Powrót do strony głównej Napisz do redakcji
Network strategiaNetwork forum
Napisz do redakcjiRedakcjaRada programowaPatronatPrenumerataReklama
Megaboom Network MarketinguZapracować na dobry wizerunek
Poniższy tekst jest jedynie fragmentem artykułu, którego pełna wersja znajduje się w drukowanej wersji NETWORKmagazynu.
 

 

Najszybszy wiceprezydent
w marketingu sieciowym

Rozmowa z Grzegorzem Kamińskim, nauczycielem muzyki, liderem i zwolennikiem network marketingu, który potrzebował zaledwie siedemnastu miesięcy, aby
otrzymać nominację na wiceprezydenta - najwyższe stanowisko w firmie Akuna.

Maciej Maciejewski


"Kiedyś ktoś mądry napisał, że: "Droga do złotego miasta prowadzi przez kręte i zakurzone ulice". Bardzo pomógł mi fakt, że zawsze potrafię się przyznać do błędów przed swoimi partnerami, bo nic lepiej nie buduje zaufania, jak szczera rozmowa. Dzisiaj postanowiłem stosować się w 100% do planu marketingowego firmy. Teraz stawiam nie tylko na osiągnięcie pozycji, ale również na stabilność i wyniki finansowe". (Grzegorz Kamiński)  

Grzegorz Kamiński urodził się 29 lat temu w Cieszynie. Od najmłodszych lat miał duszę artysty. Zawsze interesował się tańcem i fascynował muzyką - najpierw grał na saksofonie i akordeonie, później ukończył szkołę muzyczną. Nawet swój pierwszy biznes stworzył w oparciu o życiową pasję, albowiem już w wieku 17 lat zarabiał jako instrumentalista i wokalista podczas różnego rodzaju imprez okolicznościowych. Wtedy wydawało mu się, że wygrał los na loterii:

- Nie dość, że robię to, co kocham, to jeszcze daje mi to bardzo dobre pieniądze - mówił. Po dwóch latach chałtury miał takie wzięcie, że nie był w stanie przyjmować wszystkich zamówień. Wtedy wpadł na pomysł, aby stworzyć grupę zaprzyjaźnionych muzyków, którzy będą w stanie klonować jego pracę i opanować rynek muzyczny na swoim terenie. W przedsięwzięcie zaangażował przyjaciół ze studiów muzycznych, zainwestował w sprzęt i w sumie zbudował pięć profesjonalnych zespołów, które cieszyły się uznaniem i renomą:

- Ludziom spodobały się moje pomysły na dobrą zabawę, ponieważ miałem nietuzinkowy repertuar: piosenki latynoskie, włoskie, a nawet bawarskie jodłowanie. Wszystkie moje kapele grały te same kawałki co ja i nie miałem problemów z rozdzielaniem zleceń. Już w wieku 20 lat zarabiałem dużo pieniędzy. To co się wtedy działo w moim życiu, to był "high life". Potrafiłem pracować cały piątek, sobotę i niedzielę, w poniedziałek rzucić instrumenty do garażu, zapakować na samochód deskę i jechać 1000 km do Włoch, aby popływać i znowu wrócić do pracy na cały weekend. Moje pomysły na biznes rozwinęły się do tego stopnia, że w pewnym momencie zajmowałem się obsługiwaniem imprez kompleksowo - od oprawy muzycznej, cateringu, po usługi foto i wideo. To był kosmos. Ale do pewnego momentu...  

Moją pasją jest wolność.
Dlatego kocham windsurfing, muzykę i MLM.

Maciej Maciejewski: Można powiedzieć, że dzięki śmiałym pomysłom, w wieku 20 lat opanował Pan beskidzki show biznes związany z imprezami okolicznościowymi. Co się wydarzyło, że to intratne przedsięwzięcie przestało dawać Panu radość i  pieniądze?

Grzegorz Kamiński: Wszystko było dobrze, ale w pewnym momencie popełniłem błąd. Przyszła taka chwila, w której chciałem osiągnąć jeszcze więcej. Zapragnąłem być osobą poważaną i stworzyć jakąś tradycyjną firmę z prawdziwym biurem, meblami i pracownikami. Taka okazja nadarzyła się, kiedy kolega zaproponował mi zakup sklepu komputerowego. Postanowiłem zainwestować, jednak szybko okazało się to posunięciem prawie śmiertelnym. Nastąpił u mnie krach psychiczny, fizyczny i finansowy. Z jednej strony miałem dochód z imprez, ale z drugiej wszystko wkładałem w sklep, który nie miał dobrych obrotów. Stres, nerwy, papierosy - zamknąłem się w więzieniu, które sam sobie zgotowałem. Zacząłem się zastanawiać: czy to ja mam sklep, czy sklep ma mnie? Przestałem jeździć na wczasy i pływać na  desce. W ten sposób straciłem pieniądze, a co najważniejsze - rok czasu, co skrzętnie wykorzystali współpracownicy z branży muzycznej i całkiem przejęli moją inicjatywę. Coraz bardziej zaczęły mi się kurczyć finanse i powiedziałem: basta. Sklep odsprzedałem konkurencji. Dzięki Bogu, bo ten ruch spowodował, że zaczęła się moja przygoda z marketingiem sieciowym.

 

 

 
 


Znacznie więcej informacji na ten i podobne tematy
znajdziesz w drukowanym wydaniu Network magazynu
dzięki prenumeracie. Zamów ją teraz!


 

 
 

Copyright © 4Media Publisher Wydawnictwo Prasowe 2004 - 2007
• Wszelkie Prawa Zastrzeżone •
• All Rights Reserved •