Czy praca w każdym zawodzie, w jakiejkolwiek branży gwarantuje człowiekowi podobne efekty i sukces, jaki odniosła Marzena Demczuk? Czy jeśli człowiek bardzo pragnie, aby jego marzenia się spełniły i robi w tym kierunku wszystko, to może zrealizować swoje cele bez względu na fakt, w jakim biznesie jest zatrudniony lub prowadzi firmę? Z pewnością nie. Jestem pewien, że gdyby Marzena nie zdecydowała się na swój pierwszy krok w sprzedaży bezpośredniej, a potem nie porzuciła pracy w firmie tradycyjnej na rzecz kariery w marketingu sieciowym, to dzisiaj pewnie wciąż byłaby jednym z milionów "polskich zombie" - więźniem niewolniczego systemu pracy etatowej. Bez pieniędzy, bez szansy na podwyżkę pensji, na rozwój intelektualny, awans...
Gdyby nie postanowiła z dnia na dzień zostać sprzedawcą, jaką przyszłość byłaby w stanie zapewnić swojej rodzinie? Jak myślicie? Czy za zwykłą pensję mogłaby zabrać swoich bliskich na eskapadę do Kenii, pokazać im Safari i Kilimandżaro? Marzena Demczuk jest kolejnym przykładem na to, iż w network marketingu wszystko dla każdego jest możliwe. Wystarczy CHCIEĆ. Przecież każdy może znaleźć dla siebie odpowiednią firmę MLM i zrobić to, czego w niespełna 2 lata dokonała Marzena. Trzeba marzyć i po prostu CHCIEĆ te marzenia realizować.
Pracując na etacie czułam się zwykłym trutniem.
Figurantem, który się uwstecznia.
Widziałam, że ta praca nie daje mi możliwości rozwoju.
Marzena Demczuk w firmie Colway jest uznawana za synonim konsekwencji i wytrwałości. To kobieta, której czyny bez wątpienia stanowią dowód na to, iż nawet w Polsce, dzięki ciężkiej pracy, odwadze i stanowczości w tym co się robi, przy pomocy marketingu sieciowego można osiągnąć postawione sobie w życiu cele. Można mieć szczęśliwą rodzinę, pracę, pieniądze... Dużo pieniędzy. Można realizować marzenia, o których w młodości śni każdy z nas: dobry samochód, dalekie podróże, piękny, duży dom, wybudowany w malowniczym miejscu.
Zanim zajęła się marketingiem sieciowym pracowała w restauracji. Porzuciła etat, aby zostać sprzedawcą bezpośrednim, oferując swoim klientom odkurzacze, filtry do wody, a nawet urządzenia do kąpieli. W ten sposób poznała metody i techniki sprzedaży, nabyła doświadczenie niezbędne do pracy w tym fachu. Po kilku latach sukcesów w sprzedaży bezpośredniej, Marzena znów podjęła się pracy na etacie, co szybko okazało się tragicznym posunięciem dla całej jej rodziny. Firma, w której się zatrudniła, z dnia na dzień chyliła się ku upadkowi, a w portfelach i lodówce Demczuków pojawiły się pustki. - Tak, to wtedy naprawdę usłyszałam, jak bieda piszczy i zobaczyłam jak strach zagląda w oczy - wspomina Marzena. Na ratunek przybył Jarosław Zych, którego znała wcześniej, a teraz pojawił się w życiu Marzeny z całkiem nowym pomysłem na biznes. Po pierwszym spotkaniu, dwa lata temu, miała mieszane uczucia, kiedy ten jeden z inicjatorów młodziutkiej firmy Colway zaproponował jej współpracę. Zastanawiała się: czy aby na pewno kosmetyk jest tym produktem, dzięki któremu można w MLM zrobić karierę? Zaufała jednak przyjacielowi i szybko stała się podwaliną oraz motorem napędowym całego przedsięwzięcia. Po czterech miesiącach współpracy z firmą odebrała prowizję w wysokości 12 000 zł. Po ośmiu miesiącach już 37 000 zł, a jej obroty i dochody sukcesywnie wzrastają nadal. Obecnie w jej strukturach pracuje ok. 25 000 sprzedawców.
Maciej Maciejewski: Jakie wrażenia pozostawiła w Pani pamięci praca na etacie?
Marzena Demczuk: W przeciwieństwie do ok. 2 milionów bezrobotnych Polaków, praca na etacie jest ostatnią rzeczą, o której teraz marzę. Pracując na etacie czułam się zwykłym trutniem. Figurantem, który się uwstecznia. Widziałam, że ta praca nie daje mi możliwości rozwoju. Pracując w restauracji, choć miałam dobre stanowisko, nie mogłam osiągnąć nic poza tym, co mi dano, choćbym ciężko pracowała do końca życia. Wolny dzień czy urlop można było wziąć tylko wtedy, kiedy mi na to pozwolono, a nie lubię jeździć na wakacje np. w październiku. Poza tym, to był absolutny brak wpływu na wysokość zarobków. Ciągle ci sami ludzie, te same twarze. Biurko, komputer, kawa. Nuda. Jak w polskim filmie. Było ciężko, ale traktuję ten epizod jako doświadczenie życiowe, które pozwoliło mi docenić to, co mam teraz. Zawsze chciałam czegoś więcej.
Dlatego zaczęła Pani działać w network marketingu?
Do marketingu sieciowego przyszłam ze strachu. Ze strachu przed biedą, przed rozpadem rodziny. Przyszłam ze strachu, który był konsekwencją braku pieniędzy.
Ludzie biedni mają zablokowane mózgi.
Im nikt nie powiedział, że niekoniecznie trzeba być biedakiem,
że można być bogatym.







