źródło: www.flickr.com źródło: www.flickr.com

Tak było, kiedy w 2002 r. Friendster stał się pionierem internetowych sieci społecznościowych. Jako pierwszy popadł w tarapaty, wyprzedzony przez takich rywali jak MySpace, który został kupiony przez News Corp. w 2005 r. za 580 mln dol., ale szczyt popularności osiągnął w 2008 r. i News Corp. próbuje go sprzedać, zapewne za jedną dziesiątą tej sumy. Bebo zostało kupione trzy lata temu przez AOL za 850 mln dol. i po cichu sprzedane w tym roku za niespełna 10 mln dol.

Ta historia powinna dać do myślenia inwestorom, którzy zjawiają się dopiero teraz, ale i tak gromadnie polują na następną sieć społecznościową. Facebook podczas procesu pozyskiwania funduszy prowadzonego m.in. przez Goldman Sachs został wyceniony na 50 mld dol., a w drugiej odsłonie suma ta podskoczyła do 85 mld. Twitter, o którym internetowa firma konsultingowa eMarketer twierdzi, że w zeszłym roku miał 45 mln dol. przychodów w USA, został niedawno wyceniony na 3,7 mld dol. Facebook to obecnie największa na świecie sieć społecznościowa z ponad 500 mln aktywnych użytkowników i szacowanymi przychodami reklamowymi w zeszłym roku na poziomie 1,9 mld dol. eMarketer oczekuje, że w tym roku wzrosną one do 4 mld dol.

Nie ulega również wątpliwości, że przychody reklamowe mediów społecznościowych będą coraz większe, bo specjaliści od marketingu muszą uwzględniać zmiany w konsumpcji online. Biuro Reklamy Internetowej szacuje, że choć brytyjscy internauci spędzają obecnie 25% czasu w internecie zalogowani w sieciach społecznościowych, to w ubiegłym roku wygenerowały one tylko 5% z wynoszących 4,1 mld funtów przychodów reklamowych.

Facebook może się z powodzeniem okazać zabójcą kategorii, siecią społecznościową, która nie tylko rozrośnie się do ogromnych rozmiarów, ale utrzyma wielkość bez implozji. Można sobie również wyobrazić, choć to mniej prawdopodobne, że innych czeka to samo. Ale będzie ich niewielu.