Rolf Kipp Rolf Kipp

Ten, jak sam siebie określa, perfekcjonista, ma alergię tylko na dwie rzeczy: ludzi, którzy marnują jego czas i ludzi, którzy nie wykorzystują w pełni swojego osobistego potencjału. Czasem Rolf Kipp jest sarkastycznie komplementowany jako fenomen sukcesu. „Tak, pan z pana umiejętnościami”, słyszy, „to, jak pan mówi, wszystkie podstawowe umiejętności jakie pan ze sobą wniósł... ja zaczynałem/am w o wiele gorszych warunkach.” 37-letni obecnie Kipp nie jest typem nagle rozbłysłej gwiazdy; wręcz przeciwnie, na początku był raczej „zwlekaczem” o nastawieniu powolnych kroków. W każdym razie, jego drodze do sukcesu, nie towarzyszyło finansowe wsparcie rodziców, ale samodzielność i idea szeroko pojętej nauki poprzez zdobywanie doświadczeń. Droga ta pełna była odkryć, zdobywania świadomości, a także ślepych uliczek.

Już jako dziecko, młody Rolf Kipp nie dostawał niczego za darmo, choćby ze względów wychowawczych ojciec dbał, by od najmłodszych lat jego syn miał bliski kontakt z rzeczywistością. „Stawiaj dziecku wyzwania, a nie rozpieszczaj go” – tak brzmiała rodzicielska dewiza, którą obecna gwiazda networku nadal stosuje i uważa – w dorosłej wersji – za jedną z podstawowych zasad obowiązujących w jego zespole.

„Jeżeli chcesz usłyszeć muzykę, musisz zapłacić grajkom.” To ojcowskie spostrzeżenie stało się zalążkiem własnej filozofii Kippa: – osiągniesz wszystko, czego pragniesz. Musisz tylko wymyślić jak. Dlatego młody Rolf czujnie poszukiwał okazji zarobku, by spełniać swoje mniejsze i większe pragnienia – zawsze w najbardziej efektywny sposób.

Rolf odbiera czek. Niezła sumka Rolf odbiera czek. Niezła sumka

Jego pragnienie zdobywania różnych doświadczeń było cały czas niezachwiane, dlatego Rolf Kipp wolał zawsze spędzać czas tam, gdzie mógł je zdobyć – z dorosłymi.

– To, co bez wątpienia miało na mnie największy wpływ to fakt, że mnóstwo czasu spędzałem z dorosłymi, ludźmi ode mnie starszymi – tłumaczy. – Nawet, gdy już rozpocząłem karierę zawodową, zawsze pozwalałem, by prowadzili mnie ludzie bardziej doświadczeni. Od nich mogłem się nauczyć jak robić określone rzeczy lepiej lub prościej. Ta zasada dała mi tak wiele, że pozostałem jej wierny.

Do tego stopnia, że dziś Kipp z całym przekonaniem radzi swoim partnerom biznesowym: – uczcie się od ludzi sukcesu, 5% swojego dochodu inwestujcie w najwyższej jakości kursy szkoleniowe.

W roku 1991, w wieku 27 lat, Rolf Kipp związał się ze swoją pierwszą firmą marketingu sieciowego, od razu dostrzegając potencjał i możliwości idei MLM („doskonała podstawa...”) uznając ją za swoją wielką szansę. Od razu zaangażował się, całkowicie rezygnując z innych zajęć. W następnych latach uczył się biznesu, zaczynając od najniższego szczebla i przez trzy lata szybko wspinał się na szczyt. Widział jednak i ciemniejszą stronę:

– Widziałem żal wielu ludzi – żal, któremu nie zawinili. Pojawiły się pierwsze wątpliwości, moje przekonanie osłabło, a zastrzeżenia urosły do tego stopnia, że prowadziły do wyrzutów sumienia.

Zniechęcony do marketingu sieciowego („byłem w dobrej flocie, ale wciąż na niewłaściwym statku”) i doświadczając trudności finansowych w związku z inwestycjami na rynku nieruchomości, Kipp powrócił jako sprzedawca do branży sportowej. W maju 1995r. poznał Forever Living Products i przez półtora roku traktował współpracę z firmą aloesową jako zajęcie dodatkowe. Był to czas, kiedy wielki przełom jeszcze nie nadszedł; pierwsze miesiące upłynęły na „pracowitych małych krokach” z wypłatami premii na poziomie 300-400 marek miesięcznie. Ale biznes ciągle stabilnie rósł. Po roku Rolf Kipp zarabiał już 20 000 marek, a po kolejnych sześciu miesiącach dwa razy tyle co niegdyś, jako menedżer ds. sprzedaży.

W ciągu kolejnych 6 lat otworzyły się kanały sprzedaży w ponad 40 krajach, a zespół Kippa każdego roku podwajał swoje obroty. W lutym 2002r. „gwiazda FLP” otrzymała czek opiewający na 439 189 euro – jako dodatek do comiesięcznych dochodów – „po prostu” w ramach rocznej premii. Był to największy w historii firmy czek kiedykolwiek, gdziekolwiek wypłacony indywidualnemu dystrybutorowi.

Rolf podczas wykładu Rolf podczas wykładu

Maciej Maciejewski: Każdemu, kto poznał pana jako uosobienie ambicji, trudno będzie uwierzyć w pana poprzednie eksperymenty biznesowe...

Rolf Kipp: To prawda, choć na początku trudno było mnie określić mianem ambitnego w tym znaczeniu. Ale przynajmniej wiedziałem w jakim kierunku chcę podążać i to był plus. Nic, co zrobiłem w tym zakresie nie było na próżno i nie żałuję żadnego z moich doświadczeń. Jednak dzisiaj widzę wyraźny sens tej biznesowej odysei, wcześniej było to zaledwie nieuchwytne wrażenie. Był to stały proces dalszego rozwoju: od dziecka kolekcjonującego doświadczenia, poprzez nastolatka goniącego za pracą do dorosłego człowieka, tworzącego prawidłowe warunki życia.

MM: Czy osoba o pańskiej pozycji ma na swój temat wyższe mniemanie, lub inaczej, czemu przypisałby pan opinię, że jest pan człowiekiem zachowującym się z rezerwą?

RK: Być może wielu osobom niełatwo mnie zrozumieć, ponieważ nie przestaję stosować w praktyce zasad marketingu sieciowego. Wielu menedżerów ma problem z liderstwem rozumianym jako dawanie przykładu, dzień po dniu, rok po roku. Dla innych moje tempo może być zbyt szybkie. Są też osoby, które w pewnym momencie czują się usatysfakcjonowane i przestają się rozwijać. A stanie w miejscu demotywuje. Jeszcze inni nie biorą na serio odpowiedzialności jaką jest dalsze kształcenie i szkolenie, a potem, gdy ich struktura się rozrasta nie są w stanie temu sprostać. I tak szeregi kluczowych osób coraz bardziej się kurczyły. Ta k jakby lokomotywa wraz z pierwszymi wagonami oderwała się od reszty. Byłoby jednak nie fair zatrzymywać z tego powodu cały pociąg. Zresztą, niektóre pozostawione wagony same stają się lokomotywami, które „ciągną” innych ku lepszemu życiu. A gdyby takie pytanie zadano im, ocena mojej osobowości byłaby zupełnie inna.

MM: Co pan postrzega jako przyczyny porażki menedżerów marketingu sieciowego?

RK: Wielu po prostu za wcześnie zdejmuje nogę z gazu. Wybierają wygodne życie jak tylko wydaje im się, że utrzymają głowę nad powierzchnią wody. Taki rodzaj „lenistwa” automatycznie przekreśla ich rolę jako wzoru dla ich zespołu i prowadzi do tego, że toną. Każdy, kto zapomina o podstawach biznesu, przestaje dzień po dniu sprzedawać i sponsorować i tylko zajmuje się „byciem menedżerem”, nie ma przyszłości. Nikt, kto na spotkania nie przyprowadza własnych gości nie stanowi właściwego przykładu i nie powinien dziwić się pierwszym oznakom stagnacji i rozpadu.

MM: Jak w trzech zdaniach określiłby pan kluczowe elementy swojego sukcesu?

RK: Postaram się zmieścić w trzech określeniach: dyscyplina, zaangażowanie w osiągnięcie celu oraz poczucie odpowiedzialności. Zaczyna się od samego rana. Kiedy inni jeszcze jedzą śniadanie, ja mam za sobą kilka godzin pracy w ciszy i spokoju. I to nie tylko przez cztery dni w tygodniu, ale ciągle, rok po roku. Dzięki temu niektórzy mają wymierne korzyści i jest to coś, co wyróżnia tych, którzy chcą zarabiać więcej od „normalnych” networkowców. Aby to osiągnąć, zawsze trzeba dokładnie wiedzieć, dokąd się zmierza. Bez wizji, w której mieszczą się też bezpośrednie cele i terminy ich osiągnięcia, człowieka szybko dopada psychiczne wyczerpanie. Odnośnie odpowiedzialności: ludzie szybko dostrzegają, kto mówi jedno, a robi całkiem co innego. A naśladują tylko to, co zobaczą na przykładzie, a nie to co ktoś im powie.

Wykład w Wiedniu Wykład w Wiedniu

MM: Co pana najbardziej irytuje w tym biznesie?

RK: Oprócz powyższego, swoisty fatalizm, to nieszczęsne „pożyjemy, zobaczymy”, nastawienie typu „no to spróbujmy” zamiast powiedzenie sobie wprost „mogę tego dokonać”. Ten, kto tylko „próbuje”, tak naprawdę nie pragnie dostatecznie mocno. Są to z reguły osoby, które, mówiąc wprost, marnują czas zarówno mój, jak i moich partnerów biznesowych. Irytują mnie również ludzie, którzy wpadają w pułapkę lenistwa jak tylko ich miesięczna wypłata staje się kwotą pięciocyfrową. No i są osoby, które przychodzą na szkolenie bez listy nazwisk i celów. Na taką oznakę braku zainteresowania mogę zareagować tylko w jeden sposób. Nawet jeżeli przez to niektórzy mówią, że jestem arogancki...

MM: Tajemnicą poliszynela jest to, że pana osobisty majątek wynosi obecnie około pięciu milionów euro – czy wciąż wyczuwa pan u innych zawiść?

RK: Problem zawiści jest bardzo powszechny w Niemczech, nie tylko dlatego, że Rolf Kipp odnosi sukcesy. Ale krytycy zapominają o fakcie, że w tym biznesie możesz stać się bogatym poprzez uczciwą pracę. Nie dostrzegają również problemów jakie zawsze pojawiają się na początku, jeżeli czyimś celem jest dotarcie na szczyt – ja żyłem czasem na granicy ascezy. A w dzisiejszych czasach, gdy tak wiele rzeczy może „rozpraszać”, potrzebna jest również potężna doza wytrwałości. Dlatego wobec osób obdarzonych wytrwałością, żywię głęboki szacunek.”

MM: Co stanowi bodziec do działania dla osoby, która odniosła tak wielki sukces jak pan?

RK: Na pewno nie rzeczy materialne. Nie mam ochoty na pokonywanie kolejnych kamieni milowych w dziedzinie zarobków ani na kolejne rekordy. Jeżeli interesowałyby mnie tylko pieniądze, już dawno bym zrezygnował. To , co stanowi dla mnie motor do dalszej pracy to perspektywa współpracy z nowym pokoleniem networkowców. Chcę uciec od obrazu marketingu sieciowego jako sposobu na dorobienie i pracować z ludźmi, którzy od samego początku myślą i działają jak samodzielni przedsiębiorcy, którzy widzą i wykorzystują tę formę biznesu jako szansę. Wierzę, że obecnie MLM to coś więcej niż ciułanie dodatkowych pieniędzy.

MM: Czy w związku z tym, ma pan na myśli jakąś konkretną grupę docelową?

RK: Muszą to być ludzie, których nie odstraszy mój przykład, jeśli mogę tak to ująć. Oczywiście, wymagania musiałyby być wyższe niż dotychczas. Głównie myślę o mojej „ulubionej klienteli”, ludziach pracujących na własny rachunek, w handlu detalicznym. Często mają oni już za sobą najgorsze doświadczenia w tak zwanej tradycyjnej gospodarce i z reguły natychmiast dostrzegają różnicę – i szansę dla siebie. Są również osoby z najwyższych stanowisk w różnych branżach, które, choć mają stosunkowo wysokie zarobki, w zasadzie nie mają czasu dla siebie, na swoje życie osobiste. I w końcu, w tej grupie docelowej są również osoby starsze, które często są na emeryturze, ale wciąż jest w nich ogromny potencjał i entuzjazm. Im także chciałbym pokazać dobre perspektywy.

MM: Spójrzmy teraz w pana najbliższą przyszłość...

RK: OK. Przede wszystkim, jeszcze raz chciałbym podwoić biznes. Pierwszy krok już zrobiony, a był nim awans na Podwójnie Diamentowego Menedżera (jedna z najwyższych pozycji dystrybutorskich w FLP). Teraz moim celem jest rozbudowa struktury do jednego miliona osób i dojście do miesięcznych dochodów 500 000 euro. Powtarzam jednak, że nie chodzi tu o pieniądze. Ale jako wzór dla swoich dystrybutorów, muszę pamiętać o własnym rozwoju. A to oznacza, że moim celem musi być maksimum, aby osiągnąć określone minimum.

MM: Dziękuję za rozmowę.