie indziej, tylko w marketingu sieciowym jest ta swoboda w układaniu wszystkiego tak, jak człowiek zechce. I cieszę się, że właśnie mi przydarzyła się ta przygoda. Niech trwa ciągle!

Maciej Maciejewski: Tego pani życzę. Dziękuję za rozmowę.