Siedzimy w altance nad brzegiem jeziora. Popołudniowe cienie otulają okoliczne trawy, a subtelny wiaterek utrudnia pracę bankierowi. Kolejny rzut kostką, kolejne zielone pole, kolejna szansa na zyski. Jarek sięga po małą transakcję i czyta silnym głosem: firma po godzinach - zakładasz firmę prowadzoną po godzinach; koszt 5000; długie godziny pracy; brak dochodu w okresie początkowym. - Po co komu taka firma? - pyta Joanna - bez dochodu? Mam harować i nic z tego? Jarek przygląda się swoim zasobom z lekko zniesmaczoną miną. - Bez sensu - mówi - nie chcę takiej firmy! "Nic dziwnego" - myślę sobie - "Ponad połowa firm bankrutuje w pierwszym roku swojej działalności, a następna połowa w ciągu najbliższych pięciu lat". Brutalna statystyka. Gdybyśmy znały ją w listopadzie 2003 roku pewnie pojawiłoby się jeszcze więcej wątpliwości (tak, jak u Jarka). Wtedy jednak był to najlepszy pomysł. Marzena od lat szkoliła sprzedawców w dużych korporacjach finansowych, ale jej marzeniem było zajęcie się organizacją szkoleń. Własna firma dawała też szansę na pracę w takim zakresie tematycznym, jaki obecnie interesował ją najbardziej. A właśnie pojawiła się gra Cashflow, która była zwieńczeniem wieloletniego zainteresowania Marzeny ekonomią rodzinną







