Spełnić marzenia

Pierwszy raz o tym przedsięwzięciu poinformowaliśmy na łamach "Network Magazynu" w tym miejscu. I wykrakaliśmy. Bo okazało się, że osoby, które zaufały firmie zostały z niczym, a obecni szefowie... już rozkręcili nowy biznes. Wszystko zaczęło się w 2008 roku. Rentier D.K., którego prezesem był Waldemar Kowal, proponował współpracę na bardzo korzystnych warunkach. Dołączyć do jego interesu było łatwo – wystarczyło uczestniczyć w szkoleniach, podpisać kilka dokumentów i wykupić obligację za 2 tysiące złotych. W zamian otrzymywano możliwość dystrybucji produktów finansowych i ubezpieczeniowych w postaci polis, papierów wartościowych, a nawet mieszkań.

Kontrowersyjna obligacja firmy Rentier D.K. Kontrowersyjna obligacja firmy Rentier D.K.

Na ten pomysł skusiło się ponad dwa tysiące osób. W następnym roku sprawy potoczyły się błyskawicznie. W marcu 2009 roku zginął tragicznie Kowal (Prezes firmy Rentier D.K. nie żyje), a po jego śmierci firmę przejęli Katarzyna Szyjewska i Tadeusz Łagut. Później okazało się, że spółka może mieć nawet 13 milionów długu. Czarę goryczy przelała wiadomość, że KNF podważyła wiarygodność obligacji Rentiera D.K. Ruszyła lawina osób domagających się zwrotu pieniędzy. Jednak, jak zostaliśmy poinformowani, ani Łagut, ani Szyjewska nie odpowiadali na wezwania poszkodowanych. Prokuratura wszczęła śledztwo, które zostało umorzone we wrześniu zeszłego roku. Co stało się dalej z pokrzywdzonymi?

Andrzej Zaremba z Warszawy zainwestował swoje pieniądze z nadzieją na rozkręcenie interesu. Jego relacje nie odbiegają od historii innych osób, które zainwestowały w spółkę. – Miało być pięknie, szybko i bogato – relacjonuje Zaremba. – Na początku wszystko szło dobrze. Najpierw szkolenia w Michałowicach pod Warszawą, później wykup obligacji. Próba rozkręcenia interesu, pozyskiwanie do współpracy nowych osób, które działałyby na moje konto. Nikt się nie spodziewał, że to może być początek piramidy finansowej. Po 4 miesiącach pracy okazało się, że nawet prowizje od moich ludzi nie są wypłacane tak, jak miało to być w rzeczywistości – mówi zawiedziony Zaremba.

Temida nie chce i nie może

29 czerwca 2008 r. prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie Rentier D.K. – Najważniejszym tego powodem była śmierć Waldemara Kowala – powiedział nam Mateusz Martyniuk z prokuratury okręgowej w Warszawie. Dlaczego jednak nie zainteresowano się losami pokrzywdzonych, którzy w dalszym ciągu nie odzyskali pieniędzy? Tego nam już w prokuraturze nie potrafiono, lub nie chciano wytłumaczyć.

Odpowiedź na to pytanie ma za to Andrzej Szado z Korporacji Prawno-Finansowej Feniks, która zajmuje się pomaganiem osobom pokrzywdzonym przez Rentier D.K. – Błędy zawarte w aktach oskarżenia pokrzywdzonych spowodowały, że prokuratura nie chciała prowadzić śledztwa – uważa Szado. – Jeśli osoby oskarżały o defraudację Kowala, a on nie żyje, to prokuratura nie ma możliwości ścigania go i w konsekwencji umorzyła postępowanie.

Ale w rozmowie z nami Szado powiedział, że dowody są na tyle silne, iż wystarczy jeszcze raz poprawnie sformułować akt oskarżenia przeciwko zarządowi Rentier D.K., czyli Łagutowi i Szyjewskiej. – Już wkrótce sądy zostaną zalane tysiącami pozwów – zapewnił nas prezes Feniksa, ponieważ ustawa z dnia 29 czerwca 1995 r. o obligacjach (t.jedn.: Dz.U. 2001 r. Nr 120 poz. 1300), wprowadza możliwość emitowania przez spółkę obligacji, ale jak podkreślił, z zachowaniem określonych standardów, które w tym wypadku nie zostały dotrzymane, a wręcz – według Szado – można mówić o świadomym działaniu w kierunku wyłudzenia środków pieniężnych.

Winny niewinny

Niestety, nie udało nam się skontaktować z Katarzyną Szyjewską. Ciągłe spotkania, konferencje i inne sprawy uniemożliwiają jej rozmowę z dziennikarzami na temat Rentier D.K. Bardziej rozmowny jest natomiast Łagut, który zapewnia, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a z Rentierem nie ma nic wspólnego od kilku miesięcy. Sam siebie uważa za poszkodowanego, a wszystkie pojawiające się zarzuty pod jego adresem – za nieuzasadnione.

Od poszkodowanych dowiedzieliśmy się, że wciąż zgłaszają się do nich firmy, które oferują pomoc. Również sami nie zostają bierni i szukają wsparcia u radców prawnych, adwokatów czy firm windykacyjnych. Podobno zarzuty pod adresem Rentier D.K. są bogate niczym zasoby ropy szejków arabskich.

Szado uważa, że właściciele Rentiera nie tylko łamali prawo w związku z obligacjami, ale również jeśli chodzi o stosunek pracy czy kwestie umów dwustronnych: – Proszę sobie wyobrazić, że dają panu samochód, a pan jest jego użytkownikiem. Inwestuje pan w niego sporą sumę pieniędzy – wymiana opon, płynów itd. Jednak nikt nie wspominał o tym, że auto jest w leasingu – opisuje w jeden z przypadków Szado. – No i jak się okazuje, nie płacą za niego żadnej raty i musi pan ten samochód oddać. Oczywiście bez zwrotu zainwestowanych pieniędzy. Jak Pan to nazwie?

Interes się kręci

Nie dawno Katarzyna Szyjewska wraz z niejakim Romualdem Łabudą założyli w Częstochowie Polish Financial Group Sp. z o.o. Firma nie kryje swoich związków z Rentierem, a sami założyciele ogłaszają się, jako jego kontynuatorzy. Ba. Obwieszczają, że plan marketingowy jest oparty, sprawdzony i udoskonalony o program działający niegdyś w firmie Rentier D.K. Dodatkowo oferują telefony komórkowe, laptopy, samochody. Wystarczy zakupić tylko udziały w firmie... (przykład tutaj).

Rozmowa z Tadeuszem Łagutem, jednym ze wspólników firmy Rentier D.K. po śmierci Waldemara Kowala:

Tomasz Głowacki: Co dalej z losem osób, które kupiły obligacje Rentier D.K.?

Tadeusz Łagut: Nie ma szans, żeby odzyskać zainwestowane pieniądze. Sytuacja jest dla mnie o tyle ciężka, że sam jestem jedną z osób, które kupiły obligacje Rentiera. Jestem pokrzywdzony, jednak w obliczu śmierci pana Kowala nie ma sposobności na odzyskanie pieniędzy. Muszę to przyznać z żalem.

Co się stało z pieniędzmi? Kilka milionów wyparowało ot tak?

Gdy przejmowaliśmy spółkę, nie wiedzieliśmy, że jest ona w katastrofalnym stanie. Kowal zostawił po sobie kilkumilionowe długi. Przejmując firmę mieliśmy nadzieję, że odmienimy jej los. Przegraliśmy walkę, dlatego wniosek do sądu o upadłość Rentiera był konieczny.

Po co chcieliście wchodzić w biznes, z którego sami byliście niezadowoleni? Przecież sami straciliście na tym wcześniej pieniądze.

A co mieliśmy robić? Zostawić to tak wszystko? Woleliśmy działać. Ale z pustego to i Samolon nie naleje. W momencie przejmowania Rentiera wierzyliśmy, że może uda się odzyskać część pieniędzy. Sam w to byłem wpakowany, dodatkowo zaangażowałem swoich znajomych w kupno obligacji. Chciałem pomóc wchodząc w spółkę – dla siebie i dla nich. Światełko nadziei było, dlatego podjąłem się tego zadania. Jednak na przestrzeni czasu wszystko okazało się niemożliwe.

Jest pan prezesem Rentiera, więc pan formalnie odpowiada za obecny stan rzeczy.

Ja nie mam obecnie z tą spółką nic wspólnego. Nie wiem co się w niej dzieje, od kilku miesięcy w ogóle się nią nie interesuje. Proszę pytać pani Katarzyny Szyjewskiej, jak wygląda sytuacja. Ja nic nie wiem.

Ale Polish Financial Grup to autorski pomysł pana i Szyjewskiej. Nie uczycie się na błędach, bo reklamowaliście się jako spółka, która jest ulepszoną wersją Rentiera?

Ja nie mam z nią nic wspólnego. Zarządza nią pani Szyjewska. Założyliśmy PFG z nadzieją, że może uda się odzyskać część zainwestowanych pieniędzy. Nie ma Pan nic wspólnego? W rejestrach jest pan prezesem. Powtarzam, że nie działam w tej spółce. Zająłem się swoimi problemami osobistymi, zdrowotnymi i zawodowymi.

W oczach wielu ludzi jest pan współodpowiedzialny za to co się stało.

Nic mnie nie obchodzi co mówią ludzie. Ja chciałem ratować ich pieniądze, a to co teraz wygadują, to już nie moja sprawa.

(To z pewnością nie koniec historii firmy Rentier D.K. „Network Magazyn” będzie na bieżąco obserwował rozwój wydarzeń i o wszystkim informował swoich Czytelników – przyp.red.)