źródło: Flickr.comźródło: Flickr.com

To pytanie pobudza do zagorzałych dyskusji zarówno początkujących adeptów sztuki MLM jak i największych liderów network marketingu. Od wielu lat i w każdym miejscu. Chcąc znaleźć rozwiązanie tego dylematu należy najpierw rozważyć zagadnienie: co to znaczy „lepszy plan marketingowy”?

Lepszy plan marketingowy

Plan marketingowy może dawać nam albo szybki zarobek, albo pasywne, stabilne dochody. Może również powodować, że w strukturze satysfakcjonujące pieniądze zarabiają tylko nieliczni, albo też zarabia wielu i to zarabia dobrze. Od udzielenia sobie samemu odpowiedzi na to pytanie –co jest dla nas ważniejsze? – zależy to, który plan marketingowy uznamy za lepszy.

Szybki zarobek

Szybki zarobek oznacza, że lider dynamicznie buduje wieloosobowe struktury, podpisując kolejnych ludzi w głąb, korzystając z premii oraz bonusów za szybki rozwój. Taka struktura jest bardzo niestabilna z dwóch powodów. Po pierwsze wprowadzone osoby kupują zestawy startowe, a następnie są pozostawione same sobie. Konsekwencją tego jest to, że nie zarabiają, ponieważ nie potrafią powtórzyć (zduplikować) lidera, który ich zachęcił do biznesu. Po prostu wpisał ludzi, gdzieś głęboko pod siebie i pozostawił samych sobie. Taki lider jest jak gwiazda, niedościgniony ideał, który jasno rozbłyska, oślepia wizją, zwodzi perspektywą zdobycia luksusowego samochodu, za który i tak trzeba samemu zapłacić i szybko gaśnie. Nie jest to zatem prawdziwy lider lecz „celebryta”. Nie jest to przewodnik, a „omamiacz”. Ktoś, kto błyszczy oznakami luksusu, za którymi nie kryje się człowiek, czyli ktoś, kto jest nam życzliwy i na kim możemy polegać.

Szybkim zarobkom sprzyjają plany różnicowe, w szczególności binarne. Jednak już po kilku tygodniach okazuje się, że nasze struktury w sposób dosłowny nas „prześcigają”. Przestajemy zarabiać i... zmieniamy marketing. Przechodzimy do innej firmy. Raz można, ale za drugim i trzecim razem już nie mamy z kim rozmawiać, bo ludzie przestają nam ufać, skaczącym z marketingu do marketingu niczym z kwiatka na kwiatek. W konsekwencji nasz biznes się rozsypuje.

Stabilne dochody

Stabilne dochody osiąga się poprzez systematyczną pracę z kilkoma osobami, które są bezpośrednio pod nami lub bardzo płytko w naszej strukturze, oddalone o jeden lub maksymalnie dwa poziomy. Warunkiem jest to, aby te osoby chciały autentycznie pracować. Jeżeli tylko dostrzegamy, że ich deklaracje są płytkie, pozbawione większego zaangażowania i ulotne, to natychmiast skupiamy się na poszukiwaniu nowych osób. Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby nasz cenny czas wykorzystywały tak zwane „wampiry energetyczne”.

Budując swój zespół ze wszystkich sił unikajmy malkontentów! Skupiajmy się na osobach pozytywnych, które nie szukają problemów, tylko są entuzjastycznie nastawione do nas, firmy i produktów.

W ten sposób budujemy naszą własną, osobistą „kadrę oficerską”, na której możemy polegać i z którą tworzymy zespół. Dla tych osób jesteśmy autentycznym autorytetem.

Takiemu budowaniu sprzyja plan klasyczny oparty o kilka, kilkanaście poziomów, które w sposób stabilny zapewniają nam dochody pod jednym warunkiem – że twórca planu przewidział tzw. „podciąganie” poziomów nieaktywnych.

Zarabiają nieliczni

Wiele planów marketingowych jest zbudowanych w ten sposób, że zarobki większości osób w strukturach wynoszą kilkadziesiąt, czy kilkaset złotych. Są to plany marketingowe oparte na tanich produktach pierwszej potrzeby o średniej jakości. Zgadza się, wiele osób chce sobie dorobić właśnie te dwieście, trzysta złotych do pensji, aczkolwiek w czasach 500+ można znaleźć na taki zarobek inne sposoby.

Pozostawiając żarty na boku należy zauważyć, że każdy ma swoją miarę zarobków. Jednej osobie wystarczy dorobienie kilkuset złotych, a inna osoba potrzebuje dodatkowych kilku tysięcy. To dla nich właśnie stworzono marketingi oparte o nieco droższe, lepsze jakościowo produkty i klasyczne plany marketingowe, w ramach których buduje się wspomnianą wyżej „kadrę oficerską” i grono klientów, czyli sieć konsumencką. Ale o tym później...

W różnicowych planach marketingowych duże pieniądze zarabiają Ci, którzy wchodzą do drugiego planu marketingowego i potrafią się w nim utrzymać. To są naprawdę tuzy biznesu MLM, których wszyscy podziwiamy. Ale czy potrafimy to powtórzyć? Zduplikować? Szybko okazuje się, że nie, więc kolejne osoby odpadają, a na ich miejsce trzeba szukać nowych. Duża rotacja jest charakterystyczna właśnie dla różnicowych planów marketingowych.

Zarabia wielu i dobrze

Podstawą dojścia do systematycznych zarobków z trzema zerami na końcu jest DUPLIKACJA polegająca nie na wypełnieniu banalnego zadania: „wprowadź dwóch, trzech, czterech kolejnych i spowoduj, że oni wprowadzą kolejnych”, tylko wypełnieniu MISJI: „NAUCZ dwie, trzy, cztery osoby istoty biznesu”, czyli tego co jest ważne w marketingu sieciowym:

  • zaangażowania i entuzjazmu,
  • systematyczności i codziennej pracy,
  • uporu i dumy ze swojego zajęcia i sposobu na życie.

Tylko w ten sposób możemy zbudować stabilną sieć, w której rotacja jest ograniczona do przyzwoitego minimum.

Stabilność dochodów

Słusznie Czytelniku niniejszych rozważań zauważasz, że autor jest zwolennikiem klasycznego planu marketingowego. Tak. Ponieważ uważam, że marketing sieciowy polega na budowaniu stabilnego źródła dochodów, dzięki temu, że moje miejsce w strukturze jest stabilne. Różnicowy plan marketingowy z góry zakłada, że moje najlepsze nogi, najlepsi liderzy zostaną ode mnie „odcięci” prędzej czy później w najgorszym przypadku. Zaś w najlepszym przypadku będę miał od ich struktur niewielki procent, tak zwaną „różnicę” i będę zarabiał w drugim planie marketingowym. Dlaczego miałbym więc się angażować w tworzenie trwałych relacji z moimi najlepszymi ludźmi? Ze względu na drugi plan marketingowy. To jest jedyna i słuszna motywacja. Ale czy wystarczająca?

Klasyczny plan marketingowy jest stabilny. Od wprowadzonych przeze mnie osób ZAWSZE będę uzyskiwał zarobek i nikt nie może mnie go pozbawić, poza mną samym, w przypadku, jeśli za mało pracuję. W klasycznym planie marketingowym nie istnieje coś takiego jak „odcięcie”. Oczywiście kosztem głębokości. Ale czyż głębokość nie jest mitem? Czymś, czym się zachłystujemy? Zachwycamy się, że pod nami jest pięćdziesiąt, sześćdziesiąt poziomów, odczuwamy coś na smak władzy nad rzeszą ludzi, których nawet nie znamy. Ale nic za tym nie idzie.

Moim zdaniem stabilność i bezpieczeństwo przynależy tylko i jedynie do klasycznego planu marketingowego. Im jest prostszy, tym lepiej. Jeżeli nie jesteśmy w stanie w ciągu kilku minut zrozumieć planu marketingowego, a osoba, która nam go tłumaczy mówi: „możesz zarobić sto tysięcy dolarów w dwa miesiące, zobacz, ten zarobił, tamten zarobił...” Moim skromny zdaniem – szkoda czasu, zakończ w miły sposób spotkanie. No chyba, że nasz rozmówca zainteresuje się Twoją ofertą biznesową. Pokaż mu absurd tego, że on sam nie rozumie planu marketingowego, który promuje i pokaż mu prostotę Twojego.

Kilka czy kilkaset tysięcy

Wiem, wywołam tym artykułem dyskusję i sprowokuję opinie, że wykazuję brak zrozumienia MLM. Spotkałem niedawno lidera, który odszedł z jednej dużej firmy do innej i właśnie to mi zarzucił. Podobno nie rozumiem podstawowej zasady network marketingowej: MLM to sprzedawanie wizji zarabiania setek tysięcy i milionów pod jednym warunkiem – „kup dzisiaj starter”. Być może, a nawet z całą pewnością i przekonaniem – nie rozumiem tego podejścia. Uśmiecham się tylko, ponieważ moja wizja MLM jest zupełnie inna. Na czym ona polega? Już wyjaśniam.

Celem i pragnieniem większości ludzi nie jest mityczny „milion dolarów”, tylko najzwyklejsza „druga pensja”. Jeżeli ktoś zarabia dwa tysiące złotych, to systematyczne dorobienie tysiąca, dwóch czy trzech tysięcy miesięcznie jest dla tej osoby znaczącym podniesieniem standardu życia. Nie jest to być może bogactwo w kategoriach szybkiego zdobycia luksusowych, acz tak naprawdę nierealnych dóbr. Nie jest to rozbudzanie fantazji i produkowanie odrealnionych marzeń. Ale w zamian jest to osiągalna wizja radykalnego poprawienia jakości życia i statusu materialnego zwykłych, normalnych ludzi, którymi wszyscy jesteśmy. A taką perspektywę może dać nam jedynie klasyczny plan marketingowy. Marzenia? Nie, żadne marzenia! No chyba, że senne. Przepraszam, ale marzenia to emocjonalna bzdura. Osobiście wolę realne cele. A zatem: mądry cel – plan – działanie. To jest dobra dewiza skuteczności.

Autor tekstu jest prezesem zarządu network marketingowej firmy Perfect Coll i dyrektorem operacyjnym w Roboclean Poland. Pierwszy odcinek jego serii „Dylematy MLM” można znaleźć w tym miejscu: „Sprzedawanie czy budowanie sieci?” Drugi odcinek znajduje się tutaj: „Biznes czy manipulacja?” a trzeci tutaj: „Systematyczność czy entuzjazm?” Zapraszamy do lektury i dyskusji.