źródło: www.sxc.hu źródło: www.sxc.hu

To fragment tekstu, który znajduje się w zakładce „BIZNES” na stronie internetowej znanej w sektorze MLM firmy Earth Power Europe. Hasła nader inspirujące, prawda? Mało tego, nie dawno na blogu tej samej firmy EPE, jej prezes Michał Kołtyś, napisał: „W niedzielę zakończył się pierwsze (z pięciu) szkolenie dla liderów network marketingu w Polsce i na świecie. Jestem bardzo zadowolony poziomem i zaangażowaniem uczestników. To zdecydowanie przyszła elita network marketingu i przyszli trenerzy. Przekazaliśmy 10 samochodów Kia (…) Za chwilę przygotowujemy kolejne. Przygotowujemy 23 spotkania lokalne w Polsce. Takie wieczorne spotkania informacyjne o firmie, PhytoChi, możliwościach współpracy. To oznacza tysiące osób na spotkaniach i podróże po całej Polsce. A już w najbliższy piątek… Rzym czeka.”

Do przodu panie, cały czas do przodu

Jak widać, przekaz skierowany do społeczeństwa brzmi dość optymistycznie i entuzjastycznie. Biznes rozwija się i pędzi do przodu niczym lokomotywa przez stepy akermańskie i bucha z niej dobrobytem, filantropią, profesjonalizmem, no i przede wszystkim nadzieją na przyszłość… Zadowoleni są z firmy i Kołtysia wszyscy dystrybutorzy, współpracownicy, nawet dealerzy samochodów Kia – wszyscy! Ba, nawet Kołtyś jest bardzo zadowolony z życia. Wszystko idzie jak po maśle. Ale czy na pewno? Czy prezes Earth Power Europe czegoś przed światem nie ukrywa? Wszystko na to wskazuje…

Otóż 10 marca br. na stronie internetowej firmy Phyto CZ (wieloletni dystrybutor tych samych produktów, które w swojej ofercie posiada firma Kołtysia) pojawiła się taka oto publikacja, sporządzona przez najważniejszą i kluczową osobę w całym tym biznesie – naukowca dr Alberta Y. Leunga, wynalazcę i producenta suplementu diety o nazwie PchytoChi:

„Z dniem 4 marca kończę naszą wyłączną umowę dystrybucyjną z panem Michałem Kołtysiem, Dawidem Gutkowskim i Earth Power Europe (Koltys Group) dotyczącą dystrybucji PhytoChi. Nasza współpraca była nieszczęśliwa (…) Proszę zwrócić uwagę na fakt, że Koltys Group nie ma prawa do dystrybucji PhytoChi (…) Koltys Group nie ma prawa do korzystania z mojego wizerunku i nazwy, ani prawa do używania własności intelektualnej Earth Power, w tym marki, znaki i nazwy handlowe. Powodzenia i dobrego zdrowia! Z poważaniem, Albert Y. Leung.”

Trzeba przyznać, że oświadczenie doktora wprowadza nieco zamieszania i brzmi dziwnie, albowiem nawet dzisiaj otwierając stronę Earth Power Europe, firma wykorzystuje wszystko to, czego naukowiec z USA jej zabronił.

Milion baksów w portfelu

Postanowiliśmy więc spotkać się z osobą kompetentną, która uchyliła nam rąbek tajemnicy i przedstawiła swój punkt widzenia. Udało nam się przeprowadzić wywiad z Ing. Vaclavem Tomek – prezesem Phyto Cz, który jest w stałym, bardzo dobrym kontakcie z Albertem Y. Leungiem i z pewnością o problemach „koncernu” Earth Power Europe & Michał Kołtyś wie najwięcej. Oto wypowiedź Ing. Vaclava Tomka:

– Firma Phyto CZ powstała dziesięć lat temu. Od założenia zajmuje się promowaniem produktów pana Alberta Y. Leunga. Mnie osobiście zainteresował jego specyfik, który wraz z rodziną zaczęliśmy stosować w 2006 roku. W roku 2008 mój kolega i przyjaciel pan Matyska zaproponował, abym został wspólnikiem w firmie Phyto CZ, na co się zgodziłem. Wkrótce zaczęliśmy rozwijać naszą firmę. Rozpoczęliśmy prace nad badaniami klinicznymi w Republice Czeskiej, które mają naukowo udowodnić efekty działania ziół chińskich (realizacja opatentowanej technologii pana Leunga – Phyto True w praktyce). Wszystko było w najlepszym porządku do momentu, kiedy przed kilkoma laty w naszej firmie pojawił się pan Michał Kołtyś. Był bardzo charyzmatyczny oraz inteligentny. Okazało się również, że jest to człowiek, który zawsze dużo mówi i obiecuje, a ostatecznie wszystko robi na własną rękę. Nie można mu zaufać. Jego ostatnie działania pokazują, że jest to zręczny manipulator i człowiek nieuczciwy.

Pod koniec roku 2009 oczarował doktora Leunga pięknymi wizjami oraz obietnicami. Przedstawiał się jako znawca biznesu oraz światowego marketingu, który szybko osiągnie ogromne zyski na całym świecie. Zaoferował mu, że co miesiąc będzie sprzedawał duże ilości jego produktów, pod warunkiem, że doktor da mu wyłączne przedstawicielstwo. W marcu 2010 pan Kołtyś zobowiązał się pisemnie, że będzie płacił co miesiąc minimalnie określone kwoty (w roku 2010 było to 60.000 USD) za zamówiony towar oraz za wyłączność (używanie znaków towarowych, nazwiska pana Leunga, sprzedaż produktów na całym świecie za wyjątkiem Republiki Czeskiej i Korei Południowej). Te minimalne, miesięczne płatności miały się zwiększać każdego roku, a tym samym zwiększać się miała wielkość realizowanej przez niego sprzedaży (aż do 200 000 dolarów płatności miesięcznych w roku 2015). Po tych zapewnieniach doktor Leung podpisał z panem Kołtysiem umowę, dającą mu wyłączne prawo do dystrybucji towarów na świecie poza Republiką Czeską i Koreą Południową. Niestety bardzo szybko stało się jasne, że sprzedaż idzie panu Kołtysiowi bardzo słabo i nigdy nie osiągnie on założonych wyników. Wkrótce zaczął mieć problemy z comiesięcznymi płatnościami. W listopadzie 2010 r. przestał płacić za towar oraz za wyłączność, co spowodowało panu Leung w USA problemy finansowe.

Michał Kołtyś i dr Albert Y. Leung, źródło: prywatne archiwum dr Leunga Michał Kołtyś i dr Albert Y. Leung, źródło: prywatne archiwum dr Leunga

Doktor Leung był zdesperowany. Z powodu zaistniałej sytuacji chciał zerwać umowę z EPE już w grudniu 2010. Swoją decyzję kilkakrotnie przekazał panu Kołtysiowi również pisemnie. Ten jednak pod pretekstem rozmowy o wspólnej globalnej firmie oraz naszej firmie Phyto CZ zaprosił go w styczniu 2011 do Warszawy. Pan Kołtyś 3 stycznia 2011 w Katowicach oficjalnie zaproponował naszej firmie, aby wspólnie (to znaczy Earth Power Europe oraz Phyto CZ) zainicjować firmę sprzedającą PhytoChi na całym świecie, w której każda z firm będzie miała takie same udziały po 50%. Przed kluczowymi negocjacjami z nami pan Kołtyś ponownie omamił doktora i zmanipulował go pięknymi wizjami oraz nowymi pomysłami. Między innymi twierdził, że ma milion dolarów, które trzyma na spłatę swojego zadłużenia oraz, że ma jasną wizję globalnej organizacji i genialny pomysł, dzięki któremu uda się rozkręcić wspólny, duży interes.

Kiedy 19 stycznia 2011 wszystkie trzy strony razem z panem Leungiem spotkały się w Warszawie, pan Kołtyś żądał już 80% udziałów w firmie globalnej, Phyto CZ zaoferował 15% a doktorowi Albertowi Y. Leungowi jedynie 5%. Firma Phyto CZ odmówiła podpisania takiej umowy z uwagi na fakt, iż była zbyt jednostronnie korzystna dla pana Kołtysia. Uzgodniliśmy, że sporządzi on listę czynności, które należy przygotować przed założeniem takiej globalnej organizacji (ujednolicenie sieci handlowej, wycena obu spółek, ocena możliwości rynkowych obu firm). Na drugie spotkanie (24 stycznia 2011) zamiast umówionego memorandum of understanding, przygotował on od razu umowę i chciał natychmiast założyć nową spółkę – istotna zmiana w stosunku do poprzedniej umowy!? Razem z panem Matyska odmówiliśmy podpisania tego dokumentu, ponieważ nie brał on pod uwagę poczynionych przez nas inwestycji na przygotowanie badań klinicznych, testów oraz wdrażania technologii Phyto True.

Następnie pan Kołtyś przepisał udziały na: 80% dla siebie oraz 20% dla doktora Leunga, oraz przekonał go dzień później (25 stycznia 2011) na podstawie obietnic spłaty długu z poprzedniej umowy oraz obietnicy regularnych miesięcznych płatności, aby podpisał umowę o utworzeniu spółki. Następnego dnia po podpisaniu umowy dr Leung poinformował nas pisemnie, że jeśli wszystko będzie funkcjonowało tak jak powinno, będziemy mogli odkupić od niego 15 % udziałów do maja 2011. W tej sytuacji firma Phyto CZ wezwała od razu w piątek 28 stycznia 2011 pana Kołtysia do powołania zespołu pracowników, który miałby ocenić sytuację finansową obu firm oraz określić poziom rzeczywistej sprzedaży związany z wyceną aktywów obu firm. Pan Kołtyś się na to nie zgodził. Prawdopodobnie bał się, że nie obroni swoich 80% udziałów w nowej firmie – w ten sposób przedstawił nam swoje doświadczenie biznesowe z Earth Power Europe inż. Vaclav Tomek.

Kontener widmo

Nawiązując do stwierdzenia, że podpisana w lutym 2011 r. umowa pomiędzy Kołtysiem a dr Leungiem jest jednostronna, musimy tutaj nadmienić, że nasza redakcja również nie może zrozumieć, dlaczego dr Leung zgodził się na tak rygorystyczne i mało korzystne dla siebie warunki, składając na umowie swój podpis. Jest przecież wynalazcą i producentem produktu, dzięki któremu w ogóle całe to przedsięwzięcie ma sens. Bodaj najbardziej trafny w tym przypadku będzie komentarz jednego ze znawców biznesu i sektora MLM, który prosił nas o anonimowość:

„Niestety Albert Y. Leung założył z Kołtysiem spółkę Earth Power Sp. z o. o. gdzie Kołtyś ma 80% a Leung 20%. Leung włożył do spółki znaki towarowe, recepturę produktu, patenty, wszystko… Cały swój dorobek życia. Więc tak na prawdę Leung nic nie może z tym zrobić. Został „wydymany” przez Kołtysia na amen. Ale jest twórcą produktu, ma zakłady produkcyjne, więc Kołtyś albo wprowadzi na rynek inny produkt (już podobno go szuka) albo zacznie sam produkować PhytoChi.”

– Spotkałem się z panem Kołtysiem przed podpisaniem tej nieszczęsnej umowy łącznie 3 razy – opowiada dalej Vaclav Tomek. – Mieliśmy stworzyć globalną organizację, w której każdy z nas miał być wspólnikiem ze sprawiedliwym udziałem. Nigdy nie mogłem się z nim porozumieć. On zawsze chciał bardzo dużo dla siebie, podczas gdy nie miał ani pieniędzy, ani doświadczenia i możliwości samodzielnego realizowania ambitnych celów. Ponadto, zawsze następnego dnia po naszej rozmowie pan Kołtyś wysyłał doktorowi Leung e-mailem zupełnie inne informacje, aniżeli to, co wcześniej uzgodniliśmy (zwłaszcza po spotkaniu 1 czerwca 2010). Jest mistrzem świata w manipulowaniu.

Podczas styczniowej rozmowy nie wspomniał, że doktor będzie musiał przekazać nowej globalnej spółce bezzwrotnie znaki towarowe oraz patenty. Podczas negocjacji rozumieliśmy, że know how pana Leunga zostanie spółce wypożyczone. Jednak, kiedy doktor otrzymał do podpisania umowę było w niej co innego. Doktor podpisał ją, ponieważ jest to starszy człowiek myślący po amerykańsku, dla którego w biznesie oprócz dokumentów pisemnych równie ważna jest umowa ustna. Pan Kołtyś w pełni to wykorzystał. Z prawnego punktu widzenie umowa ta jest ważna, ale już niedługo. W warszawskim sądzie złożony został wniosek o natychmiastowe unieważnienie nowo założonej spółki Earth Power Sp. z o.o.

Ponadto 4 marca 2011 dr Leung zakończył umowę współpracy z panem Kołtysiem. 9 marca wydał oświadczenie, że pan Kołtyś nie ma już prawa do sprzedaży produktu PhytoChi, nie może używać jego wizerunku ani znaków towarowych (nie doszło do zmiany właściciela znaków towarowych, a z uwagi na toczące się przed sądem postępowanie nie dojdzie). Oznacza to, iż w tej chwili pan Michał Kołtyś działa na rynku nielegalnie. Obecnie Michał Kołtyś jest winien za niezapłacony towar oraz za wyłączność 335 000 dolarów.

Żałuję przede wszystkim, że pan Kołtyś nie ma odwagi ani honoru, aby przyznać się do swoich błędów biznesowych i aby próbować naprawić to swoim zachowaniem. Przeciwnie, podejmuje on kroki, z powodu których zostanie złożone w Warszawie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa (jedno za oszukiwanie w trakcie postępowania celnego i policyjnego, drugie za pomówienie i zniesławienie pana Leunga). Ponadto próbuje on nas oraz pana Leunga zastraszać używając do tego praktyk mafijnych. Przykład. Próbował ukraść z portu w Gdyni nasz kontener z butelkami PhytoChi. Złożył on 25 kwietnia br. na polskiej policji skargę przeciwko mnie oraz panu Leung na podstawie sfałszowanych dokumentów! Po wyjaśnieniu całej sytuacji, kiedy podczas wizyty na warszawskiej policji przekazałem jej oraz prokuraturze nasze dowody, oskarżenie zostało w dniu 18 kwietnia 2011 oddalone. Teraz oczekujemy, że zostanie wszczęte z urzędu postępowanie karne przeciw panu Kołtysiowi, ponieważ najwyraźniej popełnił on kilka przestępstw. Nie rozumiem, jak taki przedsiębiorca może obecnie funkcjonować w branży MLM?! Nie wywiązuje się z umów, kłamie, manipulacją oraz nieuczciwością zmusza do podpisania umów, fałszuje dokumenty przed organami państwowymi – dziwi się inż. Vaclav Tomek.

Michał Kołtyś i dr Albert Y. Leung, źródło: prywatne archiwum dr Leunga Michał Kołtyś i dr Albert Y. Leung, źródło: prywatne archiwum dr Leunga

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy również mieszkającego w USA dr Alberta Y. Leunga, który nam napisał:

„Nasza przygoda z Michałem Kołtysiem zaczęła się w kwietniu 2007 roku, kiedy wraz z Dawidem Gutkowskim przybyli do nas z powalającym planem jak dystrybuować nasz produkt PhytoChi. Bazując na umowie słownej zaczęliśmy dostarczać im nasze produkty już we wrześniu tego samego roku. Szybko okazało się, że ich plany sprzedażowe były za bardzo optymistyczne i nie zdołali osiągnąć oczekiwanych założeń. Taki stan rzeczy utrzymywał się do połowy 2009 roku, kiedy panowie zaczęli werbować menedżerów z innych firm MLM. Jednak wyniki wciąż były dalekie od oczekiwań. Nigdy nie mieliśmy żadnej pisemnej umowy z Kołtysiem i na dobrą sprawę nie wiemy, jak dystrybuował on PhytoChi. Jako, że sprzedaż nie była na tyle duża, aby płacić z góry, pan Kołtyś płacił ratami, żeby otrzymać produkt. Wreszcie w marcu 2010 Kołtyś i Gutkowski, tym razem przekonani, że potrafią sprzedawać nasz produkt poprzez sieć MLM, przedłożyli nam umowę na piśmie (została podpisana), która precyzowała wymagalność miesięcznych opłat za użycie mojego imienia na wyłączność w sprzedaży ogólnoświatowej z wyłączeniem Republiki Czeskiej i Korei Południowej. Jednak w listopadzie 2010 panowie zerwali tą umowę i oskarżyli Phyto CZ o uniemożliwienie im zrealizowania ich założeń sprzedażowych.

Pan Kołtyś zawsze narzekał na innych, włączając Phyto Technologies Inc. oraz moją osobę, kiedy nie potrafił zrealizować płatności, do których był zobligowany. Nie mogąc wywiązać się z zaległych płatności, Kołtyś jedynie składał obietnice, że zapłaci, więc bazując tylko na jego słowie nadal dostarczaliśmy mu produkt i wsparcie techniczne. Taki stan rzeczy utrzymywał się do marca 2011, kiedy w końcu zdałem sobie sprawę, że nie mogę ufać panu Kołtysiowi i rozwiązałem z nim umowę wyłączności po tym, jak permanentnie nie dotrzymywał obietnic zapłaty. W tym czasie jego zadłużenie wynosiło nieco ponad 330 000 $.

Gdy Kołtyś/EPE/Gutkowski nie dotrzymywali warunków kontraktu my również nie byliśmy zobligowani do dostarczania im produktu, więc przepakowaliśmy kontener wysłany do Gdyni, przeznaczony oryginalnie dla EPE na Phyto CZ. Gdy kontener dotarł do portu, Kołtyś i Gutkowski próbowali go przejąć okazując fakturę i potwierdzenie zapłaty za poprzedni kontener, który otrzymali w listopadzie 2010. W tym samym czasie złożyli w warszawskiej komendzie policji zawiadomienie o popełnieniu przez nas przestępstwa karnego. Konkretnie zawiadomili, że próbujemy ukraść „ich” kontener. Przekonywali o tym również stołeczną prokuraturę. Następnie wysłali maila z pomówieniami do mojej rodziny, przyjaciół i znajomych (z prawdziwych oraz fikcyjnych adresów e-mail). Ta wiadomość trafiła także do mnie. Wysyłający byli oczywiście pomagierami Kołtysia (bądź był to sam Kołtyś pod zmienionym nazwiskiem), a odbiorcami były wszystkie osoby, które znajdowały się w mojej książce adresowej Outlook, która została skradziona pomiędzy 24 a 25 stycznia 2011, kiedy przebywałem z wizytą u Kołtysia. Informacje, które były zawarte w tym mailu znajdowały się tylko w moim osobistym komputerze i nie mogły pochodzić z żadnego innego źródła.

W styczniu 2011 udałem się z wizytą do Warszawy, aby spróbować połączyć Earth Power i Phyto CZ w celu uformowania globalnej organizacji tak, aby wykorzystać ich najlepszy potencjał. Światowa organizacja miała być zbudowana w taki sposób, aby każda z trzech stron (EPE, Phyto CZ i ja) posiadała 1 głos niezależnie od swoich udziałów; żaden z partnerów nie mógłby podejmować decyzji bez porozumienia z resztą partnerów. Głównym i pilnym celem było również dostarczenie funduszy dla odbudowania/ożywienia Phyto-Technologies Inc. (naszego ośrodka produkcyjnego i badawczego) oraz umożliwienia ciągłej dostawy produktów i wsparcia technicznego dla PhytoChi, włączając rejestrację w Kanadzie, Ukrainie, Rosji, Indonezji, itd. Kwota wymaganych środków, które Kołtys/Gutkowski obiecali przelać zaraz po podpisaniu statutu spółki na początku br. wynosiła przynajmniej 350 000 $ –czyli nieuregulowana kwota pieniędzy naliczona od listopada 2010. Kołtyś twierdził, iż przeznaczył na ten cel 1 mln dolarów, a Gutkowski zapisał na tablicy wymagane miesięczne wpłaty (ogółem 270 000 $ od stycznia do marca), czego świadkami byli Vaclav Tomek i pan Matysek z Phyto CZ oraz ja. Jako, że Kołtyś/Gutkowski/EPE nie wywiązali się z płatności, Kołtyś cały czas ponawiał obietnice uregulowania kwoty, której nie udało mu się zapłacić wcześniej. Spodziewałem się więc, że przeleje na nasze konto styczniową wpłatę w danym dniu po podpisaniu statutu spółki (25 stycznia 2010) lub dzień później. Jednakże nigdy tego nie zrobił, a nie otrzymawszy od niego żadnej wpłaty aż do początku marca, byłem pewien że oszukał mnie naciągając na utworzenie EP LLC.

Tworząc światową organizację z biegłością marketingową (Kołtyś/Gutkowski/EPE), przełomową technologią (Phyto True LLC z Phyto CZ i mną jako partnerami) oraz mną, jako rzecznikiem zarówno technologii, jak i swoich produktów, mielibyśmy niepokonaną grupę, by iść naprzód i rozwijać się. Skończyłyby się kłótnie między stronami/firmami sprzedającymi takie same produkty. Jednakże okazało się, że Kołtyś/Gutkowski spiskowali za naszymi plecami. Zatem, podczas naszego drugiego spotkania w Warszawie (24 stycznia 2011), kiedy to Kołtyś miał, jak zostało uzgodnione kilka dni wcześniej, przedstawić memorandum porozumienia do późniejszej dyskusji, w zamian przedstawił oficjalny kontrakt. Czesi odsunęli się, wnosząc sprzeciw do Artykułu 9 Statutu Spółki. Niezbyt zwracałem wtedy uwagę na szczegóły. Wszystko, o czym myślałem to, że sprawy dla mnie ważne zostały przedyskutowane i zaaprobowane, wraz ze środkami potrzebnymi do odbudowy Phyto Tech, a cokolwiek miałem podpisać, miało tylko mieć charakter wstępny z zamiarem sfinalizowania wszystkiego na kolejnym zebraniu w maju 2011, podczas którego udziały miały być ponownie rozdysponowane po uprzedniej ocenie wartości oraz wkładu firmy przez bezstronnego rzeczoznawcę. Ponadto, jako, że już wcześniej strony uzgodniły brak prawa samodzielnego decydowania zakładałem, że będzie to uwzględnione w dokumentach, które miałem podpisać. Kołtyś obiecał mi wtedy, że będę mógł zabrać ze sobą kopie wszystkich podpisanych przeze mnie dokumentów. Nie dostałem nic. Gdy 31 stycznia 2011 – 5 dni po moim powrocie z Warszawy, nareszcie dostałem dokumenty (po kilku powtórnych żądaniach) okazało się, że jedynymi dokumentami, które otrzymałem jest statut spółki Earth Power LLC. Nie zawierały one żadnych liczb ani żadnych umów, które przedyskutowaliśmy podczas naszych zebrań/spotkań.

Zdałem sobie wtedy sprawę z tego, że zostałem wrobiony. Wciąż jednak liczyłem na wpłatę przez Kołtysia obiecanych funduszy. Gdy podpisałem te papiery/dokumenty, nie miałem swojego adwokata, który przypomniałby mi o ważnych sprawach. Do tego byłem ogromnie zestresowany po okresie, gdy wszystko uzależnione było od Kołtysia. On nawet zatrzymał mój bilet lotniczy (musiałem opóźnić swój lot, ponieważ potrzebowałem więcej czasu, aby dokończyć podpisywanie dokumentów) do dnia mojego wylotu obiecując taki sam bilet, a w rzeczywistości zamienił go na najtańszy, kłamiąc na lotnisku, iż British Airways nie miało już wolnych miejsc w biznes klasie. Wiem, że wtedy skłamał, ponieważ będąc już na pokładzie, pytałem o miejsca stewardesy i okazało się, że biznes klasa jest prawie pusta. Zacząłem wtedy poważnie zastanawiać się nad charakterem tego człowieka. Wreszcie w marcu 2011 po powtarzających się niewypełnionych obietnicach, byłem już pewien, że Kołtyś naciągnął mnie na podpisanie statutu spółki, oszukał, pod presją izolacji i pod ogromnym naciskiem nakłonił mnie do podpisania dokumentów. Z drugiej strony miałem jednak nadzieję wpływu funduszy dla Phyto Tech zaraz po podpisaniu dokumentów.

Dodam, że w USA porozumienia werbalne czy obietnice są prawnymi umowami. Ponadto, co ważniejsze, według amerykańskiego prawa, umowy podpisane pod przymusem mogą zostać unieważnione. Właściwie większość umów może zostać rozwiązana w ciągu określonego czasu, jeżeli któraś ze stron się rozmyśli. Dlatego ja nawet będąc w Polsce myślałem w kategoriach prawa amerykańskiego uznając słowne zapewnienia, jako prawnie wiążące. W dodatku, nie miałem swojego prawnika – a adwokat wynajęty dla mnie przez Kołtysia z pewnością nie reprezentował moich interesów. Byłem pod ogromnym naciskiem, co w Stanach Zjednoczonych również stanowi podstawę do unieważnienia podpisanej umowy. Szybko zdałem sobie sprawę, że Kołtyś nie miał zamiaru honorować swojej słownej umowy. Nigdy bym nie pomyślał, że w zgodzie z polskim prawem można użyć kłamstwa, by nakłonić kogoś do podpisania czegoś, co jest sprzeczne z własnymi interesami, a mimo wszystko, w myśl polskiego prawa, taki kontrakt jest uważany za prawomocny. To mnie przeraża. Jestem szczęśliwy, że to Stany Zjednoczone są moją przybraną ojczyzną. Taka niesprawiedliwość (umożliwienie oszustowi na zawłaszczenie czyjejś własności – technologii, własności intelektualnej, znaku handlowego) nie miałaby miejsca w USA. Cały czas mam nadzieję, że i ten kontrakt, zawarty dzięki oszustwu zostanie uznany za nieważny również w Polsce.

To bez znaczenia, że Kołtyś zawierza kontraktom (np. Statut Spółki Earth Power Sp. z o.o.) aby móc wykorzystać mnie i innych twierdząc, że posiada na własność moją nazwę, znaki handlowe, technologię, patenty, formułę, procesy produkcyjne – krótko mówiąc, wszystko to, co jest moją własnością. On tylko chce, by inni jemu ufali i wierzyli. Kołtyś uchodzi za osobę słowną i zawsze mówi o zaufaniu, jakby był osobą szczerą i godną zaufania. Chwali się również swoim wykształceniem i osiągnięciami, jednakże nie potwierdził tego żadnym dokumentem (np. żadna przewidywana produkcja sprzedażowa nie została osiągnięta), żadną opublikowaną informacją na temat bycia najlepszym (a nawet przeciętnym) w jakiejkolwiek dziedzinie, żadną nagrodą jakiejś wiarygodnej czy akredytowanej organizacji, żadnymi artykułami naukowymi, nie wspominając o tym, że jego nazwiska nie ma na żadnej liście najlepszych przedsiębiorców (nawet z wartością netto 1-2 mln $) podczas, gdy chwali się domem wartym milion dolarów oraz posiadaniem za swoich mentorów persony takie jak: Jack Welch, Donald Trump, Brian Tracy, Tony Robbins i inni. Potrafi być jednak bardzo czarujący i przekonujący a z pewnością wypowiada się na wielką skalę. Gdy mówi, że był przez kogoś nauczany/prowadzony, pewnie tylko zapłacił raz za uczestnictwo w wykładzie tej osoby. Jeśli wpisać by jego nazwisko w wyszukiwarce, pojawiają się tylko jego blogi mówiące o tym, jak wszystko było wspaniałe. Samowywyższanie się i chełpienie się znajomością z ludźmi takimi jak Brian Tracy (któremu płaci za pojawienie się w swoim wiecu) w maju 2011 itp. Kołtyś dla niektórych ludzi jest charyzmatyczny, jednak ujawnia swą podstępną naturę, kiedy przegrywa w wysiłkach. Do tego stopnia, że faktycznie przekonał polską policję, posiłkując się fałszywymi dokumentami, żeby wydała przeciwko mnie orzeczenie o przestępstwie kryminalnym; zniesławia mnie, używając informacji z mojego komputera (oczywiście skradzionych, gdyż bez mojej zgody nigdzie takie informacje nie są dostępne) w celu wysyłania zniesławiających e-maili z fałszywymi informacjami o mnie do mojej rodziny, bliskich i znajomych. Chciałbym, aby wszczęto przeciwko niemu dochodzenie ujawniające jego prawdziwe oblicze, zanim zbyt wielu ludzi zostanie skrzywdzonych. Niestety w świecie MLM wielu ludzi sprzedałoby jakikolwiek produkt, na którym można zarobić. Jednakże, jeżeli chodzi o produkty mające wpływ na ludzkie zdrowie, nie powinno tu chodzić wyłącznie o pieniądze. Tego rodzaju napoje nie powinny być tylko jakąś koloryzowaną wodą smakową; powinny wykazywać wiele innych, ważnych cech.

O Kołtysiu wiadomo jedno – ma tupet. Po tym, jak nie dotrzymał warunków umowy wyłączności i był nam winien pieniądze, naciągnął mnie na podpisanie statutu spółki w celu utworzenia Earth Power Sp. z o.o. (obiecując nieuiszczoną nigdy wpłatę), co daje mu kontrolę nad moją nazwą, znakiem handlowym, technologią, ekspertyzami itp., praktycznie nad wszystkim co należy do mnie, bez jakiejkolwiek za to zapłaty. A on odwraca kota ogonem i rozpowiada wszystkim, że to ja jestem mu winien pieniądze!”

Plakat reklamujący zbliżające się seminarium Michała Kołtysia i Briana Tracy Plakat reklamujący zbliżające się seminarium Michała Kołtysia i Briana Tracy

Sukces w network marketingu

Ostatnio głośno się zrobiło w internecie o Michale Kołtysiu również z innego powodu, o czym wspomniał w swoim komentarzu dr Alberta Y. Leung. Otóż 27 maja 2011 roku ma on wystąpić w seminarium szkoleniowym wraz z Brianem Tracy. Tytuł seminarium brzmi „Sukces w network marketingu”. Jesteśmy ciekawi, czy Brian Tracy ma pojęcie, co sądzą o działalności biznesowej Kołtysia jego przecież najbliżsi współpracownicy. No i czy takiego sukcesu w MLM będzie nauczał ten duet, jaki widzimy w Earth Power Europe? Chcieliśmy zapytać Kołtysia o jego współpracę z Brianem Tracy, lecz nie dał nam takiej możliwości. Poproszony o merytoryczne ustosunkowanie się do historii Earth Power Europe widzianej oczyma Vaclava Tomka i dr Leunga napisał nam jedynie oświadczenie tej oto treści:

„Panie Maciejewski, Nie mogę powiedzieć, że mnie pan zaskoczył, bo to jest w pana stylu. Pana zachowanie już chyba nikogo nie dziwi w branzy. Może dlatego ludzie jezdza po Polsce, spotykaja się z moimi liderami i zapraszaja mnie na spotkanie i polecaja nowy projekt w ramach Supportio upewniając ludzi, że Maciejewski został usunięty. Pewnie także dlatego prywatna uczelnia zakończyła z panew wspolprace, pewnie dlatego naklad Network Magazynu spadł na łeb (a szkoda), pewnie także dlatego ma pan pare spraw karnych. Tym razem dodam panu nastepna, jeżeli napisze pan choćby jedna rzecz, która będzie nieprawdziwa a zapewne tak będzie, ja przesyla mi pan w Wielki Piątek informacje o tym, że w drugi dzien swiat planuje publikacje i pyta o komentarz. Panu brakuje podstaw rzetelności dziennikarskiej (pisze pan o mojej firmie i nawet ani razu się ze mna nie skontaktowal). Tym razem dolacze do grona osob, które pana pozywaja i ja doprowadze sprawe do konca. Nic pan nie wie o sytuacji. Nic pan nie wie o dr. Leungu, jego bankructwie, hazardzie. Nie zadal pan sobie zadnego trudu, aby zapytac Herbalife, Lifestyle kim jest ten człowiek. Odpowiedzi: Jakie niewywiązanie się z płatności. Jakich płatności? Co to za bzdury. Jest pan nie przygotowany. Sprawa udziałów w każdej spolce to sprawa wspólników i umowy spolki i nic panu do tego. A co to Pana interesuje? Dr Leung miał wiele problemow ze zdrowiem (zawal w 2010 roku), wiele bledow w zyciu – bankructwo, duze dlugi, upadek laboratorium. To człowiek po przejsciach. TAK, zrobil pare bledow w zyciu. Sprawe bada prokuratura. Ze względu na dobro śledztwa nie wolno nam tego komentowac. Sprawa jest rozwojowa. Doktor Leung dziala na niekorzyść wlasnej spolki, wielokrotnie probuje sprzedac ten sam towar. Ludzie w klopotach finansowych robia rozne glupie rzeczy. Panie Maciejewski, to co pan uprawia to nie jest dziennikarstwo. Każdy dziennikarz napisalby na etapie powstawania tematu (choc to żaden temat). Pan nawet nie zadal sobie tego trudu. Obaj, choc chyba już wszyscy w tej branzy, wiemy dlaczego tak jest. Dla potrzeb przyszłego procesu zaznaczam, ze jest to pana pierwszy kontakt ze mna w tej sprawie. Tym razem sprawa skonczy się w sadzie a znajomych, którzy zastanawiali się nad cofnieciem zarzutow w stosunku do pana namowie, aby procedowali. Dosc oszczerczej pana dzilalnosci. Upewnie się, ze zaplaci pan za te nagonke na zlecenie. Proszę śmiało publikowac, znaleźć sobie dobrego prawnika i duzo pieniędzy na proces i odszkodowanie, na cele społeczne i publikacje przeprosin. Dawid, Przekaz proszę sprawe do Pani mecenas. Tym razem idziemy do sadu i nie będzie odwrotu. Dziekuje, Michal. I dla jasności naszych relacji prawnych i postępowań sadowych: Oświadczam, iż nie autoryzuje żadnej mojej wypowiedzi zawartej w tych mailach lub w jakichkolwiek publikacjach w jakiejkolwiek formie do uzycia przez pana w jakiejkolwiek formie. Nie zgadzam się na uzywanie mojego imienia, nazwy mojej firmy i zadnych materiałów graficznych, czy znakow towarowych. Z poważaniem, Michal Koltys.”