Marzena SrokaMarzena Sroka

Jak powiedziałaby Marzena Amerykanka: „I used to wear many hats in my life” – i w wielu kapeluszach było jej ładnie i wygodnie… „Robiło się w życiu to i owo, a wszystko jedno czym to nie było, zawsze starałam się być w tym dobra i rzetelna. Byłam nawet wykładowcą na wyższej uczelni w USA, czego nigdy bym po sobie nie podejrzewała. Ale na szczęście krótko bo system MLM wygrał. Zobaczyłam wtedy na własne oczy, że studenci naprawdę potrafią marnować swoje talenty i czas. Ale dowiedziałam się również, że właściwie to lubię uczyć innych” – wyznała mi podczas luźnej rozmowy przy kawie.

Od 24 lat Marzena Sroka jest żoną tego samego męża, co uważa za ich wspólny sukces w tym zwariowanym świecie i jest za to Sebastianowi naprawdę wdzięczna. Mają córkę Ewę, która jest już dorosłą, przepiękną i zdolną kobietą, pięcioletniego syna Kacperka oraz kilkuletnią wyżlicę weimarską Yumę, cudownie dopełniającą ich nietuzinkową rodzinę.

Studia rozpoczęła we Wrocławiu, ale ostatecznie ukończyła krakowską Akademię Sztuk Pięknych na wydziale architektury wnętrz. Z wymogu chwili i rozsądku – jak sama tłumaczy. „Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, choć dyplom obroniłam z wyróżnieniem i medalem rektora. Długo by opowiadać o moich perypetiach, ale możliwość powrotu na studia była jednym z powodów dynamicznego – bo z determinacją – budowania biznesu Forever przez mamę mojego męża Sebastiana, czyli Bogumiłę Srokę. Ale o tym może później…

W moim życiorysie pojawił się również epizod studiów podyplomowych na wydziale produkcji filmowej i telewizyjnej w łódzkiej Szkole Filmowej. To również była potrzeba chwili młodej, twórczej grupy przyjaciół-idealistów. Jednak jeszcze przed obroną dyplomu wyjechałam z rodziną do Stanów Zjednoczonych i zostaliśmy tam 16 lat. To w USA dowiedziałam się na czym polega zawód architekta wnętrz, zdobyłam odpowiednią wiedzę i umiejętności, znalazłam dla siebie konkretną firmę architektoniczną, gdzie wrzucono mnie na głęboką wodę, ale gdzie dano mi również wiele okazji do wyjścia poza ramy typowych obowiązków. Jeżeli można było podwyższać poprzeczkę, robiłam to z błogosławieństwem moich szefów i ku uciesze mojej własnej. Chyba dzięki temu, że wierzono we mnie, całkowicie szybko zdałam dość trudny egzamin NCIDQ – to amerykański certyfikat kwalifikujący do używania tytułu architekta wnętrz.

Marzena SrokaMarzena Sroka

Wtedy dopiero rozkochałam się w swoim zawodzie. Byłam bardzo dobrze wynagradzana, uwielbiałam swoją pracę od ósmej do szesnastej i często poza godzinami, lecz bez nadgodzin. Uwielbiałam swoją szefową, swój team i projekty, nad którymi pracowałam, ale cała reszta, wszystko co się działo ponad to pomału zaczęło mi otwierać oczy i zdecydowałam się po prostu rzucić tę robotę. Tak zwany „szklany sufit”, zakorzenianie się w miejscu dla tak zwanej kariery, brak perspektyw na zgodny z moimi przekonaniami i potrzebami rozwój rodziny, idiotyczna polityka urlopowa typu „jeden tydzień na raz”, brak urlopów macierzyńskich i wychowawczych oraz perspektywa siedzenia „na tym samym krześle” do siedemdziesiątki – to wszystko zweryfikowało mój pogląd na pracę zawodową.

I proszę mi uwierzyć… Amerykańskie emerytury są jeszcze bardziej żałosne niż polski ZUS.

W ten sposób zakończyła się jej piękna kariera. Miesięczne wypowiedzenie, przeprowadzka ze wschodniego wybrzeża do Arizony, postaranie się wreszcie o drugie dziecko i rozpoczęcie nauki biznesu MLM – decyzja zweryfikowana przez samo życie. O tej zmianie zdecydowała potrzeba poczucia się człowiekiem prawdziwie wolnym. Ani nie pieniądze, ani nie „widzimisię”, ale potrzeba nieuwiązania się do miejsca i okoliczności, potrzeba możności decydowania jak spędzę każdy swój dzień pomogła mi zrezygnować z tego, o co pracowałam tak ciężko przez wiele lat. I to nieuwiązanie umożliwia dużo łatwiejsze podejmowanie decyzji takich jak przeprowadzka z powrotem do Polski. MLM naprawdę daje wolność. i nie mówię tu o wolności finansowej wyłącznie…” Tak Marzena wspomina swoją przygodę z American Dream. Ale przejdźmy do puenty. Teraz poproszę o samo gęste…

Maciej Maciejewski: W jakich okolicznościach dowiedziała się pani o systemie MLM i jaka była pani pierwsza reakcja na tego typu informacje?

Marzena Sroka: Zjawisko sprzedaży bezpośredniej dopadło mnie w 1991 roku, na pierwszym roku studiów. Zaproszono mnie na spotkanie w akademiku, w którym mieszkałam. Nie miałam pojęcia co to jest marketing sieciowy, o co w nim chodzi i co mam z tym zrobić; prelegent był bardzo dobrze przygotowanym, inteligentnym, młodym człowiekiem, słuchałam go jakby pojawił się z innego świata i nakręcił mnie wystarczająco mocno, aby nie spać w nocy i żebym pełna nadziei pojawiła się następnego dnia na dużym spotkaniu w jakiejś wrocławskiej hali sportowej. Wszystko byłoby pięknie, gdyby jeszcze powiedzieli mi co mam robić z taką ilością koncentratów do czyszczenia i komu mam proponować tak drogie proszki do prania. Mój wszechświat zaczynał i kończył się na akademiku, gdzie połowa studentów polegała na stypendium socjalnym i gdzie zwykłe mydło każdemu zupełnie wystarczało.

Sprzedaż bezpośrednia – nie marketing sieciowy, ani nawet nie MLM (ja osobiście rozróżniam te terminy) – bo kładziono nacisk na sprzedaż i używanie samemu proponowanego produktu, nie miała żadnych szans powodzenia w moim przypadku. Po prostu ta konkretna firma i jej oferta nie była odpowiednia dla ludzi, których wtedy znałam. Ja chyba nawet nie podzieliłam się z rodziną swoimi wrażeniami z nieudanej randki z wielką, amerykańska firmą. Chyba było mi głupio samej przed sobą, że pomyślałam przez chwilę, iż mogę zacząć zarabiać duże pieniądze; ale licho nie spało, był to okres bujnego rozkwitu marketingu sieciowego w Polsce i w mojej rodzinie tak czy inaczej temat MLM pojawił się niedługo po tym moim wrocławskim epizodzie.

Maciej Maciejewski: Czy dziś można powiedzieć, że dla Was jest to biznes rodzinny?

Marzena Sroka: MLM pojawił się w naszej rodzinie w postaci jednej, potem drugiej polskiej firmy, obie zresztą funkcjonowały bardzo krótko i rozpadły się zostawiając ludzi rozczarowanych i bez pieniędzy. Determinacja, upór, potrzeba pomocy innym i prawdziwa fascynacja produktami podyktowały mamie mojego męża, Bogumile Sroce, związanie się w 1994 roku z trzecią firmą, która właśnie próbowała zadomowić się na polskim rynku. Mówię oczywiście o Forever Living Products. Wyniki finansowe pojawiły się naprawdę bardzo szybko, nigdy nie było cienia wątpliwości czy to jest dobra, rzetelna firma i czy produkt można z czystym sumieniem proponować innym. Do Forever nie trzeba było się przekonywać i od tamtego czasu jest częścią życia całej naszej rodziny.

Od tamtego czasu używam większości naszych własnych produktów dlatego. że służą nam wyśmienicie. Sukces firmy network marketingowej jest pewny, jeśli jego dystrybutorzy rzeczywiście chcą i używają jej produkty na co dzień. Produkty, które i tak muszą być kupione dla rodziny do codziennego użytku, bez kreowania sztucznych potrzeb i uczenia klientów nowych nawyków, co zazwyczaj ma krótkie nogi i szybko pada z zadyszki.

Marzena SrokaMarzena Sroka

Mój biznes zaczął się właśnie wtedy od używania produktów. Od tamtego czasu nigdy nie kupiłam innego dezodorantu, pasty do zębów czy mydła, jestem najlepszym klientem swojej własnej firmy. I właśnie na sile dobrego produktu, do którego wciąż się wraca, przy nieocenionej roli i pomocy mojej teściowej, już wtedy liderki Forever w Polsce, zbudowałyśmy nasze pierwsze struktury w Stanach Zjednoczonych. Byłam wtedy jeszcze na studiach, broniłam się rękami i nogami przed pracą z Forever, ale te pierwsze moje grupy w USA właśnie wtedy powstały. I wciąż zbieramy plony z ich zbudowania. Oo dwudziestu latach.

Plan marketingowy Forever pozwala na elastyczność i nie karze za brak aktywności, jeśli taki jest mój wybór; pozwala na budowanie biznesu w ponad 160 krajach świata, z czego nasza rodzina korzysta od samego początku – i dzięki temu osiągnęłam to, na czym mi zależało najbardziej. Na wolności.

Maciej Maciejewski: Co pani osiągnęła dzięki tej branży i dzięki firmie Forever?

Marzena Sroka: Dziś jestem senior managerem, właścicielem biznesu Forever, jestem fanką systemu MLM. Potrzebowałam wielu lat, aby aktywnie zacząć pracować, ale z takimi rodzinnymi tradycjami, z taką teściową i z taką osobistą potrzebą, żeby być nieprzymuszaną do niczego – nie miałam po prostu wyjścia. Bardzo dobrze się czuję w szkoleniach marketingowych, czyli w uczeniu innych rozumienia planu marketingowego, specyfiki Forever i zarabiania z tą firmą, ale również odkryłam w sobie prawdziwą pasję w prowadzeniu szkoleń produktowych i pokazywania ludziom jak mogą czerpać korzyści z oferty firmy.

Moim dużym osiągnięciem było zdobycie w Stanach Zjednoczonych „Certyfikatu Specjalisty Odżywiania, Zdrowia i Diety” po to, aby jeszcze lepiej pomagać swoim klientom detalicznym i naszym grupom w poznaniu i stosowaniu naszych produktów, bo Forever ma również szeroką ofertę suplementów diety i wyrobów na bazie aloe vera. Zdobywanie nowej wiedzy, rozwój pasji i zainteresowań, zmiana stylu życia i wreszcie profesjonalne wzrastanie oraz rozwój osobisty – to chyba najważniejsze sfery życia, które – mogę przyznać – rozwijam dzięki Forever. I to uważam za największe moje osiągnięcie.

Awanse na coraz wyższe poziomy w planie marketingu i pieniądze idą za zaangażowaniem, ale świadomość, że dzięki swojemu skromnemu groszowi, który dorzucam jako szkoleniowiec przyczyniam się choć w części do rozwoju firmy w Polsce, daje mi największą satysfakcję.

Maciej Maciejewski: Na czym polega fenomen sukcesu Forever?

Marzena Sroka: Znam kilka amerykańskich firm oferujących pachnące produkty i premie za rozwój sieci klientów w postaci tychże produktów, nie w postaci gotówki. Choć jest ich wiele, są bardzo popularne w USA i są dobrze przyjmowane oraz lubiane przez statystycznego członka społeczeństwa, to ja nie uważam ich za firmy, na których można oprzeć swój budżet domowy. Są po prostu systemami rozprowadzania produktów. Produktów zazwyczaj dobrych, ale niekoniecznie potrzebnych do życia, co nakłada na dystrybutorów przymus kreowania potrzeb lub bezustannego szukania nowych klientów. Nie są to firmy, z którymi wiązałabym jakiekolwiek oczekiwania finansowe.

Produkty potrzebne i zużywalne, używane tak czy inaczej przez wszystkich ludzi, na które w każdym budżecie domowym jest i tak miejsce, produkty o najwyższej jakości – to jest podstawa i solidny fundament mocnego biznesu na lata.

Powracający i zadowolony klient jest kluczem do łatwego rozwoju stałej bazy klientów detalicznych i bazy FBO (skrót od Forever Business Owner – Właściciel Biznesu Forever) w naszych grupach, którzy tylko zaopatrują się w produkty firmy korzystając z upustów, czyli tańszych, preferencyjnych cen. Zadowolony klient, bo mający 100% gwarancję satysfakcji, czyli obietnicę zadowolenia z produktu lub całkowity zwrot wydanych pieniędzy to podstawowy plus. Jest to duży ukłon firmy w nasza stronę, w stronę osób oferujących produkty. Daje nam to pewność co do jakości naszej oferty, pewność, że nie zostawiamy za sobą klientów rozczarowanych produktem. Forever jest największym plantatorem aloe vera na świecie, sami produkujemy większość naszych produktów, co obok wielu odnawialnych każdego roku certyfikatów międzynarodowych daje gwarancję najwyższej światowej jakości jednocześnie przy najniższych cenach.

Marzena SrokaMarzena Sroka

Mieszkając kilka lat w Arizonie, 40 minut jazdy samochodem od siedziby Forever w Scottscdale, i prowadząc tamtejsze grupy, miałam okazję często gościć w biurze głównym i w jednej z fabryk produkujących nasze suplementy diety. Z bliska przyglądałam się temu jak działa firma, co mówią, co robią i jak traktują wszystkich FBO pracownicy biura, zarząd firmy i właściciele. Nawet tych będących na początku drogi. Forever ma swoją misję, wartości etyczne, wspaniały i profesjonalny styl zachowań biznesowych. Firma dba o swoich ludzi, szanuje, traktuje z respektem, uznaje wszystkich na to zasługujących i idzie to przykładem od samej góry, od założyciela Rexa Maughana – wizjonera, marzyciela i człowieka z wielkim sercem. Wiem, widziałam, doświadczyłam i mogę o tym głośno mówić. To dla mnie ogromnie ważna część biznesu i argument nie do pobicia. Argument dlaczego zostaje lojalna wobec Forever. Po prostu z czystym sumieniem mogę się w pełni identyfikować z własną firmą.

Chociaż to nie wszystkie atuty firmy, zamknę to pytanie najważniejszym prawdopodobnie dla większości czytelników aspektem – czyli rzecz o pieniądzach. Słyszałam, że Forever jest najlepiej płacącą firmą MLM na świecie. Niespotykanie hojny plan marketingowy czyli plan wynagrodzeń, programów motywacyjnych, dodatkowych premii i awansów, jest bardzo mocną stroną tego przedsięwzięcia.

Możliwość prowadzenia biznesu globalnego jest dla naszej rodziny również ważnym aspektem, gdyż mamy domy w Polsce i Arizonie i w obu krajach rozwijamy naszą firmę. I jeszcze jeden atut, o którym nie wolno mi nie powiedzieć – Forever to biznes rodzinny i dziedziczny. Moja teściowa i wszystkie jej dzieci oraz synowe, w tym ja, pracujemy nad rozwojem własnych struktur, ale pomagamy sobie nawzajem. Każdy z nas ma inne talenty i umiejętności, uzupełniamy się nawzajem i tym samym budujemy rzeczywiście mocną firmę o pasywnym dochodzie – co powinno być celem każdej dobrej firmy MLM – mocną na lata, dziedziczoną w przyszłości przez nasze dzieci. Jest tu miejsce na wyjątkowe umiejętności lidera światowego czyli mojej teściowej Bogumiły, charyzmę i naturalność szwagra Daniela i umiejętności oraz urok jego żony Celiny, z którą razem pracują. Jest tu miejsce na zdolności organizacyjne teścia i zdolności plastyczne oraz informatyczne szwagierki Klaudii i mojego męża Sebastiana, którzy administrują wiele naszych stron internetowych i portal edukacyjny dla naszych grup.

Masz jakieś talenty? W Forever jest miejsce na ich wykorzystanie. Jesteśmy specjalistami od dopasowywania tego biznesu do indywidualnych możliwości i potencjału. Forever nigdy nas nie zawiodło, a jeżeli zaskakuje, to tylko pozytywnie, dając nam nowe, innowacyjne produkty, nowoczesne narzędzia do pracy i ulepszenia w zasadach funkcjonowania – zawsze na naszą korzyść.

Maciej Maciejewski: Czy na tym etapie, kiedy zna pani już smak biznesu MLM, mogłaby pani jeszcze pracować u kogoś na etacie? Albo zainicjować jakiś biznes tradycyjny?

Marzena Sroka: Zna pan już moją historię pracy dla kogoś. Nawet jeśli człowiek jest dobry w tym co robi i kocha swoją pracę, może się zrobić w pewnym momencie za ciasno na rozwój. A jeśli potrafi myśleć o przyszłości i planować życie – nie da się absolutnie zostać na etacie, polegać na wypłacie i wierzyć, że system ubezpieczeń społecznych zmieni się kiedyś na naszą korzyść, jakoś tak magicznie, w momencie jak przyjdzie czas na naszą emeryturę. Warunki zmieniają się ciągle, ciepła z pozoru posada może z dnia na dzień nie być już dla nas dostępna. Rok po moim odejściu z firmy moich marzeń, nie było w niej już mojej przełożonej, dzięki której mogłam się tam rozwijać, byłam tam doceniana i szczęśliwa. Być może, gdybym sama nie odeszła, mnie też już tam by nie było. I to wcale nie z mojego wyboru…

Od lewej stoją: Marzena Sroka, Marzena Tuszyńska, Bogumiła Sroka, Jan TuszyńskiOd lewej stoją: Marzena Sroka, Marzena Tuszyńska, Bogumiła Sroka, Jan Tuszyński

Własny biznes tradycyjny z kolei, przynosi duże ryzyko fiaska finansowego, gdyż zawsze wymaga nakładów pieniężnych. Jest odpowiedni dla kogoś, kto rzetelnie przygotuje biznesplan, ma umiejętności albo gotówkę do zainwestowania i 24 godziny na dobę przez kilka pierwszych lat, które może i chce poświęcić na pracę. Własny biznes to nie etat ośmiogodzinny pięć dni w tygodniu. To dużo więcej wyrzeczeń, wysiłku, determinacji, samodyscypliny, cierpliwości i wytrwałości.

Nie wiem jak to jest w innych firmach MLM ale w Forever można zacząć z minimalnym wkładem własnym 250 zł! Jest to wkład w produkty, czyli od razu możliwy do odzyskania i to z zyskiem – bo już pierwsze zakupy robimy z upustem. Dla osób zainteresowanych budowaniem biznesu dynamicznie firma ma inne rozwiązania, również osiągalne dla każdego. Można rozwijać swoją firmę na bazie tego co oferujemy, bez inwestycji, w wybranym przez siebie tempie. Jeżeli osoba, która wprowadza człowieka do firmy, pomoże mu od początku zrozumieć na czym ta praca polega i da mu potrzebne wsparcie, a firma ma jasne, przejrzyste zasady do zrozumienia dla każdego, to każdy jest w stanie sam zaplanować swoje dochody i rozwój swojego biznesu. Czyli bez organizowania przez siebie produktu, logistyki, tak ważnych rzeczy jak marketing czy narzędzia do pracy, można zacząć generować dochody od razu. Mniejsze w pierwszych miesiącach, ale zwiększające się z miesiąca na miesiąc przy systematycznej pracy.

Pozycja managera osiągnięta w kilka miesięcy z prowizjami w skali 8-10 tysięcy złotych miesięcznie nie jest czymś nadzwyczajnym w naszej firmie. Wiele ludzi nawet nie marzy o takich zarobkach, a to dopiero początek na drodze, którą umożliwia Forever. O prawdziwych dochodach i gratyfikacjach w postaci programów motywacyjnych można mówić od osiągnięcia pozycji managera. I zawsze można zarabiać więcej niż osoba, która wprowadziła Cię do biznesu. To co robisz determinuje Twoje dochody. To są chyba najważniejsze różnice między etatem, biznesem klasycznym, a systemem MLM. Network marketing jest dla ludzi chcących więcej, szybciej i na zawsze. Tak myślę.

W tym biznesie najbardziej cenię również nieograniczone możliwości –zarówno finansowe, jak i rozwoju na wielu innych płaszczyznach. Cenię wolność, którą daje MLM oraz elastyczność czyli możliwość dopasowania stylu pracy do własnego potencjału czy wykształcenia. Nie musimy się uczyć i przygotowywać do uprawiania MLM. Nabywamy umiejętności na bieżąco i zacząć zarabiać możemy już od pierwszego dnia.

Maciej Maciejewski: Co trzeba poprawić? Zmienić? Udoskonalić? Co panią denerwuje w tym sektorze?

Marzena Sroka: Drażni mnie stygmat „biznesu namawiania innych na coś” wiszący nadal nad naszą branżą. Zupełnie niesprawiedliwy i bezpodstawny. My wiemy jakie wspaniałe możliwości daje MLM i że świat i tak dąży do coraz powszechniejszego używania marketingu rekomendacyjnego. Jedna nieuczciwa firma, nachalny styl pracy lub jeden nierzetelny lider może zrobić wiele krzywdy dla całej branży. Utrzymanie najwyższych standardów biznesowych powinno leżeć w interesie wszystkich firm na rynku i każdego lidera budującego duże struktury sprzedażowe. MLM to biznes duplikacji, nasi ludzie niekoniecznie słuchają co do nich mówimy, ale na pewno patrzą na to co robimy, powielają zarówno prawidłowe, jak i te niekoniecznie odpowiednie zachowania. Dlatego wszyscy musimy być uważni, wszystko jedno z jaką firma współpracujemy. Musimy dbać o wizerunek całego systemu MLM.

Maciej Maciejewski: Jak łączy pani obowiązki wychowywania małego dziecka z budowaniem MLM?

Marzena Sroka: Wspaniale. Marketing sieciowy to dla mnie jedyny sposób aby żonglować zadaniami swobodnie, dopasowywać pracę do potrzeb rodzinnych. To właśnie dla syna musieliśmy się przeprowadzić do Polski i nie przeszkodziło nam to absolutnie w pracy. Tutaj można pracować gdziekolwiek. Ludzie wszędzie, w każdym miejscu świata, w każdym mieście w Polsce potrzebują być piękni, zdrowi i zabezpieczeni finansowo. Trzeba będzie przeprowadzić się jeszcze raz? Nie ma problemu! Ja zawsze swój biznes zabieram ze sobą. Można pracować i odnieść sukces kiedy dzieciak jest w przedszkolu, można pracować kiedy już śpi, albo z dzieckiem na kolanach. Można to robić używając Skype lub nagrywając szkolenia i udostępniać je dalej. Nasz biznes to biznes nawiązywania relacji, dzieci w tym nie przeszkadzają.

Najważniejsza jest konsekwencja i systematyczność. Ludzie, których znam, a którzy odnieśli sukces w naszej firmie, pracują codziennie. Wszystko jedno ile godzin ale są systematyczni i nigdy się nie poddają. To wystarczy. Efekt przychodzi wcześniej czy później.

Maciej Maciejewski: Skąd brać nowych ludzi do swojej struktury? Jakie metody pani stosuje, aby pozyskiwać nowe osoby do biznesu?

Marzena Sroka: Co to znaczy skąd brać ludzi? Przecież z każdym kogo spotykamy na swej drodze możemy podzielić się informacją o świetnym produkcie, który sami używamy, bo używamy go naprawdę i nie chcemy żadnego innego. Z każdym możemy podzielić się informacją o możliwości zarobienia pieniędzy. Szczere zainteresowanie się drugim człowiekiem i możliwość zaspokojenia jego potrzeb oraz entuzjazm powinny wystarczyć, aby to inni zaczęli się nas pytać – „Co Ty do licha robisz, że tak Ci dobrze?” Polecam książkę Erica Worre „Bądź Pro” – to dla nas podstawowe narzędzie w pracy, które na pewno każdemu pomoże w weryfikacji naszej listy kontaktów.

Maciej Maciejewski: Jakie ma pani plany na przyszłość?

Marzena Sroka: Mam być zdrowa i szczęśliwa.

Maciej Maciejewski: I tego z całego serca życzę całej Waszej wspaniałej rodzinie. Dziękuję za rozmowę.