źródło: Flickr.comźródło: Flickr.com

Temat marihuany leczniczej pojawia się na naszym portalu od dłuższego czasu. Pisaliśmy już o Dorocie Gudaniec z Herbalife, która jak lwica walczy zawzięcie o legalny dostęp do tej substancji a jej działania spowodowane są troską o bardzo chorego syna, którego lecznicza marihuana postawiła na nogi. Niedawno dołączył do niej Tomasz Kalita, były rzecznik prasowy partii PSL, u którego stwierdzono wielce groźny nowotwór. Zrobił się szum medialny. Sprawa nabrała jeszcze większego rozgłosu, kiedy zaczął o niej mówić publicznie również starający się o legalizację leczniczej marihuany – niestety wciąż bez skutku – członek Kukiz ’15, poseł Piotr „Liroy” Marzec.

Jak gwoździem w beton. Walka z wiatrakami. Syzyfowa praca. Chorzy, ich rodziny i zwolennicy leczniczej marihuany swoje, a politycy swoje. Nie da się, nie można, obawiamy się… Tymczasem taki oto dostaliśmy list, nadesłany przez Andrzeja Leszczyńskiego z Opola:

„Olej tłoczony na zimno z konopi indyjskich, czyli tzw. „marihuana lecznicza” jest w Polsce – i w większości krajów Unii Europejskiej – substancją niedozwoloną do obrotu, a dystrybucja jego póki co karana. Istotę zagadnienia wyjaśnia bardzo dobrze ten materiał: http://medycznamarihuana.pl/kannabinoidy/ Penalizacja handlu olejem CBD wydaje się słuszna, gdyż zawiera on zawsze pewną ilość tetrahydrokannabinoli (THC), czyli substancji psychoaktywnych, które wprowadzone do naszego organizmu po pierwsze powodują stany „odmiennej świadomości”, czyli po prostu zachowania takie, jakie wywołują narkotyki, a po drugie mogą uzależniać.

Aktywiści w różnych krajach, w tym także w Polsce, zabiegają ostatnio usilnie o legalizację dostępu do olei CBD, a nawet do olei RSO. Czynią oni dużo wrzawy, w której najgłośniej przebijają się tezy, jakoby olej z konopi uśmierzał objawy choroby Parkinsona – tu moim zdaniem stosowane są manipulacje takie, jak np. ten film: https://www.youtube.com/watch?v=rAdDdTZuNA8. Twierdzą oni, że marihuana leczy cyklofrenię, padaczkę dziecięcą, schorzenia neurodegradacyjne a nawet nowotwory! Należy tu podkreślić, że nie istnieją na to żadne dowody naukowe, oparte o rzetelne badania kliniczne! Z całą pewnością państwo prawa nie powinno więc pochopnie dopuścić do wprowadzenia do obrotu substancji, które mogą być niebezpieczne wcześniej, niż dowody takie powstaną. A jeżeli już nawet się to stanie, to oleje zawierające kannabinoidy powinny znajdować się pod rygorystyczną kontrolą lekarzy.

Całkowicie niedopuszczalne jest więc to, co robi w ostatnim czasie jedna z firm polskiego sektora sprzedaży bezpośredniej, która tylnymi drzwiami, jako suplement diety, wprowadza do niekontrolowanego obrotu olej z konopi indyjskich. Prezes tej firmy, postać więcej niż kontrowersyjna o dość mrocznym życiorysie twierdzi, że sprowadził ten olej na obszar celny UE legalnie i posiada certyfikat na oczyszczenie go z substancji psychoaktywnych (THC). Czy jednak ktoś to sprawdził? Dystrybucja kanałami sprzedaży bezpośredniej, jak wiadomo może się bardzo długo, bo całymi miesiącami, wymykać skutecznej kontroli organów do tego powołanych. Szkody, jakie w tym czasie są w stanie wyrządzić ludzie całkowicie nieodpowiedzialni, mogą być nieobliczalne. Tym bardziej, że powiadomione już o tym organy ścigania nie podejmują działań, a organy sanitarne reagują bardzo opieszale. Sam sprawca ma przy tym czelność natychmiastowego pozywania osób wskazujących na niebezpieczeństwo społeczne jego działań o jakieś wyimaginowane naruszenia jego praw albo dóbr osobistych. Jeżeli Wasz biuletyn rzeczywiście troszczy się o dobro tej branży, to powinien zainteresować się tym problemem (…)”

Dość długo i mocno zastanawialiśmy się co mamy z tym zrobić. Nie ukrywam, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale miałam już kiedyś kontakt z autorem tego listu podczas jednego z firmowych eventów i akurat wiem również o jakiej firmie, o jakim prezesie i o jakim produkcie jest w nim mowa… On sam zapytany wprost, okpiwa temat, co nie wydaje mi się zachowaniem profesjonalnym, gdyż nie można wykluczyć, że jednak jest to jakiś problem, który może też rzutować na naszą branżę. Prosimy o Wasze opinie na ten temat. Może one wywołają do tablicy „bohatera” tego listu. Być może swoje spostrzeżenia rozwinie jego autor? Mnie się jak dotąd nie udało uzyskać konkretów od prezesa, który ów produkt na rynek wprowadził, ale uprzedziłam go, że bynajmniej jeszcze nie odpuściłam. A może macie zdanie zupełnie odmienne i uważacie, że te oleje właśnie powinny być ogólnie dostępne i sektor DS/MLM jest do tego właściwym kanałem dystrybucji? To może być temat ciekawej dyskusji…