Artur RdzonekArtur Rdzonek

Właśnie dowiedziałem się, że Artur Rdzonek awansował na najwyższą w Polsce pozycję w planie marketingowym firmy MonaVie. Wypracował purpurowego diamenta. Idąc po kolei, od najniższego stopnia w planie kariery, najpierw jest kierownik brązowy, potem srebrny, złoty, rubinowy, szmaragdowy, diamentowy, błękitny diament i… purpurowy diament. Aby przejść taką drogę, w tak krótkim czasie, trzeba być naprawdę dobrym networkowcem i pracowitym człowiekiem.

Zacznijmy od początku. Artur wyznał mi, że przez całe życie towarzyszył mu sport, który uprawiał wyczynowo i miał świetne osiągnięcia. Będąc zawodnikiem Hutnika Warszawa zdobył wice mistrzostwo Polski w piłce nożnej. Swego czasu w młodzikach i juniorach była to jedna z najlepszych drużyn w Polsce, bo ponoć tylko Lech Poznań był od nich lepszy. Niestety, w pewnym momencie kariery nabawił się kontuzji: – Powiem szczerze, że może to i dobrze – stwierdził. – Po pierwsze nie były to czasy dużych pieniędzy w piłce, tak jak jest to dzisiaj. My graliśmy dla pasji! A po drugie sport nauczył mnie pewnej postawy, która przydaje mi się teraz w biznesie. Mam takie wynikające z obserwacji porównanie, bo wielu moich kolegów, którzy byli wręcz wirtuozami na boisku, nie osiągnęli nic. Czegoś im brakowało. Tej wytrwałości, o której często mówimy teraz w MLM.

Wielu ludzi ma świetne predyspozycje do tego, żeby zrobić coś dużego, ale nie osiągają sukcesu, bo za wcześnie rezygnują!

Maciej Maciejewski: Ostatnio rozmawialiśmy dokładnie dwa lata temu, więc pytanie jest proste – co się dzieje w MonaVie?

Artur Rdzonek: Myślę, że w Europie firma wchodzi teraz w tą właściwą fazę. Dwa lata temu zaczęliśmy działania operacyjne, tak naprawdę uczyliśmy się dostosowywać do rynku polskiego. Każda firma amerykańska potrzebuje czasu na to, żeby udowodnić swoją wartość w Polsce. Wiadomo, że Europa, a Polska szczególnie, jest rynkiem specyficznym, do którego trzeba się dostosować i to było coś, co mnie urzekło. Wiem co mówię, bo mam wieloletnie doświadczenie w marketingu, a poza tym przez ostatnie lata pracowałem właśnie dla koncernów amerykańskich, gdzie dużo mówiło się o kulturowym dostosowaniu do danego rynku. Niestety, na gadaniu się kończyło. W MonaVie, jak coś się mówi, to tak jest – firma dotrzymuje słowa. Myślę, że dzisiaj warto to zweryfikować. Po dwóch latach, każda obietnica została dotrzymana!

MM: Muszę przyznać, że w stosunku do naszego periodyku firma dotrzymała słowo. Na samym starcie zwróciliśmy Randy Schroederowi uwagę na to, że bardzo dużo młodych ludzi strasznie spamuje. Spotkałem się z nim i on powiedział, że powołają specjalną komórkę, która się tym zajmie. Rzeczywiście, po kilku dniach wszystko się uspokoiło.

AR: Tak, dzisiaj marketing sieciowy to czynnik ludzki. Uważam, że obecnie najważniejszym punktem w MLM jest człowiek, ale najsłabszym ogniwem w MLM również jest człowiek. Niestety, relacje międzyludzkie to instytucja zawodna i ich pozytywna budowa wymaga czasu. Emocje i zaufanie muszą być budowane cały czas. To jest proces!

MM: Kto był pana nauczycielem? Pierwszym mentorem?

AR: Ja zawsze mówię, że mnie nigdy, nikt nie uczył marketingu. Ja jestem 100% naturszczykiem. Pomogła mi jakiegoś rodzaju intuicja. Coś, co sam w sobie odkrywałem, bo myślę, że marketing sieciowy jest taką fajną dziedziną życia, gdzie my sami się rozwijamy, a nawet odkrywając siebie, często jesteśmy zaskoczeni tym, co zobaczymy. Dzisiaj moi znajomi i przyjaciele w biznesie dziwią się, że mnie nigdy nikt niczego nie uczył. Ale taka jest prawda. Ja sam do wszystkiego doszedłem poprzez pracę i baczną obserwację ludzi. Całe życie pasjonowali mnie ludzie. Poznawanie i obcowanie z nimi. Zapewne to dlatego projekt MonaVie był dla mnie bardzo szybką decyzją. Po dwóch konferencjach z Piotrem Mosio. On wtedy zaczął działać z zagranicy przez internet i to jemu zawdzięczamy ten sukces w Polsce. Oczywiście dużo zrobił Randy Schroeder, który postawił kropkę nad i, ale to Piotr Mosio pierwszy miał wizję wprowadzenia MonaVie do Polski. Zawsze mówię, że to dzięki nim ta firma zagościła u nas.

MM: Tak szczerze, kiedy pojawił się ten moment przełomowy? Widzę namacalne wyniki i wiem, że o to chodzi! Czy to było wtedy, kiedy pojawił się dyrektor generalny?

AR: Nie. W sukces z MonaVie wierzyłem od początku, od złożenia pierwszego zamówienia, od wprowadzenia mojego pierwszego dystrybutora, którym był Andrzej Kuraś – dzisiaj rubinowy kierownik. To spod niego wyszły diamenty, szmaragdy… Mój sukces to jest właśnie konsekwencja pracy z Andrzejem. Pracowaliśmy i wierzyliśmy od początku w sukces, ale cały czas podkreślałem, że musi przyjść odpowiedni czas na to, co dzieje się w firmie teraz! Bo prawdziwy przełom rozpoczął się niedawno. We wrześniu zeszłego roku wyłonił się zespół liderów, którzy bardzo blisko współpracując ze sobą nadają rozpęd całej firmie w Polsce. Razem pracują i razem awansują na diamentów, na emeralda. Oczywiście za tymi spektakularnymi awansami kryje się bardzo wielu ludzi, którzy zostali również rubinami, goldami, silverami czy bronzami.

MM: Rozumiem, ale wiara to jedno, a mnie interesują również fakty. Zawsze chcę dotknąć tych wyników. Jak to było?

AR: Pozycję diamentową osiągnąłem w 10 tygodni, czyli w ciągu 3 miesięcy zacząłem zarabiać takie pieniądze, jakie miałem w poprzednim networku po 3- 4 latach działalności. Więc siłę planu marketingowego poznałem bardzo, bardzo szybko. Przede wszystkim poznałem ją na papierze, bo jak do mnie przyszedł człowiek z propozycją przyjrzenia się MonaVie, to zadał mi jedno podstawowe pytanie, które ja teraz stawiam wielu przedsiębiorcom, menedżerom. Brzmiało ono tak: „Artur, przecież Ty zarabiasz pieniądze w marketingu sieciowym, to powiedz mi szczerze, dlaczego MonaVie rozwija się szybciej niż każda inna, dobrze prosperująca firma network marketingowa na świecie?” To było coś. Na prawdę mnie zamurowało! Stwierdziłem, że to fantastyczne pytanie i poprosiłem o parę dni czasu, żebym mógł sobie na nie samemu odpowiedzieć.

I w momencie, kiedy wziąłem do ręki plan marketingowy, totalnie zbaraniałem. Stwierdziłem, że ta firma wypłaca za dużo pieniędzy!

Gdzieś mi się to zupełnie nie trzymało kupy, bo jeżeli patrzysz na plan i widzisz te rzeczy, których często ludzie nie widzą – szok. To hybryda, która zapoczątkowała nową erę rozliczeń w nowoczesnych firmach marketingowych, gdzie określa się, kto jest czyj, czyli buduje się kolejne poziomy, ale z drugiej strony wkłada się to w układ wsparcia, gdzie budujemy tylko dwa zespoły. Moja kreatywność w tzw. sponsorowaniu powoduje, że faktycznie mogę pomóc moim partnerom w biznesie. Plan marketingowy MonaVie wypłaca 50% z obrotu cotygodniowego. Jest to rozłożone w następujący sposób: 10% to układ pasywny, czyli to, co się wydarzyło w moim drzewie binarnym – lewa i prawa strona, firma płaci mi z moich kontaktów i z kontaktów, które dostałem od moich partnerów, nawet od linii sponsorowania od góry. Natomiast pozostałe do 40% w zależności od tego, jak wykorzystujesz wszelkiego rodzaju sposoby i charakter budowania planu marketingowego. Warto zwrócić uwagę, że MonaVie wykreowała 165 milionerów dolarowych w przeciągu 6 lat działalności. Z faktami się nie dyskutuje. Idźmy dalej – pierwszy miliard dolarów wygenerowany globalnie przez MonaVie w ciągu pierwszych 3,5 roku. Ten pierwszy miliard został praktycznie zrobiony w USA. Do tej pory w historii marketingu sieciowego najszybszy miliard skumulowanego dochodu na świecie zrobiła firma Nu Skin. Udało jej się to, bo weszła operacyjnie na rynek amerykański, ale zarazem na azjatycki i europejski. Czyli ten miliard był kumulowany obecnością Nu Skin na całym świecie. A MonaVie zrobiła ten miliard w 95% na terenie USA i Kanady. Dopiero w 2007roku zaczęła działać w innych krajach. To jest ta ciekawostka, która zainteresowała media. Zaczęło być o firmie głośno i przecież rok 2009 był w pewnym sensie ukoronowaniem sukcesu MonaVie, kiedy dostaliśmy wiele wyróżnień i nagród. Ważne jest również to, że w MonaVie można osiągnąć sukces przyłączając się do firmy w dowolnym momencie. Przecież Brig Hart, Steve Merritt, Onyx Coale – dzisiaj jedni z najlepiej zarabiających menedżerów na świecie – to ludzie, którzy wcale nie mieli pierwszych numerów w MonaVie.

MM: Więc to bajki, jeżeli ktoś mówi, że trzeba być pierwszym w firmie MLM, aby cokolwiek ugrać?

AR: Można się zapisać po 5-10 latach i zostać tym najlepszym. Jeśli tylko będzie się chciało! Jestem przekonany, że w MonaVie będzie jeszcze wiele super osób, a szczególnie na Wschodzie i w Europie, bo wiadomo, że dopiero tam wchodzimy. Już teraz mamy grube miliony obrotu na rynkach wschodnich, a dopiero tam zaczynamy! Budowa tego biznesu jest bardzo prężna. Ja do MonaVie zapisałem – ze złożonym zamówieniem – około 45 osób. Jednak jestem zwolennikiem pracy w głębokości czyli opieram się o kilka linii menedżerskich, bo w MonaVie nie trzeba mieć dużej szerokości, żeby zarabiać pieniądze. U nas maksymalny sukces czyli czarny diament można osiągnąć posiadając 3 struktury, z którymi zejdę na nieskończoną głębokość. Mówimy o 3 liniach menedżerskich. Więc można powiedzieć, że ja pozyskałem ok. 45 osób, ale wiadomo, że one później też zaczęły działać. Wczoraj robiłem zestawienie, więc mogę powiedzieć dokładnie, że aktywnych osób, czyli takich, które w przeciągu 4 ostatnich tygodni złożyły zamówienie, mam ponad 1500. I osiągnąłem to po 2 latach pracy!

MM: Dobrze, ale żeby ludzie mieli jakieś studium przypadku, to proszę powiedzieć, z jakim nakładem pracy jest to związane? Jak to wygląda w skali tygodnia, bo codziennie chyba pan nie pracuje?

AR: Jestem zwolennikiem pracy systematycznej, czyli dla mnie jest to praca z kalendarzem, praca zaplanowana. Plan MonaVie jest planem szybkim, ponieważ uczymy ludzi pewnej dyscypliny. Ogólnie plan pracy w Polsce wygląda tak, że w miesiącu pracuje się ostatnie parę dni, żeby zamknąć miesiąc, a przez pierwsze dni nowego miesiąca odpoczywamy po zamknięciu miesiąca poprzedniego. Później przez środkowe tygodnie stwierdzamy, że mamy czas na zrobienie tego, czego nie zrobiliśmy wcześniej. I tak to wygląda. Dlatego uważam, że plany rozliczeń tygodniowych są świetną sprawą, bo uczymy ludzi zarządzania czasem i przyzwyczajamy ich do systematyczności, aczkolwiek to było stosunkowo trudne, bo wcześniej zarabiali raz, góra dwa razy w miesiącu. Dzisiaj widzę ogromny postęp i stwierdzam, że dystrybutorzy MonaVie rozumieją, że jak mają plan rozliczeń cotygodniowych, to należy zarabiać co tydzień. Jeżeli mam do pokazania, że zarabiam 100, 200 czy 500 dolarów co tydzień, to znaczy, że plan dla mnie działa. Nie sztuką jest zarobić 1000-2000 dolarów w miesiącu przez skumulowanie obrotów i zrobienie kwalifikacji raz na miesiąc. Ja bardziej cenię ludzi, którzy zarabiają 100, 200 dolarów co tydzień niż tych, którzy zarabiają 1000 w miesiącu, bo dla mnie to znak, że wtedy zamówienia zostały gdzieś skumulowane i powstaje taka sztuczność, manipulacja. Ostatnio nawet zauważyłem, że wiele firm zaczęło kopiować system 10 kroków MonaVie Randy’ego Schroedera. Podobne systemy zaczęło się nazywać systemem 6 kroków, 8 kroków, 9 kroków. Kiedyś się z tego śmiano, a teraz dobre firmy zaczynają powielać u siebie nasze, dobre wzorce. I uważam, że to bardzo dobrze!

MM: Jak ważne jest zaufanie i pewność do oferowanego ludziom produktu?

AR: Dla mnie dzisiaj MLM jest bardzo prostą czynnością opartą na dwóch zasadach: zaufaniu do produktu i zaufaniu do firmy. Ludzie dzielę na dwie grupy. Pierwsza grupa to ignoranci – jest ich co prawda mało, ale jednak trafiamy na nich na swej drodze i staramy się omijać tę grupę. To są ludzie, którzy mówią „NIE BO NIE” i żadne argumenty do nich nie trafiają. Natomiast cenię drugą grupę – sceptyków, bo sam jestem sceptyczny. My, Polacy, tak wiele doświadczyliśmy i wiele widzieliśmy, więc naturalna jest tutaj postawa z dystansem. Nie należy do końca wierzyć w to, co się słyszy. Wtedy włącza się naturalna chęć sprawdzenia czegoś, a jeśli produkt jest dobry to wyrabia się do niego zaufanie. Tak produkt zrobi moje rezultaty. Hipokrates dawno temu powiedział, że „niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo będzie pożywieniem”. I doczekaliśmy się takich czasów, że żywność jest coraz gorsza, więc suplementy zaczynają odgrywać coraz większą rolę w naszym codziennym życiu. Jeżeli zażywamy suplement 6-8 tygodni, żeby sprawdzić czy on działa, to zróbmy sobie proste badanie krwi i dowiemy się czy produkt spełnia nasze oczekiwania. Jeżeli mamy zaufanie do produktu to automatycznie mamy zaufanie do firmy, która go dystrybuuje.

MM: Kilka lat temu dziennikarka z „Przekroju” opisała bardzo negatywnie dobry produkt. Zatelefonowałem do niej, bo znam mnóstwo dowodów na działanie tego produktu. Zapytałem ją, na jakiej podstawie wysnuła takie wnioski? Czy zażywała go? Odpowiedziała – „Oczywiście, wypiłam nawet pół butelki!”

AR: To jest właśnie cecha dziennikarzy, którzy szukają rozgłosu i chcą się znaleźć na rozkładówce jakiegoś pisma. Sam pewnie zna pan wiele takich przypadków. Prawda jest taka, że w MLM nie ma złych produktów! Każda firma działająca powyżej 3 lat ma na tyle sprawdzony produkt, że warto go kupić i warto się do tej firmy przyłączyć. Kwestia jest tylko tego typu, czy chcesz to robić? Chcesz rozwijać siebie i kanał dystrybucji w danej firmie? Chcesz zarabiać pieniądze? Ja nie pracuję dla firmy „X”, ja wykorzystuję narzędzia, system logistyczny, system franchisingowy firmy, która jest mi najbliższa.

Dzisiaj MLM to uczenie ludzi przedsiębiorczości. To nie jest jakiś fanatyzm ekonomiczny, choć z daną firmą trzeba się utożsamiać. To pewność i kompetencja.

MM: Chciałbym, żeby pan jeszcze coś powiedział o tych słynnych w MonaVie 10 krokach. Na czym ten system polega? Od czego trzeba zacząć?

AR: Sam system jest ściągawką, w jaki sposób zacząć i jak to kontynuować. To instrukcja obsługi posługiwania się narzędziem, które dostajesz, czyli wejdź do firmy, zarejestruj się, złóż pierwsze, właściwe zamówienie, ustaw automatyczne zamówienie na min. 4 butelki produktu, żebyś miał pewność, że Twoje punkty nigdy Ci nie przepadną. Automatyczna wysyłka daje mi szereg korzyści: tańszy o 10% produkt oraz jego dostarczenie do odbiorcy. Kolejnym krokiem są narzędzia, które nie tylko wspomagają nasze codzienne działanie, ale również pozwalają nam zbudować naszą wiarę w to przedsięwzięcie. To jest taki „most wiary”. Wielu ludzi jest na moście, wielu przed mostem, a inni są już po drugiej stronie i to są Ci, którzy osiągnęli sukces. Mają zaufanie do produktu, firmy i planu marketingowego. Posiadają cele i marzenia, które realizują. Potem jest lista, później zapraszanie, dalej prezentacja, czyli naucz się pokazywać ten biznes. Te pierwsze 5 kroków jest typowym poznawaniem podstaw biznesu. Natomiast później zaczyna się praca. Trzeba się nauczyć w jaki sposób stworzyć listę, zapraszać, w jaki sposób rozwijać swoje umiejętności – bo każdy je ma. Dzisiaj w MLM osiągnięcie sukcesu jest możliwe dla każdego. 8 krokiem jest prezentacja domowa. Następny to wykorzystywanie narzędzi, które nabyło się ze wszystkimi instrumentami, które daje firma, czyli system szkoleń, informacji, edukacji. A 10 krokiem jest duplikacja. To prostota, która wchodzi w pewnego rodzaju system działania.

MM: Skąd brać kontakty? Jak pozyskiwać nowych ludzi?

AR: Dzisiaj sztuką jest rozwijać listę kontaktową codziennie! Jeżeli nie masz znajomych, to się więcej uśmiechaj. Codziennie spotykamy dziesiątki ludzi na swojej drodze, to tylko kwestia, żeby podejść do nich odpowiednio i zbudować z nimi relacje. Ja jestem daleki od tego, żeby poznawać kogoś i następnego dnia proponować mu biznes. Dla mnie MLM jest życiem. W każdej branży trzeba być odpowiedzialnym, wziąć życie w swoje ręce, podjąć ważne decyzje, poruszać się do przodu, trzeba to koło wprawić w ruch. Tak samo jest z listą. Ja mam pewne założenie, którego staram się przestrzegać. Co tydzień moja lista rośnie, ona jest ciągle otwarta. Na każdego przychodzi odpowiedni czas, żeby z nim porozmawiać o biznesie. Dlatego bardzo ważne jest, żeby ciągle dopisywać do listy nowych ludzi.

MM: Czy w pana planach szykują się jakieś ciekawe wyjazdy?

AR: Dla mnie MLM to jest niekończąca się podróż. W tym roku za granicą byłem w 4 krajach, oczywiście za wszystko płaci MonaVie. Teraz czekają mnie jeszcze Hawaje, ponownie Egipt, czeka na mnie wyjazd do Meksyku, szkolenie z Marią Carreon, czyli naszym czarnym diamentem. Tak naprawdę dzisiaj MonaVie jest dla mnie drogą realną – podróże, oraz drogą marzeń, które realizuję. Doprowadzę do tego, że menedżerowie z MonaVie będą jednymi z najlepiej zarabiających networkerów w Polsce i Europie, bo MonaVie daje takie możliwości.

MM: Zapytam jeszcze o pasje, bo wiem, że oprócz piłki nożnej uprawiał pan wyczynowo wędkarstwo. Zajął pan nawet kiedyś 7 miejsce w Polsce. Jakie łowiska pan poleca?

AR: Ja preferuję rzeki. Wychowałem się nad Pilicą i tam spędziłem kawałek życia, ale również Narew, Bug, Zalew Zegrzyński przy ujściu, także Warta. W ogóle ja odpoczywam nad wodą, ładuję w ten sposób akumulatory. Mam wiele fajnych okazów, kocham łowić brzany. Ale mam jeszcze trzecią pasję! To brydż. W brydża też grałem sportowo. Cały czas udaje mi się jeszcze pograć, mam kilku swoich stałych partnerów, z którymi gramy. Często pytam ludzi, których spotykam na swojej drodze, czy grasz w szachy? W brydża? Bo to jest predyspozycja, żeby mieć wyobrażenie przestrzenne, można przewidzieć pewne ruchy na przyszłość. Dlatego sport, wędkarstwo i brydż – to są te pasje, które stale rozwijam.

MM: Chciałbym jeszcze, żeby pan na koniec dał jakiś przekaz ludziom, którzy się jeszcze zastanawiają i tym, którzy już zaczęli i są dopiero na początku przygody z MLM…

AR: Jestem orędownikiem branży. Uważam, że MLM to obecnie najtańsza, najlepsza, najciekawsza forma dostarczenia produktu do klienta finalnego. Uważam, że branża MLM, szczególnie w Europie, w Polsce, to dopiero początek. Bo my dopiero robimy coś ku temu, żeby ta branża była wielka. Za niespełna kilka lat zobaczycie, że MLM stanie się cenionym zjawiskiem, o którym wiele będzie się mówiło na wielu uczelniach ekonomicznych. Coraz lepsi ludzie przyłączają się do MLM. Znani sportowcy, trenerzy biznesu, którzy wyszkolili tysiące przedsiębiorców, wykładowcy na SGH, na UJ i wielu najlepszych, polskich uczelniach. Tu nie ma się nad czym zastanawiać. Trzeba zacząć to robić, działać i zarabiać!

MM: Dziękuję za rozmowę.

Artykuł pochodzi z drukowanej wersji "Network Magazynu" nr 30. Niestety, cały nakład tego wydania jest już wyprzedany. (foto: Dominika Cuda).