źródło: Flickr.comźródło: Flickr.com

Za kierownicą najchętniej jemy kanapki i słodycze – tak wynika z badań przeprowadzonych przez Mixit.pl – platformę specjalizującą się w mieszankach musli i kasz na życzenie. Aż 56% spośród 300 ankietowanych z całej Polski za swój ulubiony posiłek za kierownicą uznało kanapki. Prawie połowa, bo aż 48% badanych równie chętnie prowadzenie pojazdu umila sobie słodyczami. Eksperci biją na alarm.

– Spożywanie tego typu posiłków przez kierowcę stwarza niepotrzebne zagrożenie. Kierowca jedzący kanapkę ma zajętą jedną rękę. Kiedy prowadzi samochód z manualną skrzynią biegów ryzykuje kolizję, a nawet wypadek. W mieście, gdzie co chwilę wykonujemy różne manewry, jak hamowanie, przyspieszanie, skręcanie, jedzenie kanapki to wręcz proszenie się o stłuczkęmówi Katarzyna Frendl, naczelna portalu motoryzacyjnego dla kobiet Motocaina.pl. – Kierowcę dekoncentrują też wszelkie czynności związane z jedzeniem, bo zamiast obserwować co dzieje się na drodze, musi się skupić na przykład na tym, żeby sos z hamburgera nie spadł na kolana – dodaje Katarzyna Frendl.

Także słodycze – niemal równie popularne za kierownicą co kanapki, również nie są najlepszym wyborem. – Cukier osłabia koncentrację, spowalnia czas reakcji i zmniejsza wydajność pracy mózgu. Dlatego słodycze, mimo, iż na chwilę dodają nam energii, na dłuższą metę nie są najlepszym posiłkiem dla kierowców – mówi Magdalena Kuklik, technolog żywienia w Mixit.pl.

Smaczniej i bezpieczniej

Jeśli musimy już coś zjeść za kierownicą, warto wybrać wartościowe produkty, które nie zajmują nam rąk i nie absorbują zbytnio naszej uwagi. Odpowiednie są drobne rzeczy, takie jak orzechy, pestki z dyni, rodzynki lub modne ostatnio, liofilizowane owoce. Jeśli mamy nieodpartą ochotę na słodycze, niezdrowy batonik możemy zastąpić kilkoma słodkimi daktylami, w tym wypadku najlepiej bez pestek.

– Orzechy i nasiona są źródłem wartościowych kwasów tłuszczowych Omega 3 i Omega 6, dzięki czemu poprawiają koncentrację, która u kierowców jest bardzo ważna. Oprócz tego zawierają żelazo, cynk, potas i wiele innych mikro- i makroelementów, które poprawiają pracę umysłu. W owocach za to znajdziemy dużo witamin z grupy B, C i E, odpowiedzialnych za sprawne funkcjonowanie układu nerwowegomówi Magdalena Kuklik.

Orzeszki nerkowca, orzechy ziemne, włoskie, laskowe, brazylijskie, pestki dyni, suszone morele, liofilizowane maliny, truskawki – gdybyśmy zastąpili kanapki i słodycze tego typu przekąskami, nasz umysł wskoczyłby na wyższe obroty równie łatwo co silnik wspomagany turbiną.

– Zaletą tego typu przekąsek z pewnością jest to, że można je szybko zjeść, np. podczas postoju na światłach czy na dłuższej prostej. Istnieje też stosunkowo małe ryzyko, że kierowca ubrudzi tapicerkę samochodu lub też siebie samego – komentuje Katarzyna Frendl.

Takie zdrowe przekąski są bardzo kaloryczne. Czasem nie trzeba zjadać ich wiele by zaspokoić palący głód. Warto mieć gdzieś w samochodzie przygotowaną mieszankę bakalii albo opakowanie owoców liofilizowanych. Nigdy nie wiadomo, kiedy uratują nas one przed koniecznością skorzystania z usług restauracji oferujących niezdrowe jedzenie, które często kupujemy przecież nie tyle z własnej woli, co z konieczności albo z braku czasu lub też z braku innych alternatyw.

Niestety, to co zdrowe jest jeszcze stosunkowo mało popularne wśród naszych kierowców. Dla przykładu, bakalie i suszone owoce spożywa 22% kierowców. Prawie tyle samo, bo 20% badanych wybrało chipsy i chrupki. Świeże owoce spożywa 30% ankietowanych. Te jednak, mimo swoich niezaprzeczalnych walorów smakowych i odżywczych mogą mocno dekoncentrować kierowców, zwłaszcza, gdy są duże i soczyste.

Kobiety „grzeszą” częściej

Według wyników badań na stopień konsumpcji za kierownicą nie ma żadnego wpływu to, czy kierowcy jeżdżą zawodowo czy tylko prywatnie. W obydwu grupach zdecydowana większość ankietowanych przyznała się do tego, że spożywa posiłki za kierownicą. Zaledwie 10% spośród wszystkich udzielających odpowiedzi nie je w ogóle podczas prowadzenia samochodu.

Odpowiedzi wyglądają nieco inaczej, kiedy przyjrzymy się podziałom ze względu na płeć. Okazuje się, że tylko cztery na sto kobiet nigdy nie konsumuje za kierownicą. Mężczyzn, którzy tego nie robią jest znacznie więcej, bo prawie jedna czwarta. Uogólniając, prawie wszystkie panie coś za kierownicą przegryzają. Często lub sporadycznie, ale jednak chętniej niż panowie, panie dopuszczają się konsumpcyjnych „grzeszków”. Dlaczego tak się dzieje?

– Mimo, iż przemiany kulturowe zmierzają w kierunku partnerstwa, wiele kobiet nadal czuje się przytłoczona ilością codziennych obowiązków. W rezultacie starają się one oszczędzać czas, łącząc ze sobą rożne czynności, jak np. jazdę samochodem z jedzeniem, makijażem czy nauką języków obcychmówi Ksenia Buchta-Malinowska, psycholog. – Ponadto, znaczna cześć kobiet nie docenia swoich umiejętności kierowania samochodem i prowadząc auto, zwłaszcza w miejscach sobie nieznanych, przeżywa stres. W związku z tym stara się rozładować swoje napięcie i niepokój, a częstym i szybkim sposobem jest właśnie jedzenie – dodaje.

Nieświadomi powagi sytuacji

Okazuje się więc, że niewielu kierowców ma świadomość tego jak wielkim zagrożeniem w krytycznej sytuacji na drodze może być kanapka w naszych dłoniach. Respondenci, zapytani o opinię dotyczącą bezpieczeństwa czynności, jaką jest jedzenie podczas prowadzenia samochodu wydają się dość luźno podchodzić do tematu. Mniej niż połowa ankietowanych uważa, że może to negatywnie wpłynąć na ich bezpieczeństwo oraz bezpieczeństwo innych użytkowników dróg, z czego tylko 14% respondentów jest o tym naprawdę przekonana. Pozostali ankietowani albo nie mają zdania na ten temat albo uważają, że raczej nie ma to większego wpływu. Wyniki badań świadczą więc o tym, że bagatelizujemy tę sprawę.

– Zazwyczaj tacy kierowcy są przekonani, że nie doświadczą wypadku, choroby, czy innego nieszczęścia. Do pewnego stopnia ten sposób myślenia jest naturalny i wręcz niezbędny w funkcjonowaniu każdego z nas. Pozwala on bowiem radzić sobie z wyzwaniami codzienności. Jednocześnie ma on również swoje konsekwencje. Często przyczynia się do minimalizowania, a nawet negowania zagrożeń płynących z rożnych działań, na przykład z podjadania za kierownicąwyjaśnia Ksenia Buchta-Malinowska.

Mandat za jedzenie?

Za rozmawianie przez telefon przy uchu możemy dostać mandat. Za jazdę bez pasów również. Ale czy policja może nas ukarać za to, że jedliśmy swoje śniadanie w drodze do pracy, bo w domu już nie zdążyliśmy? Przepisy nie określają tego zbyt jasno, dlatego poprosiliśmy o wyjaśnienie Katarzynę Frendl z portalu Motocaina.pl:

– Kodeks drogowy nie zabrania spożywania pokarmów podczas jazdy kierowcom samochodów osobowych pod warunkiem, że nie przewożą zawodowo osób. Taksówkarz lub kierowca autobusu, który dopuści się złamania tego zakazu może zostać ukarany mandatem w wysokości 50 zł, bez punktów karnych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy policjant uznaje, że wykonywaliśmy czynność, którą narażaliśmy siebie oraz innych uczestników ruchu na niebezpieczeństwo. Wtedy może się on powołać na Art. 86. § 1. kodeksu wykroczeń drogowych, mówiący, że „kto, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny”. W takim przypadku grzywna wynosi od 20 do 500 złotych.

Ankieta została przeprowadzona przez Mixit.pl na próbie 300 kierowców, z czego 21% to kierowcy zawodowi.