Tam, przez blisko sześć godzin, mistrz branży sprzedaży bezpośredniej i marketingu sieciowego – Michael Strachowitz, przekazywał swoje wieloletnie doświadczenie, zgromadzonym w hotelu szczęśliwcom. „Konwent ludzi sukcesu” zorganizowany przez firmę EFG wyzwolił tak wielkie pokłady energii, że z pewnością wystarczyłoby jej do wytworzenia nie jednej bomby atomowej, a w zasadzie „bomby networkowej”. Na jej wybuchu z pewnością skorzystali obecni tego dnia w Warszawie adepci biznesu MLM (10 z nich wyłonił „wąsaty” konkurs zorganizowany przez „Network Magazyn”: www.networkmagazyn.pl/michael_strachowitz_w_warszawie).

Słowem wstępu Michael Strachowitz przedstawił historię network marketingu. Opowiedział o powstaniu w Stanach Zjednoczonych samej idei tego biznesu, co miało miejsce w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wspomniał również o słynnej rozprawie sądowej z roku 1979, kiedy to marketing sieciowy – po wcześniejszych zarzutach nielegalności – został prawomocnie uznany za legalny system pozyskiwania pieniędzy. W pierwszych czterech latach obroty firm opartych na działalności sieciowej przekroczyły granicę 20 milionów dolarów i od tego czasu z roku na rok są coraz większe. Kontynuując wyjaśnił krótko, dlaczego MLM jest najpewniejszym obecnie sposobem zarabiania. Otóż:

Nie działając można być w przyszłości pewnym tylko jednego – niepewności. Podkreślił również, że najwięcej o pieniądzach mówią ci, którzy ich nie mają.

Następnie Strachowitz zaprezentował, jak najczęściej wyglądają początki działalności w branży. Przede wszystkim należy wytrenować w sobie empatię, żeby wyzbyć się złego nastawienia pod tytułem: „jak pojawi się kasa, to zacznę pomagać ludziom”. Jego zdaniem trzeba pomagać już od samego początku, bo powtarzając te same rzeczy wiele razy dobrze, w końcu przyjdzie sukces. Nie można także traktować MLM wyłącznie jako biznesu produktu, ponieważ jest to biznes, który robi się z ludźmi. Nie wypada za długo rozwodzić się nad asortymentem firmy:

Jeśli ludzie kupią Ciebie, produkt pójdzie automatycznie. A dodatkowo mając ten biznes w sercu, będzie można osiągnąć wszystko.

I Michael nie miał tu na myśli wyłącznie pieniędzy. Po przerwie gość specjalny szkolenia zaznajomił zgromadzonych z teorią wielkich liczb, której dowodem byli obecni na sali menedżerowie. Mianowicie, zaledwie jedna trzecia z jednej trzeciej stanie się liderami, czyli jedna na dziewięć zasponsorowanych przez nas osób osiągnie w network marketingu sukces. Radą Michaela jest więc bezpośrednie wprowadzenie trzystu osób. 10% z nich będzie dobra, jeśli zajmiemy się nimi porządnie od samego początku, a tylko 5% jeśli nie potrafilibyśmy udźwignąć ciężaru wzięcia ich pod swoje skrzydła. Jeśli po wpisaniu nowej osoby do struktury stoimy z założonymi rękoma, tracimy więc dwukrotnie.

Zgodnie ze statystykami Strachowitza, wprowadzenie 300 osób wymaga 5 tysięcy intryg oraz przeprowadzenia blisko 1000 spotkań. W sumie daje to usłyszenie około 4500 odmów, gdzie w finalnym wyniku każda z nich wygeneruje zarobek rzędu 2700 €. Nie należy więc w żadnym wypadku traktować negatywów jako porażek! Zwłaszcza, że tak ogromną liczbę razy słowo „NIE” usłyszał onegdaj sam Michael. W kolejnym bloku tematycznym mistrz opowiedział o pracy i zadaniach dobrego lidera. Nie można zakładać, że nowi nie domyślą się wielu rzeczy, gdyż:

Grupa nie duplikuje tego co mówisz, tylko to co robisz. Ludzie patrzą, a nie słuchają.

Nie wolno więc wymagać od nikogo czegoś, czego nie robi się samemu. Skuteczni liderzy robią codziennie to, o czym mówią swojej grupie, dlatego pokazując to, czego się dokonało, będzie można spodziewać się zduplikowania podobnych rezultatów i osiągnięć. Należy więc nałożyć sobie jakąś prędkość minimalną (np. 1 nowa osoba tygodniowo) i dbać o jej edukację i rozwój. W przeciwnym razie zbyt mała prędkość spowoduje brak stabilności i w efekcie upadek, zupełnie jak podczas jazdy na rowerze. Dodatkowo, nic tak nie zmotywuje jak grupa nowych ludzi w strukturze, z którymi wypada się skontaktować i przedstawić, nawet jeśli mówimy o wielu liniach w dół. W końcu każdy z nas był kiedyś na początku drogi.

Na zakończenie rozmów, po obiadowym okienku, Michael skupił się na odpowiadaniu na pytania, o których spisanie poprosił przed konsumpcją posiłku. Tutaj pytającym udało się wyciągnąć parę faktów z życia prywatnego mówcy. Jak wyglądał jego start w biznesie? Po pierwsze spróbował wprowadzić swojego starszego brata, który przez 4h spotkania wymienił mu wszystkie możliwe argumenty na „NIE”. Miał więc od początku doskonałą naukę, ponieważ w przyszłości już nic nie mogło go zaskoczyć – „każda z odmów uczy”. Opowiedział także jak działał cały system, kiedy nie było internetu i telefonów komórkowych, gdzie trzeba było wysyłać wszystko listownie. Nie zabrakło pytań dotyczących motywacji, sposobów proponowania komuś biznesu czy szans osiągnięcia sukcesu w naszym kraju. To ostatnie Michael skwitował zdaniem:

W Polsce masz 40 milionów ludzi, więc czym jest nędzna liczba 20 liderów do znalezienia?

Z pewnością każdy ze szkolących się tego dnia w Marriottcie zgodzi się z wcześniejszą zapowiedzią „Network Magazynu”, iż Michael Strachowitz należy do czołówki mówców świata. Oprócz ogromu przekazanej wiedzy, sala regularnie wybuchała śmiechem. Połączenie humoru z cennymi wskazówkami wydaje się idealnym sposobem do zdobycia sympatii wśród wszystkich słuchaczy, a po spotkaniu z Michaelem staje się jasne, że jego niewiarygodny sukces nie jest w żadnym stopniu dziełem przypadku. Taki gość po prostu całym sobą prezentuje postawę niekwestionowanego zwycięzcy. Całość entuzjastycznie prezentowana była w języku angielskim, zaś za tłumaczenie odpowiedzialny był nie kto inny, jak Tomasz Kućma, znany ze swojego głosu lektor audiobooków z zakresu rozwoju osobistego.

Wykład bez wątpienia pozostanie na długo w pamięci menedżerów i zapewne przez wiele, wiele miesięcy będzie przytaczany nieobecnym podczas wybuchu „tej networkowej bomby”. Fala uderzeniowa po wizycie Michaela Strachowitza dosięgnie wielu miast w całej Polsce. Na zakończenie przytoczę jedno z ważniejszych zdań, które tego dnia usłyszałem:

Nie firma, nie produkt i nie system doprowadzi Cię do sukcesu. Tylko Ty sam jesteś za niego odpowiedzialny.

Maria Baranowska & Michael StrachowitzMaria Baranowska & Michael Strachowitz

Komentarz Marii Baranowskiej, uczestniczki tego szkolenia, która wygrała bilet dzięki naszemu konkursowi: – Wstałam w niedzielę o 5.00 rano. Za oknem jeszcze ciemno. Rodzina śpi. Zaparzyłam świeżą kawę. Wypiłam i poszłam na pociąg. Z lekkim podnieceniem wysiadłam na dworcu centralnym i pospieszyłam w stronę Marriotta. Jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka. Na szkoleniu u Michaela byłam pierwszy raz. To był najcudowniejszy „pierwszy raz” w moim życiu. Krótko: pełen profesjonalizm, prostota, klarowność, a wszystko z wyczuciem i humorem. Nie wiem, kiedy minęło 6 godzin szkolenia, ale wiem jedno, że chcę więcej!!! Więcej od siebie! Więcej od życia i swojego biznesu! I częściej z Michaelem. Wszyscy Ci, którzy „siedzą” w MLM tak długo, że chcą słyszeć tylko pochwały na swój temat i wyobrażać sobie sytuacje od „jeżdżę nowiutkim Porsche” po „siusiak mi już urósł tak, że nie mieści się w spodniach, a ego nie mieści się w futrynie drzwi”, powinni być na tym szkoleniu, żeby przypomnieć sobie fakt, iż biznes MLM wynagradza hojnie tych, którzy dają z siebie innym, a nie tylko biorą.

Michael Strachowitz karierę w marketingu sieciowym rozpoczął w roku 1977. W ciągu 5 lat razem ze swoją żoną Gabriele zbudował działającą w całej Europie organizację, liczącą ponad 22 000 partnerów, którzy po dziś dzień wykonują tę profesję jako dodatkowe lub główne zajęcie. Od końca lat 80 poprzedniego stulecia działa wyłącznie jako doradca, trener, referent i coach w zakresie sprzedaży bezpośredniej i network marketingu. Już ponad sto tysięcy partnerów dystrybucyjnych różnych firm i organizacji z 17 krajów Europy czerpało korzyści z jego fachowych i solidnych wykładów. Do klientów Strachowitza należą wszystkie wiodące firmy MLM na świecie, doceniając jego niesamowitą wiedzę i ożywczy humor. Jest autorem takich bestsellerów o MLM, jak: „Das alltägliche Gift” oraz „Die Basics”. Jego pierwsza książka wydana w języku polskim to „Trucizna dnia powszedniego. Wrogowie sukcesu”. Więcej komentarzy na temat tej książki, napisanych przez menedżerów, którzy już ją przeczytali, znajdziesz w tym miejscu: www.biznesfan.pl.

(Foto: Paweł Borecki)