Dzięki temu, każdy kto narusza prawo autorskie będzie upubliczniony z imienia i nazwiska. Ochrona praw autorskich przed piractwem przez technologię DRM nie jest nowym pomysłem. Wygląda to tak: np. plik MP3 udostępniony legalnie użytkownikowi zawiera także jego dane osobiste, pozyskane np. z przelewu. Jeśli ten plik znajdzie się na torrencie, można łatwo zidentyfikować pierwotnego właściciela – informuje portal Gizmodo.pl

Jak podaje portal, większość serwisów internetowych zrezygnowała z zastosowania DRMu, pomimo nacisku ze strony koncernów muzycznych. Wkrótce jednak muzyka udostępniona będzie w "chmurze", nad którą pracują Apple, Google i Amazon, a koncerny nalegają, by oznaczać udostępnione utwory "znakiem wodnym", czyli danymi umożliwiającymi identyfikację kupującego.

Dodatkowo będzie można oznaczyć i identyfikować nie tylko kupującego – jak przy starym DRM, ale nawet uniemożliwiać odtwarzanie utworu czy filmy innym osobom. Chodzi o to, żeby tylko kupujący i tylko za pomocą jednego serwisu mógł słuchać zakupionego przez siebie dzieła.

Jeśli chodzi o polskie realia, to przydałoby się jeszcze jakieś zabezpieczenie przed kradzieżą tekstów np. z książek i e-book'ów i publikowaniem ich na prywatnych stronach internetowych pod swoim nazwiskiem. Ale, kto wie?