Paweł BoreckiPaweł Borecki

Jest autorem wielu artykułów z dziedziny budowania zespołów sprzedażowych i skutecznych strategii marketingowych. Uznany trener i wykładowca. Na swoim koncie ma wiele nagrań szkoleniowych w tematyce skutecznej sprzedaży i rozwoju osobistego. Twórca systemowych rozwiązań sprzedażowych. Niezrównany mówca motywacyjny. Od ponad piętnastu lat skutecznie kieruje zespołami sprzedażowymi. Laureat prestiżowego konkursu Polish National Sales Awards „Profesjonalny Sprzedawca Roku” w kategorii „Menedżer branży MLM”. Członek elitarnego Klubu TOP Liderów MLM. Auror książki „Pułapki nie tylko w biznesie”.

Piotr Hoffmann: Panie Pawle, kiedy po raz pierwszy usłyszał pan o modelu biznesowym jakim jest MLM i jak pan wspomina tamten okres?

Paweł Borecki: Pierwszy raz o modelu MLM usłyszałem w 1994 roku i dotyczyło to firmy Amway. To, że nie byłem do tego dobrze nastawiony, to mało powiedziane. Byłem kompletnie niechętny. Teraz wiem dlaczego. Wiem dlaczego ludzie nie odbierają pozytywnie szansy na lepsze życie, jaką jest marketing sieciowy. Może powiem o sobie. Ja byłem niechętny i krytyczny, gdyż tego projektu nie zrozumiałem. Usprawiedliwiając podświadomie rezygnację z czegoś potencjalnie korzystnego, przekreśliłem dumnie moje uczestnictwo w projekcie postawą zadowolenia z tego, co mam do tej pory. Coraz silniej dochodzi do mnie potrzeba właściwego przedstawienia projektu nowej osobie. Można by zaryzykować tezę, że zbudowanie solidnego biznesu MLM opiera się na dwóch przesłaniach: naucz się właściwie przedstawiać swój projekt biznesowy oraz naucz tego innych, aby tak samo właściwie to przedstawiali. My w marketingu sieciowym jesteśmy siewcami ziaren szansy na lepsze życie. Nie możemy do końca być odpowiedzialni za glebę, na jaką ziarno padnie. Jesteśmy natomiast w pełni odpowiedzialni za to, jakie ziarno siejemy. Tym dobrym ziarnem jest właściwa prezentacja naszej oferty.

Piotr Hoffmann: Jaki był najtrudniejszy moment w pańskiej karierze w biznesie MLM i jak pan sobie z nim poradził?

Paweł Borecki: Budując biznes MLM, mając już w swojej organizacji konsumenckiej kilka tysięcy partnerów i konsumentów, czułem że jestem prawdziwym liderem. Widziałem, jak wielu ludzi mnie z uwagą słucha i naśladuje. Czułem, że dla wielu byłem prawdziwym autorytetem. Wdrażane były moje autorskie programy biznesowe, system sukcesu, słuchane były moje płyty, czytane moje artykuły. W moim mniemaniu podsycanym przez moich zwolenników byłem dobrym przykładem do naśladowania. Miałem wrażenie, że każdy chciałby być taki, jak ja. Co się stało u szczytu mojej chwały? Wielu ludzi poodchodziło do innych biznesów. Ciekawe? Jak to możliwe? Czy nie zarabiali tutaj pieniędzy? Zarabiali. Czy ja byłem niemiły? Ależ skąd. Czy nie byłem dobrym przykładem? Moment odejścia wielu, wielu ludzi z biznesu, w obliczu mojej chwały, stał się dla mnie bardzo trudnym momentem w karierze. Szukałem powodów ich odejścia w podwyżce na produkty, w kryzysie ekonomicznym i w wielu innych aspektach. Teraz wiem, że nie zrozumiałem właściwie definicji bycia liderem…

Zawsze myślałem, że lider przewodzi, wyznacza kierunek i że wszyscy podążają za liderem. Teraz wiem, że ludzie chcąc się czuć dobrze, czerpią energię i satysfakcję z tego, co jest ich własnym dziełem. Oni podążając za liderem pragną jednej rzeczy – podążać ze sobą za sobą. Pragną, żeby to było ich, a nie lidera. Kiedy lider jest zbyt silny, podążający za nim są tylko jego naśladowcami i bardzo źle się z tym czują. Niby chcą, aby lider pomagał im zarabiać pieniądze jednak prawdziwą satysfakcję przynosi im osobiste ich zarobienie. Jaki ja robiłem błąd? Grałem rolę najlepszego, wszechwiedzącego, najlepiej występującego i nieomylnego. Za bardzo wystawiałem się na świecznik, a zbyt mało przestrzeni dawałem innym.

Zamiast liderem wyposażającym, promującym i sprawiającym, żeby dzieło i sukces był ich, byłem liderem ograniczającym ich potencjał. Taka postawa kosztowała mnie dużo frustracji i pieniędzy.

Jak sobie z tym poradziłem? Otwarcie powiem, że trudno jest mi to ocenić, gdyż mam świadomość, że wielu bardzo cennych ludzi straciłem bezpowrotnie. To jeszcze nic. Przez rozbudowanie image’ u bycia najlepszym, wielu ludziom skasowałem szansę normalnej i bardzo korzystnej współpracy z firmą, która im płaciła. Po rezygnacji ze współpracy, ich życie nie koniecznie się poprawiło. Szansa na lepsze życie dla wielu została oddalona.

Paweł BoreckiPaweł Borecki

Gdybym nie kochał działania w MLM i współpracy z moją firmą, to bym chyba się załamał. Świadomość wielkiej szansy, jaką za sobą niesie działalność w MLM we współpracy z moją firmą sprawiła, że odbudowywałem drogę sukcesu przyciągając nowe osoby. Dzisiaj żaden ze współpracowników nie powie mi, że nie daję przestrzeni. Muszę teraz z kolei uważać, żeby nie poszło to za bardzo w drugą stronę. Wiem teraz na pewno, że prawdziwą rolą lidera jest takie łączenie ludzi z ideą lepszego życia, aby to było ich. Jako lider jestem promotorem ludzi i robię wszystko, aby poczuli swoją wartość. I tak na końcu każdy, niezależnie od wsparcia sponsora, określa sukces jako swój osobisty.

Piotr Hoffmann: W swojej książce „Pułapki nie tylko w biznesie” wspomniał pan, że prawdziwy lider nie potrzebuje na pewnym etapie sponsora. Kiedy następuje ten moment? Kiedy człowiek staje się liderem?

Paweł Borecki: Bycie liderem nie opiera się na liczbach. To liczby opierają się na byciu liderem, gdyż bycie liderem, to sprawa mentalna. Znamy ludzi, którzy w biznesie MLM kierowani są przez sponsora, firmę, czy innych ludzi. Nazywamy ich zewnątrz sterownymi. Lider to człowiek, który ma odciętą pępowinę i bierze pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Czy to znaczy, że on nie liczy się ze zdaniem sponsora, regułami firmy, czy opiniami innych ludzi? Ależ skąd. One są dla niego ważnym punktem odniesienia, jednak za wszelkie decyzje i ich konsekwencje bierze pełną odpowiedzialność. Nie chcę określać momentu stawania się liderem, gdyż widzę to bardziej w kategorii jakości bycia, aniżeli przekroczenia jakiegoś progu. Tak, jak w czasie kształtujemy nasz charakter, tak w czasie kształtuje się nasza postawa lidera. Do tego jeszcze koniecznie musimy uwzględnić element etyki postępowania. Dla mnie człowiek, który ma w swojej organizacji tysiące ludzi i zarabia w marketingu sieciowym ogromne pieniądze a nie działa w oparciu o ogólnie uznany kodeks etyczny, nie jest liderem. Jakość lidera poznasz po jego stosunku do ludzi i działaniu w oparciu o uniwersalne wartości.

Piotr Hoffmann: Czy ma pan swoich mentorów? Jakie mają oni dla pana znaczenie w życiu i czy warto mieć mentora?

Paweł Borecki: Nie chcę mówić o mentorach. Boję się, że mogą być teoretykami i robić wodę z mózgu. Wolę mówić o moich autorytetach, którzy są ważni w moim życiu i stanowią swoiste drogowskazy. Mam autorytety moralne, duchowe, życiowe, biznesowe i intelektualne. Dwa największe już nie żyją. Pierwszym z nich jest moja unikalna mama, która wszczepiła we mnie właściwe poczucie tożsamości. To ona była największym moim Nauczycielem odwagi, pracowitości, zaangażowania, otwartości na ludzi, uśmiechu i dobroci. Drugim największym, łączącym wszystkie wymienione wcześniej obszary jest św. pamięci ksiądz profesor Janusz Tarnowski. Będąc jego wychowankiem, od wczesnych lat dziecięcych uczyłem się siebie, jako wartościowego człowieka w relacji z innymi wartościowymi ludźmi. Pozwoli mi pan nie wymieniać tych żyjących drogowskazów, abym przez nieumyślne pominięcie, kogoś nie obraził. Moje autorytety pokazują mi – ile i jak człowiek może, a czego nie powinien robić. Są dla mnie permanentnym świadectwem nieograniczoności potencjału ludzkiego i przez to inspiracją i motywacją do wartościowego życia.

Piotr Hoffmann: W swojej książce zwraca pan uwagę na zarządzanie aktywnością w czasie. Jak wygląda „zwykły” dzień Pawła Boreckiego, podczas którego zarządza swoją aktywnością?

Paweł Borecki: Tak, rzeczywiście. Czas i świadomość jego przemijania, a co za tym idzie jego lepszego wykorzystania, odgrywa w moim życiu coraz większą rolę. Coraz silniej zdaję sobie sprawę, że żadna chwila już nigdy nie powróci. Stąd płynie większe pragnienie życia w pełni w każdej chwili. Może pan jednak się zdziwić, bo być może przypuszcza pan, że bardzo przyspieszyłem ruchy, że dużo krócej śpię, a dużo więcej się angażuję. Otóż nie. Ja paradoksalnie się uspokoiłem. W mniejszym stopniu zwiększyła się ilość, a w dużo większym jakość zaangażowania. Kiedyś jeździłem jak opętany na każde spotkanie każdej osoby, która mnie o to poprosiła. Przemierzyłem Polskę wzdłuż i w szerz jeżdżąc i prowadząc setki spotkań. Jednego dnia robiłem spotkanie dla jednej osoby w Sanoku, a drugiego potrafiłem poprowadzić konsultację w Szczecinie. To jeszcze nic. Nazajutrz byłem na Litwie, a kolejnego dnia w Warszawie. Gdybym mógł to policzyć, to sam bym w to nie uwierzył. Nie wiem, czy ja byłem szalony ale wiem, że to, co robiłem było szalone. Z perspektywy czasu oceniam, że byłem na dobrą sprawę wszędzie i nigdzie. Moje zaangażowanie zbyt często było przypadkowe, a zbyt rzadko przemyślane i celowe.

Dziś mam jasno sprecyzowane cele i zanim coś postanowię, pytam siebie, w jak wielkim stopniu to, co mam zamiar zrobić przybliży mnie, a w jakim oddali od założonych celów.

Dziś wcześniejsze wyrzuty sumienia z powodu relaksu czy sportu zamieniłem na satysfakcję z pracy. Gdy idę grać w squasha wiem, że idę do pracy. Tak, zajęcia fizyczne traktuję, jako pracę. To jest mój obowiązek. Wyłączam telefon i jestem w pracy. Pot się leje strumieniami. Jestem wypompowany i… szczęśliwy. Robię to regularnie dwa razy w tygodniu – squash i pływanie, nie licząc sauny i jaccusi. Również dwa razy w tygodniu jeżdżę na rowerze. Sporo się ruszam, bo wiem że ruch to podstawa egzystencji. Fantastyczne jest to, że robimy to razem z moją partnerką. Może będzie pan zdziwiony kiedy powiem, że najlepsze pomysły na skuteczność w biznesie mam pod wodą oraz w saunie? W czasie jazdy na rowerze i podczas spacerów wizualizujemy z kolei nasze marzenia.

Jestem z natury zadaniowy i mój dzień wypełniony jest realizacją wyznaczonych zadań. Mam stałe fragmenty gry jak pisanie książki, czytanie, nauka angielskiego, utrwalanie francuskiego, prowadzenie spotkań biznesowych, szkolenia, jednak godziny ich wykonywania bywają różne. Podobno multimilionerzy wstają o 5:00 rano. Parę razy w życiu tego próbowałem, jednak nie udało mi się na dłuższą metę tak się zdyscyplinować. Pewnie tu chodzi o coś więcej, niż o dyscyplinę. Pewnie to ta dyscyplina wynika z czegoś innego. Kiedyś byłem bardziej neurotyczny i nawet mały bodziec mnie uaktywniał, jakby to sama aktywność była celem. Dziś łapię się na tym, jak dużo czasu zajmuje mi przygotowanie i przemyślenie strategii działania pod względem celowości. Słyszałem o strategii; „Kiedy wstaję z łóżka, ktoś musi za to zapłacić”. Dziś więcej rozumiem, że rynek mi tyle zapłaci, ile wartości wniosę i rozwiążę mu problemów. Każdy dzień jest nowy. Każdy dzień jest inny. Ja nie pracuję w korporacji. Ja nie chodzę do pracy na godziny. Ja jestem samosterowny i odpowiedzialny w pełni za wszystkie moje rezultaty. Uczę się najlepiej planować i wybierać te aktywności, które w największym stopniu przybliżają mnie do realizacji ustalonych celów. Jestem typem bardzo wytrwałym ale nie schematycznym. Oczekiwałby pan może ode mnie konkretnych godzin wykonywania konkretnych czynności? To tak u mnie nie wygląda. Mam często nieprzespane noce, bo akurat naszła mnie wena. Wstaję i piszę, a później nie mogę z podekscytowania zasnąć. Mimo niestabilnych zajęć dnia, coraz lepiej wychodzi mi utrzymywanie równowagi pomiędzy konkretnymi aktywnościami dnia, a życiem duchowym i emocjonalnym.

Piotr Hoffmann: W „Pułapkach nie tylko w biznesie” poruszył pan również kwestię nawyków. Ciekaw jestem z jakich nawyków, które pan wykształcił w sobie przez ostatnie lata, jest pan najbardziej dumny?

Paweł Borecki: Tak, nasz mózg ma naturę nawykową i to nasze nawyki zmieniają nasze życie. Innymi słowy: jakie nawyki, takie życie. Nawyki produktywne wyznaczają produktywne życie. Zawsze wiedziałem, że warto mieć cele. W pewnym momencie poznałem znaczenie ich zapisania. Ale wykształcony nawyk w ostatnich dwóch latach, z którego jestem dumny, to nawyk codziennego zadawania sobie dwóch pytań. Każdego dnia rano, spoglądając na mapę moich celów, zadaję sobie pierwsze pytanie: „Paweł, co masz zamiar dzisiaj zrobić, co przybliży cię do realizacji twoich wyznaczonych celów?” Każdego wieczoru natomiast zadaję sobie drugie pytanie: „Paweł, co dzisiaj zrobiłeś, co przybliżyło cię do realizacji celów?”

Paweł BoreckiPaweł Borecki

Nawet, gdy jestem poza domem, to wyciągam i-pada z mapą celów, patrzę na moje wyznaczone cele i zadaję sobie te pytania. To działa dla mnie, jak magia. Kiedy ustawiam moje aktywności pod kątem realizacji zakładanych celów, to nie mam wyrzutów sumienia, że komuś odmawiam spotkanie albo że oddalam pewne aktywności na kiedy indziej. Zauważyłem, że zajmowanie się rzeczami ważnymi, a nie tylko pilnymi, zdecydowanie szybciej przybliża do mnie realizację moich projektów na życie.

Piotr Hoffmann: A od jakich nawyków powinien zacząć początkujący dystrybutor?

Paweł Borecki: Moje najlepsze życzenie dla nowego dystrybutora byłoby rekomendacją codziennego czytania. Czytaj codziennie wybrane przez Ciebie książki i opracowania przez minimum pół godziny, a po dwóch latach tego wartościowego nawyku staniesz się lepszym i bogatszym człowiekiem. Czytając pracujesz nad swoim charakterem, a to właśnie Twój charakter określi Twój sukces. Poza tym, jeśli jesteś nowym dystrybutorem, partnerem firmy DS/MLM – naucz się właściwie przedstawiać Twoją propozycję językiem korzyści słuchacza i wykształć w sobie nawyk codziennego kilkukrotnego przedstawiania tego innym ludziom. Nie myśl za dużo – działaj. Nie czekaj – działaj. Działaj codziennie.

Piotr Hoffmann: Bardzo się ucieszyłem, gdy obalił pan w książce slogan pod tytułem „pracuj mądrze, a nie ciężko”. Dlaczego ludzie wpadają w tą pułapkę i jakie są jej konsekwencje?

Paweł Borecki: Przedziwnym nawykiem myślowym wielu ludzi jest oczekiwanie maksymalnych rezultatów przy minimalnym wkładzie zaangażowania. Sprytną tego formą jest myślenie o pracy mądrej, a nie ciężkiej. To nawet bardzo atrakcyjnie brzmi. Pewnie w naszej naturze leży mniej się napracować i więcej otrzymać. Takie myślenie ma swoje źródło w słabych doświadczeniach i braku świadomości biznesowej. Skąd inąd zwielokrotnione zyski, nie tylko coś pożądanego ale i dobrego. Absolutnie jestem za tym. Muszę jednak dla prawdziwego sukcesu zrozumieć prawo równowagi i ekologii. Po pierwsze muszę zdać sobie sprawę, że tyle jestem wart, ile wartości sam wnoszę. Rynek mi tyle zapłaci, ile problemów pomogę mu rozwiązać. Po drugie to, co wnoszę, wraca do mnie. Przecież nasze życie jest echem, jest jak lustro. Ile wniosę wartości, tyle otrzymam z powrotem. Zatem pytaniem nie jest wartość, którą otrzymam. To wartość, którą otrzymam jest odpowiedzią na to, co wniosę. Chcesz więcej otrzymać, więcej musisz włożyć. Nie chodzi o to, żeby pracować ciężko.

Z angielskiego „hard work” nie oznacza pracy ciężkiej. To oznacza pracę ostrą. Tak, jeżeli chcesz osiągnąć wielki sukces to musisz się nauczyć go osiągać poprzez ostrą pracę. Nauka zarabiania pieniędzy jest umiejętnością, którą wykuwa się w praktyce. Ostre zaangażowanie jest fundamentem najlepszych rezultatów. A fundamenty buduje się najcięższym sprzętem i najdłużej. Wiem to po sobie – odniosłem spektakularny i błyskawiczny sukces ale poprzedzony dwudziestoletnią ostrą pracą.

Piotr Hoffmann: Czytając pańską książkę przypomina mi się Bodo Schafer i jego „Zasady zwycięzców”. Książka napisana ręką praktyka, człowieka spełnionego, człowieka sukcesu. Pełna wielu niezwykłych historii z życia jak i historyjek z morałem, a także obalająca mity i bogata w niezwykle trafne wnioski wyciągnięte z życia. Czy można nazwać pana „polskim Bodo Schaferem MLM-u?”

Paweł Borecki: Czytałem oczywiście „Zasady zwycięstwa” Bodo Schafera. Czytałem również inne jego książki. Uwielbiam to, że jest praktykiem i że w tak jasny sposób dzieli się z nami swoimi doświadczeniami. Moimi innymi zachodnimi autorytetami są również John C. Maxwell, Antony Robbins, Steven Covey, Brian Tracy i Harv Eker. Ja jednak nie jestem Bodo Schaferem ani on nie jest mną. Ja nazywam się Paweł Borecki i jestem, jaki jestem. Ukochałem MLM, gdyż dobrze poznałem nieprawdopodobne zalety i wartości jakie daje MLM. Najważniejsze dla mnie jest budowanie dobrych relacji z ludźmi, a model wnoszenia wartości w ludzi dogłębnie mnie porusza. Jeżeli w dodatku moje zaangażowanie w ludzi nie tylko sprawia, że oni czują się lepiej, ale przynosi również dochody pasywne, to taki biznes w którym zarabiam nawet wtedy, kiedy śpię, jest prawdziwym biznesem marzeń. Rzeczywiście, czuję się powołany do bycia prawdziwym i dobrym autorytetem biznesu MLM nie tylko w Polsce.

Piotr Hoffmann: W książce wspomina pan o poziomie rentowności tego biznesu na poziomie dwóch spotkań dziennie. Wiele osób zastanawia się teraz pewnie, ile spotkań dziennie trzeba zrobić, aby znaleźć się w miejscu, w którym pan jest teraz…

Paweł Borecki: Kiedy pracowałem w ubezpieczeniach, zrekrutowałem i zatrudniłem na etacie ponad 150 osób. Zbudowałem dla Norwich Union najskuteczniejszy oddział w Polsce, który od początku istnienia aż do momentu kupienia firmy przez Sampo był liderem sprzedaży przynosząc przedsiębiorstwie najwyższe zyski. Skuteczność mojego oddziału poza wartościowymi szkoleniami i wnoszeniem w ludzi wartości podyktowana była wyznaczonym standardem ostrej pracy. Standard brzmiał: „Możesz tu bardzo dobrze zarobić, jeśli jesteś gotów ostro pracować. U nas wolno tylko bardzo dobrze zarabiać”. Podtekst naturalnie był zrozumiały – przyjmujemy tylko tych, którzy gotowi są ostro pracować. Co to znaczy ostro? Minimum trzy spotkania dziennie. Moi ludzie byli najlepiej zarabiającymi pracownikami w Polsce.

Zaczynasz funkcjonować w systemie network marketing i… przecież to biznes wolności. Pracujesz ile chcesz i kiedy chcesz. Niezła pułapka, co? W pracy tradycyjnej, gdy masz szefa nad sobą, zasuwasz tak, że iskry lecą. Jeśli codziennie nie wykonasz ostrej pracy, to po prostu wylatujesz. W MLM nie masz nad sobą szefa. Sponsor Cię grzecznie zachęca, żebyś jak najwięcej zarabiał. A Ty co? Łudzisz się często, że jeśli zrobisz dwa spotkania… na tydzień? to może wystarczy. Szkoda, że w MLM tak mało przenosimy produktywnych standardów z pracy na etacie, czy biznesu klasycznego. Teraz wyrażę się jasno: granica opłacalności i rentowności Twojego biznesu zaczyna się od dwóch spotkań każdego dnia. Dokładnie po dwóch latach zaangażowania w moim biznesie MLM zostałem wiceprezydentem – to jest najwyższy poziom w planie marketingowym firmy Akuna.

Kiedy chwyciłem dwa kalendarze z ostatnich dwóch lat pracy i policzyłem dokładnie liczbę odbytych spotkań, to mało co nie spadłem z krzesła. Średnia dzienna – nie licząc niedziel – wyszła mi dokładnie dwa.

Piotr Hoffmann: Po jakich wydarzeniach w pana życiu nastąpił moment, gdy nabrał pan pewności co do tego, że osiągnie pan w tym biznesie sukces?

Paweł Borecki: To bardzo ciekawe pytanie. Sugeruje ono, że musiały zaistnieć jakieś wydarzenia, które sprawiły, że osiągnąłem sukces – najwyższą pozycję w planie marketingowym i bardzo dobre pieniądze. A teraz wszystkich zaszokuję. Rzeczywiście, osiągnąłem po dwóch latach pozycję wiceprezydenta i to w dodatku w oparciu o najwyższe standardy, utrzymując rentowne organizacje. Jednak osiągnąwszy tę najwyższą pozycję w najlepszym stylu i zarabiając bardzo dobre pieniądze otwarcie powiem, że nie dorosłem do tej pozycji i tych pieniędzy. Dorosłem dopiero wtedy, kiedy wielu ludzi ode mnie odeszło. Tak, może nie to stało się moim sukcesem, że organizacja i pieniądze mi się skurczyły, ile moja na to reakcja. Dumny jestem z tego, że nikomu ani niczemu nie pozwoliłem, abym zwolnił tempo i gorzej się ze sobą poczuł. Moja reakcja na kryzys stała się podwaliną prawdziwego sukcesu. To, że odbudowałem organizację i że pieniądze wróciły, to jeszcze nic. Najważniejsze moje osiągnięcie jest takie, że nie zrezygnowałem z zaangażowania i że odbudowałem siebie. W wielu książkach czytałem, żeby się nie poddawać i że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Teraz to dokładnie poczułem w sercu. Zwielokrotnienie zaangażowania w obliczu kryzysu zmieniło skład mojej krwi. Stałem się silniejszy i niepokonany. W czasie największego kryzysu zostałem laureatem prestiżowego konkursu sprzedażowego o randze europejskiej Polish Natonal Sales Awards, jako Menedżer Roku 2009, tym samym zapoczątkowując udział przedstawicieli MLM w konkursie. Zbudowałem oddział mojej polskiej firmy za granicą, który w tej chwili jest oddzielnym przedstawicielstwem firmy matki z Kanady. Napisałem książkę: „Pułapki nie tylko w biznesie”, w której zawarłem najwartościowsze, nie tylko moje najbardziej użyteczne doświadczenia biznesowe. Ustabilizowałem moje życie prywatne. Moim sukcesem jest fakt osiągnięcia równowagi w życiu w sferze fizycznej, zawodowej , emocjonalnej, prywatnej i duchowej. Przestałem ponadto udawać tego, kim nie jestem. A wszystko to przez kryzys. Kiedyś czytałem, że kryzys w języku bodajże greckim oznacza szansę. Teraz to nie tylko zrozumiałem ale i głęboko poczułem. Ktoś by powiedział, że osiągnąłem sukces – mam równowagę. Tak, jednak to dopiero początek, bo droga sukcesu jest w ciągłej budowie i polega na wnoszeniu wartości. To jest moje prawdziwe powołanie. Tego się uczę. Uczę się naprawdę służyć. A moim największym sukcesem jest to, że jestem za wszystko prawdziwie wdzięczny.

Piotr Hoffmann: Napisał pan, że w 2004 roku rozpoczęła się pańska przygoda z Akuną. To już 11 lat. Jak może pan podsumować ten okres swojego życia?

Paweł Borecki: Wprawdzie flagowy produkt Alveo podobał mi się od początku, jednak firmę Akuna traktowałem jako dobre narzędzie do zarobienia pieniędzy. Przełom nastąpił, gdy poznałem bliżej prezesów firmy – Tomasza Kwolka i Bogusława Dudzika. Teraz dokładnie zdaję sobie sprawę, że trafiłem na najlepszych ludzi. Jakiś czas temu słyszałem stwierdzenie: „Patrz, kto ci płaci pieniądze”. Chodziło oczywiście o firmę. Teraz jednak mam konkretne dowody na to, jak ważne jest – kto jest właścicielem firmy. Czuję się po prostu bezpiecznie, że mam gwarancję stabilności i wypłacalności firmy. Legalnie i etycznie funkcjonujący partner, kierujący się uniwersalnymi wartościami daje poczucie spokoju wewnętrznego. Współpracować z firmą, która ma wspaniałą wizję rozwoju i stabilnego wzrostu i współtworzyć wartościową społeczność ludzi zorientowanych na jakość istnienia, to prawdziwa satysfakcja. Zarabiać przy okazji dobre pieniądze i cieszyć się rosnącymi dochodami pasywnymi, to jeszcze nic. Wielu na świecie ludzi ma pieniądze. Jeżeli miałbym podsumować 11 lat współpracy z Akuną to uznałbym za najważniejsze podniesienie mojej świadomości życia. Mimo, że jestem po AWF-ie, to dopiero w Akunie poznałem i zrozumiałem, jak ruch fizyczny ważny jest dla człowieka. Trochę wiedziałem na temat odżywiania, jednak to dopiero nauki odebrane w Akunie pozwoliły mi ustalić i zbilansować moją dietę.

Paweł BoreckiPaweł Borecki

Tutaj również utrwalam kierowanie się wartościami w działaniu i etyczne postępowanie. Tutaj uczę się być najlepszym mówcą i być użytecznym. Naszą rolą w Akunie jest rekomendowanie naturalnych suplementów diety. Sprawiając w ten sposób pozytywną różnicę w życiu innych ludzi czuję, że moje życie nabrało sensu. W Akunie i z Akuną po prostu czuję się dobrze. Skończyłem już 50 lat, a na spotkaniach ludzie nie dają mi czterdziestu. Te 11 lat w Akunie bardzo w tym pomogło. Jestem wdzięczny.

Piotr Hoffmann: Czy widząc młodych ludzi, którzy zaczynają swoją przygodę z tym biznesem, myśli sobie pan: „szkoda, że nie miałem tej szansy w ich wieku?”

Paweł Borecki: Ja, kiedy zacząłem interesować się systemem network marketing też byłem młody. Pomyśli pan sobie – to ja aż tyle lat muszę przeżyć, żeby osiągnąć sukces? Mam dla pana pewną rekomendację – proszę przyspieszyć proces uczenia się i doświadczania. Im więcej książek przeczyta pan i więcej doświadczy, tym szybciej osiągnie sukces. Proszę tylko pamiętać, że czym innym jest osiągnąć sukces a czymś zupełnie innym jest być sukcesem. Szczyt w MLM osiągnęło bardzo wielu. Niewielu jednak jeszcze go ma. Mają go tylko ci, którzy nim są. A większości już nie ma. Byli, jak spadające gwiazdy na niebie.

Żeby pan nie był taką supernową jaskrawą gwiazdą, która zaraz zgaśnie, proszę przyspieszyć proces uczenia się. Jeśli chce pan stać się sukcesem szybciej, nie trzeba podwajać działania. Trzeba je potroić.

Piotr Hoffmann: Gdy spotkaliśmy się pierwszy raz w Warszawie, polecił mi pan przesłuchanie filmu na Youtube, w którym występuje pan publicznie przed dystrybutorami firmy Akuna. Jak długo trzeba się przygotowywać i szkolić, by stać się tak dobrym mówcą jak pan?

Paweł Borecki: Zawsze imponowali mi ludzie, którzy przemawiali ze sceny. Kiedy pierwszy raz sam miałem krótką okazję przemówić do kilkuset zgromadzonych osób, to ze strachu po prostu popuściłem. To była prawdziwa plama. Ucząc się tego dalej wiedziałem, że muszę być dobrze przygotowany i mówić do rzeczy. Nadal moje wystąpienia nie były ciekawe. Jedynie moje wyuczone aktorstwo ratowało sytuację i na chwilę przyciągało uwagę widzów. Zastanawiałem się dlaczego mimo mojego przygotowania nie byłem najlepiej odbierany. Z pewnością przeszkadzało temu pragnienie tego, abym najlepiej wypadł. Ciekawe, że im większe miałem pragnienie lepszego odbioru, tym ten odbiór był słabszy.

Maciej Maciejewski & Paweł BoreckiMaciej Maciejewski & Paweł Borecki

Po kilku latach zorientowałem się, że nie wystarczy być dobrze przygotowanym i mówić do rzeczy. Trzeba jeszcze mówić do ludzi. Od tej pory zacząłem więcej mówić do ludzi. Więcej na nich patrzyłem, lepiej gestykulowałem, więcej się poruszałem na scenie i poprawiłem dykcję. Ten proces trwał ładnych parę lat, kiedy doskonaliłem się w przekazie. Byłem rzeczywiście coraz lepiej odbierany, jednak to nie był szczyt moich marzeń. Od dosłownie czterech lat , kiedy zrozumiałem i poczułem pewną rzecz, zaistniała prawdziwa metamorfoza w odbiorze moich wystąpień. Był zatem czas, kiedy przygotowany mówiłem do rzeczy. Nastąpił czas, kiedy zacząłem mówić do ludzi. A w pewnym momencie zrozumiałem dla kogo odbiorcy przyszli. Oni przyszli nie dla mnie, tylko dla siebie. Nie tak ważne jest co ja mam do powiedzenia ile jak oni to odbiorą. Może być dwóch mówców przekazujących te same treści, z których jeden jest dobrze, a drugi źle odbierany. Pierwszego mowa zrobi pozytywną różnicę, a drugiego nie. Zrozumiałem, że dobry mówca mniej koncentruje się na sobie, a więcej na innych. Mniej będzie się przejmował – jak wypadnie, a więcej – co zyskają odbiorcy.

Od momentu przewartościowania paradygmatów związanych z wystąpieniami, przeszedłem od mówienia do rzeczy przez mówienie do ludzi aż do mówienia DLA LUDZI. Od kiedy zadbałem o to, aby moje wystąpienia były utylitarne, odbiorcy chcieli mnie słuchać. Teraz za każdym razem zanim zacznę mówić, wpierw rozpoznaję moich słuchaczy. Dopiero po chwili zastanowienia i zrozumienia kim są odbiorcy i co byłoby dla nich najlepsze, rozpoczynam moją mowę. Proces stawania się dobrym mówcą nigdy się nie kończy, gdyż za każdym razem mam innych odbiorców.

Piotr Hoffmann: Zgodnie z zasadą Pareto 20% osób w MLM posiada 80% pieniędzy. Jaką radę dałby pan osobie, która chce znaleźć się w tej grupie 20% osób?

Paweł Borecki: Jeżeli chcesz mieć rezultaty, jakich inni nie mają, musisz robić to, czego inni nie robią. Jeżeli zrobisz przez parę lat to, czego inni nie będą chcieli, to będziesz mógł robić to, czego większość ludzi nie będzie mogła robić przez całe swoje życie. Mówię o tym, że i tak będziesz pracował. Pracuj zatem tak ostro przez parę lat, abyś stał się niezależny finansowo. Czy możesz? Tak. Na pewno. Nie koncentruj się jednak na odniesieniu korzyści. Koncentruj się na wnoszeniu wartości w życie innych ludzi.

Piotr Hoffmann: Wróćmy do pańskiej książki. Skąd w ogóle wziął się pomysł na jej napisanie?

Paweł Borecki: Myśl o napisaniu książki ewoluowała w mojej głowie od ośmiu lat, tj. od momentu, kiedy zostałem wiceprezydentem w Akuna Polska. Cieszyłem się powszechnym uznaniem, a moje wykłady przyciągały coraz większe rzesze ludzi. Odbierałem opinie wspaniałego mówcy. Zapragnąłem wówczas podzielić się, a nawet pomnożyć moim doświadczeniem na piśmie. W tym miejscu przyznam się do pewnej mojej słabości. To była myśl bardzo egoistyczna. Zapragnąłem napisać książkę dla własnej chwały. Czy ja myślałem, żeby była dobra dla ludzi? Tak. Jednak w dużo większej mierze myślałem o sobie i o moim własnym sukcesie. Dużo wody upłynęło i dużo musiało się wydarzyć, abym dorósł do myśli, że ważne jest jak ja mogę się czuć po napisaniu książki, jednak dużo, dużo ważniejsze jest – w jakim stopniu ta książka przyczyni się do poprawy życia czytelników.

Paweł BoreckiPaweł Borecki

Z perspektywy czasu z całą mocą stwierdzam, że do korzystnej zmiany myślenia nie tylko potrzebny był kryzys; on był niezbędny. Tak, to trudności napotkane na drodze związane z różnymi sytuacjami, innymi ludźmi, a przede wszystkim ze mną samym, pozwoliły zmienić mój sposób myślenia. Więcej zacząłem przejmować się innymi, a mniej sobą. Więcej myślałem o tym, jak mój wpływ może być bardziej użyteczny, a mniej o tym, jaką sam korzyść mogę odnieść. Z pozycji bycia interesującym przeszedłem na pozycję bycia zainteresowanym. Z głębokiego pragnienia aplauzu, przeszedłem na niekłamane pragnienie dodawania innym wartości. Gdy więcej zrozumiałem prawa przyrody, o których piszę, wstąpiło wówczas we mnie nieodparte pragnienie mojej użyteczności. Na tej kanwie rozpocząłem proces porządkowania moich myśli i notatek, aby docelowo powstała najbardziej użyteczna Dla Ludzi Książka.

Piotr Hoffmann: Jak pan wspomina okres pisania książki i jak to wyglądało w praktyce? Jak długo zajęło panu jej napisanie?

Paweł Borecki: Czas pisania książki był jednym z najpiękniejszych i najwartościowszych okresów mojego życia. W tym momencie najwięcej robiłem tego, co wcześniej było dla mnie rzadkie – więcej się zastanawiałem. Nie wiem, jak w przypadku innych autorów książek, ale w moim nie było tak, że pisałem to w jednym miejscu przy biurku. Mając laptopa ze sobą, pisałem w bardzo wielu miejscach: w hotelach, na statkach, restauracjach, kawiarniach, autobusach, pociągach, samolotach, a nawet w piwnicy. Książka zawsze była ze mną, bo tak naprawdę, to ja nią jestem.

Przeze mnie w książce przeczytasz natomiast o sobie. Tak, to nie jest tylko książka dla Ciebie. To jest książka o Tobie. Pisałem ją dwa lata. To były dwa lata intensywnego utożsamiania się z Tobą – Czytelnikiem. Wiedz jedną rzecz – książka napisana jest z szacunku do Ciebie. Czułem to do tego stopnia, że kiedy pisałem ją w domu czy hotelu przy biurku, to najlepiej, jak mogłem się ubierałem. Zawsze zakładałem czystą i uprasowaną koszulę i najlepsze lśniące buty. Tak, zakładałem buty, bo wyruszałem w podróż do Ciebie. Może komuś wyda się to śmieszne. Pomagało mi to jednak w utrzymaniu odpowiedniej energii wyrażającego szacunek do Czytelnika.

Teraz przeżywam podobny czas intensywnego porządkowania myśli, gdyż jestem w trakcie układania treści do drugiej książki. To jest po prostu ekscytujące. Cały czas jednak muszę sobie przypominać, że to Czytelnik jest najważniejszy. Człowiek, do którego kieruję moje myśli.

Piotr Hoffmann: Kiedy będziemy mogli przeczytać kolejną książkę pańskiego autorstwa i jakie tematy zamierza pan w niej poruszyć?

Paweł Borecki: Obecnie przeżywam ekscytujący czas zbierania materiałów do drugiej książki: „Pułapki nie tylko w relacjach”. Jestem dogłębnie zafascynowany mechanizmem tworzenia dobrych relacji międzyludzkich. Pragnę się moimi doświadczeniami i przemyśleniami podzielić wierząc w to, że będzie to dla ludzi bardzo użyteczne. Wiele fragmentów praktycznie już „na czysto” istnieje, jednak każdego dnia pojawiają się nowe myśli, które opóźniają czas fizycznego pisania całości. Moje życie szczęśliwie jeszcze bardziej przyspieszyło i dostarcza takich zdarzeń, z których opisania nie mogę zrezygnować. Wiele osób pyta już mnie o nią. Wolę jednak, aby w całości napisana i wydana była później, ale żeby była bardzo, bardzo wartościowa i stała się źródłem wspaniałych zmian na lepsze.

Piotr Hoffmann: A poza oczywiście swoją, jakie inne książki by pan polecił ludziom z branży MLM?

Paweł Borecki: Nie chcę polecać konkretnych autorów konkretnych książek z dwóch powodów. Po pierwsze jest to bardzo subiektywne i sugerowanie jednego autora byłoby niepotrzebnym niedocenieniem a nawet skreśleniem innego. Na pewno tego nie zrobię. Po drugie uważam że to, ile wyniesiemy z książki w większej mierze zależy od czytającego, niż od autora książki. Znam wiele przypadków osób, które bardzo mało wyniosły z rewelacyjnych książek, tak jak i wiele przypadków osób wynoszących wielkie nauki i korzyści ze słabszych, czy mniej uznanych książek. Pragnąc być w zgodzie ze sobą chcę jedną tylko książkę polecić, jako elementarz MLM. Jest to wg mnie obowiązkowa lektura dla początkującego w systemie network marketing a jest to „MLM. Marketing Wielopoziomowy” Johna Kalencha.

Piotr Hoffmann: Jak pan wyobraża sobie siebie, swoje życie i swój biznes za 5, 10, 20 lat?

Paweł Borecki: Odpowiem na to pytanie w czasie teraźniejszym, dobrze? Jestem szczęśliwy, gdyż wiem, jak wielki i wspaniały wpływ mam na tysiące, tysiące ludzi. Jestem pełen wspaniałej energii życiowej,
jestem zdrowy i bogaty nie tylko finansowo. Żyję na stałe w Polsce przy parku w Powsinie z ukochaną partnerką. Mam wspaniałe relacje z moimi dziećmi i ich rodzinami. Jestem wzorem sukcesu w Akunie. Jestem niezależny finansowo. Jestem uznanym autorytetem biznesu MLM tak w Polsce, jak i poza jej granicami. Jestem zapraszany w roli mówcy na duże seminaria na wszystkich kontynentach, dając świadectwo wspaniałości MLM. Jestem autorem czterech książek: „Pułapki nie tylko w biznesie”, „Pułapki nie tylko w relacjach”, „Pułapki nie tylko w zespole” i „Marketing fraktalny”. Otaczam się wspaniałymi ludźmi. Mam wielu oddanych przyjaciół. Tryskam energią. Jestem użyteczny. Jestem zawsze wdzięczny. Szczęśliwy…

Piotr Hoffmann: Dziękuję za rozmowę.