Ekonomia od wielu lat oddycha atmosferą globalizacji. Wiedzą o tym nie tylko wielcy przedsiębiorcy, ale dokładnie wszyscy mieszkańcy świata. Przyzwyczailiśmy się do skutków globalizacji w kulturze. W szczególny sposób cieszą nas zdobycze komunikacji: kurczy się przestrzeń i czas.
Ciągle jednak najwięcej wątpliwości budzą dokonania globalizacji na gruncie liberalizmu. Wspominał o tym niejednokrotnie Jan Paweł II, dla którego różnice ekonomiczne między bogatą Północą, a biednym Południem zawsze były bolączką. Papież wielokrotnie przypominał, że globalizacja, potęgująca ten niesprawiedliwy podział, powinna przebiegać pod hasłem solidarności, a nie chęci wzbogacenia się. Wyniósł na ołtarze m.in. Brata Alberta i Matkę Teresę z Kalkuty, którzy poświęcili życie służbie najuboższym. W watykańskim Domu św. Marty jadał kolacje wigilijne z biedakami i bezdomnymi. To wszystko jednak wcale nie oznacza, że w krytyce liberalizmu należy doszukiwać się krytyki wszelkiego zysku. Chodzi po prostu o kształt zdobywania środków i jego etyczne aspekty.






