źródło: flickr.comźródło: flickr.com

Tę skuteczność powinno się dalej zwiększać i jest to możliwe. Obok polityki wspierającej pogrążone w kryzysie kraje południa Europy, na które zostały skierowane setki miliardów euro pomocy, konieczne są także skuteczne unijne instrumenty pobudzające wzrost gospodarczy poprzez inwestycje i tworzenie miejsc pracy.

Wczoraj rozpoczał się szczyt Unii Europejskiej poświęcony wypracowaniu budżetu Unii Europejskiej na nową perspektywę finansową na lata 2014-2020. Może to być dla nas najważniejsze unijne wydarzenie w tym roku. Budżet unijny to tylko około 1% unijnego PKB (Produktu Krajowego Brutto), ale ma olbrzymie znaczenie dla realizacji unijnych polityk i dla takich krajów jak Polska, które dzięki pieniądzom unijnym zmniejszają dystans rozwojowy do bogatszych członków UE.

Widać wyraźnie, że unia ma nie tylko problemy związane z kryzysem gospodarczym i w strefie euro, ale problemy te przekładają się na poważne trudności z uzgodnieniem wieloletniego budżetu unijnego. Cięcia w stosunku do propozycji złożonej w czerwcu zeszłego roku przez Komisję Europejską są praktycznie nieuniknione. Nad szczytem wisi też zapowiedziana przez Wielką Brytanię groźba weta, jeśliby uzgodnienia co do budżetu – czytaj cięcia – nie byłyby po myśli premiera Davida Camerona. Wielka Brytania oczekuje cięć na poziomie 200 mld euro, czyli około 20% proponowanego budżetu, w którym wydatki zaplanowane zostały przez KE na poziomie 988 mld euro, a zobowiązania na 1033 mld euro.

Niemcy mówiły o cięciach na poziomie 100 mld euro. Prezydencja cypryjska złożyła propozycję 50+, tzn. cięć na poziomie przynajmniej 50 mld euro. Natomiast przewodniczący Rady Europejskiej, Herman Van Rompuy, zaproponował ostatnio obcięcie propozycji KE o 75 mld euro. Propozycje te oznaczają, że nowy budżet na lata 2014-2020 będzie mniejszy nie tylko realnie, ale i nominalnie w stosunku do obecnnego budżetu na lata 2007-2013. Jest wielce prawdopodobne, że przyjęcie cięć w budżecie w wielkości zaproponowanej przez Wielką Brytanię spotkałoby się znowu z vetem innych krajów członkowskich, w tym Polski, i nie zatwierdzeniem budżetu przez Parlament Europejski.

Nie wiemy, czy cięcia będą dotyczyć wszystkich pozycji budżetowych proporcjonalnie, czy też niektóre dziedziny będą szczególnie ograniczane. Polsce najbardziej zależy na polityce spójności, bo tam są pieniądze na przedsięwzięcia inwestycyjne. W ramach polityki spójności mamy teraz 68 mld euro z UE na rozwój regionalny i 28 mld euro na rolnictwo i rozwój obszarów wiejskich w ramach wspólnej polityki rolnej (WPR) na lata 2007-2013. Według propozycji KE moglibyśmy liczyć na 76 mld w polityce spójności i 35 mld euro w WPR. Przyjęcie propozycji brytyjskiej i proporcjonalne obcięcie pozycji budżetowych oznaczałoby 61 mld euro (czyli mniej niż obecnie) w polityce spójności dla Polski i 28 mld euro w WPR (czyli mniej więcej tyle co obecnie).

W ostatnich dniach obserwowaliśmy bardzo intensywną ofensywę dyplomatyczną Polski w UE. Uczestniczył w niej nie tylko premier i minister finansów, ale do wsparcia włączył się także prezydent Rzeczpospolitej. Poparcie ze strony „przyjaciół” polityki spójności nie wystarczy. Zresztą grupa ta jest niejednorodna. Do swoich racji trzeba przekonać płatników netto do budżetu unijnego. Nie widać było nici porozumienia z naszymi zachodnimi sąsiadami po spotkaniu kanclerz Angeli Merkel z premierem Donaldem Tuskiem. O wiele lepiej zakończyły się spotkania prezydenta Francji Franois Hollande’a w Polsce. Uzgodniono wspólną walkę o utrzymanie budżetu. Tak jak Polska jest największym beneficjentem polityki spójności, tak Francja jest największym beneficjentem wspólnej polityki rolnej.

Argumenty, które przemawiają za pozostawieniem budżetu, a szczególnie polityki spójności, w postaci zaproponowanej przez Komisję Europejską to przede wszystkim fakt, że jest to główny instrument finansowy realizacji unijnej strategii gospodarczej Europa 2020. Bez silnego budżetu unijnego strategia ta pozostanie jedynie ciekawym przedsięwzięciem intelektualnym i spotka ją los podobny do strategii lizbońskiej. Z kolei polityka spójności to skuteczny instrument przeciwdziałający kryzysowi i spowolnieniu gospodarczemu, czego wyraz dała np. Polska. Przykład Polski i wielu innych krajów unijnych pokazuje także, że polityka spójności może być skuteczna i efektywna. Tę skuteczność powinno się dalej zwiększać i jest to możliwe. Obok polityki wspierającej pogrążone w kryzysie kraje południa Europy, na które zostały skierowane setki miliardów euro pomocy, konieczne są także skuteczne unijne instrumenty pobudzające wzrost gospodarczy poprzez inwestycje i tworzenie miejsc pracy.

Jeżeli już, to cięcia w propozycji budżetu można tak przeprowadzić, aby nie doznały uszczerbku polityka spójności i wspólna polityka rolna, np. poprzez likwidację instrumentu „Łącząc Europę” (Connecting Europe Facility; 50 mld euro) i zachowanie unijnych wydatków na B+R w programie Horyzont 2020 na poziomie 50 mld euro (obecnie proponuje się 80 mld euro). Cięcia w pozycji budżetowej przeznaczonej na funkcjonowanie administracji unijnej mogą się źle skończyć dla nowych krajów członkowskich, ponieważ będą zapewne dotyczyć likwidacji niższych stanowisk w administracji, a te głównie są piastowane przez naszych reprezentantów w organach unii.

Lepiej, aby nowy budżet unijny został wypracowany jeszcze w tym roku. Brak przyjęcia wieloletniego budżetu dla UE oznacza przyjmowanie i funkcjonowanie UE w ramach budżetów jednorocznych. To bardzo utrudniłoby realizację projektów, które z natury są przedsięwzięciami wieloletnimi. Komisarz UE Janusz Lewandowski twierdzi, że brak uzgodnienia budżetu może wpłynąć na międzynarodowe rynki finansowe. Ponadto odłożenie negocjacji na przyszły rok wcale nie oznacza, że będzie je można wtedy prowadzić w bardziej sprzyjających okolicznościach gospodarczych i politycznych. Kryzys może się pogłębić. W przyszłym roku są wybory parlamentarne w Niemczech, a to Niemcy są największym płatnikiem do budżetu unijnego.