Powrót do strony głównej Napisz do redakcji
Network strategiaNetwork forum
Napisz do redakcjiRedakcjaRada programowaPatronatPrenumerataReklama
Megaboom Network MarketinguZapracować na dobry wizerunek

17.03.2008:
Firma Libertas rozwiązuje umowy. Czy to jeszcze jest marketing sieciowy?

Firma Libertas Sp. z o.o. jest w sprzedaży bezpośredniej firmą młodą. Działa na zasadach marketingu sieciowego, a w ofercie posiada urządzenia z zakresu wellness, przede wszystkim, cenione przez klientów aparaty do terapii światłem, które mają wspierać procesy obronne organizmu człowieka, poprawiać metabolizm i podnosić aktywność życiową.

Niestety, od menedżerów (niezależnych przedsiębiorców) współpracujących z Libertas otrzymujemy informacje mówiące o tym, że według nich firma na co dzień stosuje niezbyt profesjonalne i mało etyczne metody prowadzenia biznesu. Czy zgodne z prawem? Prawdopodobnie w najbliższym czasie zadecydują o tym sądy, albowiem jedna z liderek już wniosła pozew o wysokie odszkodowanie. Pozostali pewnie tylko czekają na wyrok w jej sprawie.

Sprzedaż bezpośrednia, a w szczególności marketing sieciowy różnią się między innymi tym od innych branż, że w networku istnieje możliwość zbudowania sieci współpracowników, a dzięki skumulowanej działalności takiej struktury sprzedawców, można pobierać nieograniczone i praktycznie pasywne prowizje. Firmy MLM często jako atrybut swojej działalności wymieniają aspekt gwarancji niezmienności planu marketingowego oraz podkreślają, że lider po zbudowaniu odpowiednio dużej i sprawnej organizacji, nawet kiedy zachoruje i nie jest zdolny do pracy, albo wyjedzie gdzieś na wczasy, to na jego konto i tak będą wpływały pieniądze. Branża szczyci się takimi atrybutami.

W takim razie, jak nazwać firmę, która z dnia na dzień, bez podania jakiegokolwiek powodu, rozwiązuje umowy o współpracy i wyrzuca menedżerów na zbity pysk? Czy to jeszcze jest marketing sieciowy?    

Kamil Podgórski działał w Libertas dwa lata. Umowę o współpracy rozwiązano z nim pod koniec 2007 roku:  - Byłem w szoku. Sądzę, że przez dwa lata wniosłem w tą firmę dużo i o to mam największy żal. Gdybym się nie wywiązywał z obowiązków menedżerskich albo złamał umowę o zakazie konkurencji to zrozumiałbym takie posunięcie firmy. Ale w tym przypadku, postępowanie Libertas jest wysoce nieetyczne i po takich doświadczeniach człowiek nie chce myśleć o współpracy z jakąkolwiek inną firmą MLM - powiedział nam Podgórski.

Pani już dziękujemy

Agnieszka Waszkowska z Białegostoku współpracowała z Libertas od października 2005 roku. Zgłosiła się do nas po tym, jak w październiku 2007 roku firma bez podania przyczyny rozwiązała z nią umowę o współpracy: - Przez te dwa lata poświęciłam się bardzo intensywnej pracy. Szybko zrobiłam najwyższy poziom menedżerski, a obrót mojej struktury co miesiąc wzrastał o 100%. Osiągałam już bardzo dobre zarobki. Gdy firma rozwiązała ze mną umowę, zostawiłam tam ponad 500 współpracowników. A przecież zgodnie z zasadami MLM od ich sprzedaży powinnam cały czas otrzymywać prowizje. Mogłabym zrozumieć sytuację, że firma marketingu sieciowego nie chce już współpracować z liderem, który np. działa jednocześnie w jakimś przedsięwzięciu konkurencyjnym i przeciąga tam ludzi. Ale ja nigdy czegoś takiego bym nie zrobiła - mówi zawiedziona menedżerka.

Dotarliśmy do kilku byłych oraz w dalszym ciągu współpracujących z Libertas przedsiębiorców, którzy dobrze pamiętają Agnieszkę Waszkowską. Wszystkie wypowiedzi o niej są zbieżne: - Agnieszka zrobiła w Libertasie niesamowitą robotę. Miała duże osiągnięcia. To co z nią zrobili jest bardzo nieetyczne i nieeleganckie - powiedział nam jeden z przedstawicieli firmy.

Co się dzieje z kasą?

Podczas rozmowy Waszkowska zwróciła nam uwagę na jeszcze jedną sprawę, która ją i innych współpracowników Libertas frapuje. Otóż, firma posiada system komputerowy, dzięki któremu współpracownik może sobie co miesiąc sprawdzać obrót osobistej struktury. Jednak działa on w ten sposób, że sprawdzając np. obrót dnia 2 października 2006 r. za wrzesień 2006 r. system wskazuje kwotę 300.000 zł i za taką sumę firma wypłaca prowizję. Natomiast, kiedy się sprawdza obrót za ten sam miesiąc (wrzesień 2006 r.) ale robi się to już miesiąc później - 2 listopada 2006 r. to system wskazuje, iż w miesiącu wrześniu 2006 r. obrót grupy wyniósł 380.000 zł. Według Agnieszki Waszkowskiej, nieścisłości te nie budziłyby kontrowersji, gdyby wykazane w systemie różnice obrotów sprzedaży były - nawet z miesięcznym opóźnieniem - wypłacane w postaci prowizji. Ale nie są wypłacane. Dlaczego tak jest i co się dzieje z prowizją wynikającą z różnicy kwot obrotu, która współpracownikom nie jest wypłacana?

Widziały gały, co brały

O kontrowersje dotyczące rozwiązywania umów i naliczania prowizji zapytaliśmy Zorana Djordjevića, prezesa zarządu Libertas Sp. z o.o. Oto jak nam odpisał: "Umowy o świadczenie usług promocyjnych oraz menedżerskich zostały wypowiedziane naszym byłym współpracownikom zgodnie z literą prawa oraz w poszanowaniu zasad etyki biznesowej. Przepis § 11 ust. 1 ww. umów jasno stanowi, iż "Umowa zawarta na czas nieokreślony może być rozwiązana przez każdą ze stron z uprzednim 7-dniowym wypowiedzeniem." I w taki sposób ww. umowy zostały wypowiedziane. Uważam, iż literalne brzmienie powyższego postanowienia nie wymaga dodatkowych wyjaśnień ze strony spółki Libertas. Jak może zauważyć każdy, nie ma tu enumeratywnie wymienionych przesłanek rozwiązania umowy czy też zapisu, iż w piśmie rozwiązującym umowę w tym trybie należy wskazać powody jej rozwiązania. Podpisując umowę, każdy z naszych współpracowników zapoznał się z jej treścią i świadomie zaakceptował jej postanowienia, godząc się na warunki współpracy w niej zawarte. Biorąc pod uwagę występującą na rynku powszechność tego rodzaju wypowiedzeń muszę przyznać, iż nie rozumiem powodów, dla których rozwiązaniu kilku umów przez naszą spółkę towarzyszy tak duże zainteresowanie.

Pragnę podkreślić, że prowizja, należąca do jednej z najwyższych na rynku, obliczana jest według tabeli obliczania prowizji, będącej integralną częścią umowy, a w przypadku wpłynięcia na rachunek bankowy Libertas wpłat dokonywanych przez kupujących już  po naliczeniu prowizji, wpłaty te zaliczane są do następnego okresu rozliczeniowego danego reprezentanta/menedżera."

Sprawę funkcjonowania systemu komputerowego, nadzorującego naliczanie prowizji skonsultowaliśmy ze specjalistą z Anglii, który jest odpowiedzialny za taki program w jednej z szanowanych i poważanych firm MLM. Powiedział nam, że: "Jest to możliwe. W niektórych miesiącach mogą następować różne korekty wynikające z błędnych lub niepełnych wprowadzeń danych w różnych krajach. Te nieścisłości są korygowane w następnych miesiącach. W naszej firmie też się zdarzają korekty poprzednich miesięcy, jest to jednak zawsze wyraźnie zaznaczone na bilansie miesięcznym i wypłacane. Poza tym, mało prawdopodobne jest, aby korekty nabierały ponad 20% rozmiarów. U nas w całkowitym obrocie takie korekty stanowią 0,25% całego obrotu, czyli korygowane są niewielkie błędy popełniane przez operatorów. Być może w danej firmie inne są zasady obliczeń i dokonuje się większych korekt, np. zwrot towarów w ustawowym terminie, ale w tym wypadku korekty byłyby raczej ujemne niż dodatnie. Sądzę, że żadna firma z podglądem on-line nie robi tak ewidentnych przekrętów. Powodem tych różnic musi być coś innego i zapewne zarząd tej firmy jest w stanie to wyjaśnić swoim partnerom."

W takim razie, dlaczego nie wyjaśnia? I dlaczego nie wypłaca pieniędzy wynikających z "błędów" w systemie? O komentarz w sprawie Libertas poprosiliśmy Mariana Poloka, członka Rady Programowej NETWORK magazynu, znawcę branży MLM: - Do tej pory nie spotkałem się z takim przypadkiem. Nie mogę w to uwierzyć. Należałoby bardzo wnikliwie przeanalizować takie zdarzenia, jeśli miały miejsce. Dla firmy, która dopuściłaby się takiej praktyki, byłaby to śmierć samobójcza. Dla byłych współpracowników zawsze pozostaje skierowanie sprawy do sądu.

Współpraca z każdą firmą oparta jest na podstawie dokładnie sprecyzowanej umowy. MLM jest systemem pracy o dobrze zdefiniowanej filozofii. Strategia budowania własnego zaplecza finansowego w MLM jest oparta na długoterminowości, partnerstwie i dziedziczeniu dorobku. Decyduje o tym bardzo wiele czynników, które należy dokładnie rozpoznać przy podejmowaniu decyzji o związaniu się z tą lub inną firmą. Niestety nie jest to łatwe. Wiele firm pozoruje system wielopoziomowego marketingu. Opiera swoją działalność na podstawie tych rewelacyjnych założeń, wykorzystuje wiele znamion systemu, ale działalność ukierunkowana jest na drenaż rynku, a nie na cel jakim jest budowanie niezależności zawodowej i finansowej swoich partnerów. To przykre, ale jedyną radą jest czujność. Jeżeli firma ma zapis w umowie, że może ją zerwać bez podania przyczyny, to jest to zapis, którego pod żadnym pozorem nie można akceptować. Jakie są intencje firmy, która dopuszcza się takich zapisów? Trzeba wiedzieć, że MLM to sprawiedliwy, skuteczny biznes dla każdego pod warunkiem, że jest oparty na zdrowych zasadach szczegółowo zdefiniowanych w umowie. Tym bardziej cieszy  mnie fakt, że magazyn weryfikuje rynek i wskazuje na takie niedopuszczalne praktyki. Jest to potrzebne tak samo jak edukacja, edukacja, edukacja - powiedział Marian Polok.

Zasada równości stron umowy

A oto komentarz Eweliny Gramali i Marka Chmielarza z kancelarii Arbitra Sp. z o.o.: "Większość umów podpisywanych przez przedstawicieli/menedżerów z firmami działającymi w systemie marketingu sieciowego, to umowa o współpracy pomiędzy dwoma podmiotami gospodarczymi. Co prócz podstawowych warunków współpracy znajdzie się w takiej umowie, zależy od obu stron. Każda ze stron powinna zabezpieczyć się na ewentualne zdarzenia w przyszłości, niekorzystne dla jednej z nich. Tu można się wręcz założyć, iż firma matka, takie zabezpieczenia w tej umowie będzie posiadać. Jest to oczywiście działanie niezgodne z zasadą równości stron umowy. W przypadku braku odpowiednich zabezpieczeń, przedstawiciel może narazić się na różnego rodzaju  pułapki  umowy, ponieważ może się w niej znajdować
np. zapis o natychmiastowym rozwiązaniu umowy, bez podania przyczyny. Taki zapis może go pozbawić np. kilkuletniej pracy w budowaniu bazy sprzedawców, dzięki którym co miesiąc otrzymuje odpowiednio wysoką prowizję. Dopisanie odpowiedniego punktu czy paragrafu, w którym będzie się znajdować zapis o zabezpieczeniu jego interesów, w postaci wypłaty prowizji od zbudowanej przez siebie struktury np. przez rok od ustania umowy, pozwoliłby na uniknięcie pozbawienia siebie takowych należności. Zachowanie tajemnicy i zakaz konkurencji po ustaniu umowy również powinien być wyrażony w konkretnym czasie i powiązany z odpowiednim odszkodowaniem dla przedstawiciela."

Wypowiedź prezesa Libertas wskazuje na to, że firma rozwiązuje umowy ponieważ je rozwiązuje. Bo taki jest zapis w umowie i tak może zrobić. Informujemy więc, iż zamieszczamy firmę Libertas Sp. z o.o. na naszej "Liście antyfirm network marketingowych i sprzedaży bezpośredniej". Nie będziemy się tłumaczyć dlaczego. Uważamy, iż literalne brzmienie powyższego postanowienia nie wymaga dodatkowych wyjaśnień ze strony NETWORK magazynu. Jak może zauważyć każdy, nie ma tu enumeratywnie wymienionych przesłanek do zamieszczenia firmy na czarnej liście czy też zapisu, iż należy wskazać powody takiego postępowania.

Decydując się na zainicjowanie przedsiębiorstwa, każdy świadomie akceptuje ogólnie przyjęte zasady moralno-etyczne stosowane w biznesie, jak i w stosunkach międzyludzkich. A do wszystkich Czytelników ponownie zwracamy się z prośbą o dokładną analizę umów i innych ważnych dokumentów przed ich podpisaniem. Niektóre imiona i nazwiska zostały zmienione.

(Maciej Maciejewski)
 
     
     
 

Copyright © 4Media Publisher Wydawnictwo Prasowe 2004 - 2007
• Wszelkie Prawa Zastrzeżone •
• All Rights Reserved •