Alina JoélAlina Joél

Alina Joél urodziła się i wychowała w Świętochłowicach – niewielkim, śląskim miasteczku położonym niedaleko Katowic. Jej rodzice starali się, aby nie rozwijała się w duchu „materialistycznym“, ale zawsze ogromną uwagę zwracali na dobre wykształcenie, kulturę osobistą i przede wszystkim dbali o to, aby córka zawsze miała konkretne marzenia i cele. Swoje prywatne, nie ich. Być może to dlatego dziś Alina tak dobrze radzi sobie w biznesie i odniosła sukces w network marketingu? Wszak zdaniem niejednego specjalisty wychowanie ma ogromny wpływ na późniejszą karierę…

„Rodzice zawsze popierali moją każdą decyzję. Nawet, jeśli nie była ona po ich myśli – wspomina. „Tak było do 1989 roku, kiedy postanowiłam wyjechać do Niemiec, aby tam nauczyć się języka i zrobić studia. Zawsze pragnęłam podążać innymi drogami niż większość ludzi. Chciałam żyć inaczej. Mama zwykła mówić, że jestem niesamowicie krnąbrna, przekorna i lubię postawić na swoim. Pewnie ma rację (śmiech)“.

Kiedy wyjechała do Niemiec miała 18 lat. Mieszka tam do dziś. Studiowała ekonomię we Frankfucie nad Menem, a kilka lat później skończyła dietetykę. Po studiach ekonomicznych przez siedem lat była zatrudniona w firmie produkującej narzędzia i maszyny budowlane. Rok przepracowała dla niej w Australii, gdzie była odpowiedzialna za dział marketingu. „Po siedmiu latach pracy w trybie 12 godzin na dobę postanowiłam w końcu spełnić pierwsze z moich dwóch głównych celów – założyć własną firmę. I tak od 2003 roku prowadziłam wiele działalności gospodarczych i spółek, w tym również na terenie Polski. Pracowałam wtedy non-stop rezygnując nawet z urlopów, a wszystko w pogoni za moim drugim życiowym celem – dochodem pasywnym. Sukces odniosłam niejeden, oczywiście były one przeplatane niepowodzeniami, które traktowałam jako kolejne doświadczenia. Można nawet powiedzieć, że porażki mnie uskrzydlały, na pewno nigdy nie hamowały przed kolejnymi wyzwaniami“ – opowiada Alina Joél.

Maciej Maciejewski: A w jakich okolicznościach pojawił się w pani życiu marketing sieciowy?

Alina Joél: Moją przygodę z biznesem MLM zaczęłam w 2007 roku. Podczas podróży służbowej po Polsce poznałam osobę, która zapoznała mnie z tym tematem. Celowo nazywam to „przygodą“, bo profesji z tego nigdy nie uczyniłam. To była kanadyjska firma, która wówczas odnosiła duże sukcesy na rynku polskim. Ja do tego sukcesu niewiele wniosłam. Henry Ford powiedział kiedyś: „Sprawdzam każdą ofertę. To może być oferta mojego życia“. Sprawdziłam – nie udało się. Czy żałuję? Absolutnie nie, bo tam poznałam wspaniałych ludzi, z którymi przyjaźń utrzymuję i pielęgnuję do dziś.

Pod koniec 2015 roku ponownie zetknęłam się z systemem MLM. Pokazano mi wówczas krem, który redukuje zmarszczki i worki pod oczami w ciągu 3 minut. Oczywiście uwierzyłam dopiero wtedy, kiedy sama go wypróbowałam. Byłam pod wrażeniem i koniecznie chciałam wejść w jego posiadanie. Kiedy dowiedziałam się, że ten produkt jest dystrybuowany za pomocą systemu marketing sieciowy, pierwsza myśl, która pojawiła się w mojej głowie, była taka – o nie, tylko nie MLM… No i prawda jest taka, że zarejestrowałam się w tej firmie tylko dlatego, żeby dojść do cen hurtowych.

Po paru dniach skontaktował się ze mną niejaki Fabian Fitzner, który starał się zachęcić mnie do budowania tego biznesu. Stanowczo odmówiłam. Nie dlatego, że byłam negatywnie nastawiona do samego MLM. System sam w sobie jest logiczny i ma wiele zalet, których nigdy nie znalazłam w biznesie klasycznym. Problem polegał na tym, że wtedy nie był on ze mną kompatybilny – jak to wówczas określiłam. I chyba na tym by się wszystko zakończyło, gdyby Fabian delikatnie nie zasugerował spotkania face to face. Zgodziłam się dla świetego spokoju…

Jednak, kiedy dowiedziałam się, że po 4 letniej pracy w systemie network marketing – w tym tylko kilka miesięcy w Jeunesse – Fabian cieszy się dochodem pasywnym – i to nie małym, a ja po 13 latach cieżkiej pracy nadal tylko o nim marzę, postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę.

Miałam tylko jeden warunek – chciałam wsparcia od najlepszych w tym biznesie. I w ten sposób poznałam nie tylko Fabiana (diamond director), ale również Calvina Becerra (double diamond), Daniena Feiera (double diamond) i Stefanię Lo Gatto (diamond director) – elitę europejskiej czołówki tego biznesu. I wszyscy pomagali mi w rozbudowaniu mojej struktury. Dotrzymali danego słowa. Tym razem nie potraktowałam tego jak „przygodę“, ale jak poważny biznes. I to był strzał w dziesiątkę.

Maciej Maciejewski: Jakie ruchy musiała pani wykonać na początku i z czym się to wiązało?

Alina Joél: Budowanie dochodu pasywnego zwykle zaczyna się od wypracowania dochodu aktywnego. Na początku miałam sporą grupę konsumentów, z której po jakimś czasie część stała się dystrybutorami. Zaczynałam klasycznie – od ciepłych kontaktów. Od samego początku koncentrowałam się na dwóch krajach – Niemcy i Polska. W pewnym momencie z tego powodu zaistaniała komiczna sytuacja. Podczas studiów często byłam wyśmiewana i izolowana z powodu mojego polskiego pochodzenia. Podczas odczytywania referatów wytykiwano mi ówczesne błędy językowe i nie zapraszano nawet na imprezy. Tymczasem tutaj moja znajomość języka polskiego jest wręcz wielkim atutem. Wielu niemieckich kolegów dziś prosi mnie o pomoc, na przykład przy tłumaczeniu tekstów czy filmów. Zwariowany swiat! (śmiech).

Alina JoélAlina Joél

W Jeunesse już od samego początku intensywnie poświeciłam się nauce. Musiałam szybko opanować wszystkie podstawowe informacje o tym biznesie w trzech językach. Nie wszystkie początkowe rozmowy i spotkania były uwieńczone sukcesem. Jest to nieodzowna część naszego biznesu. Nie tylko w MLM. Co wówczas robię? Wzruszam ramionami i myślę sobie – człowieku, taka szansa przeleciała ci przed nosem… To jego strata. Nie moja. I dalej robię swoje.

Nie mam zbyt wielu talentów. Ale motywacja zawsze należała do moich mocnych stron. Jeżeli mam jakiś cel przed oczami, nic i nikt nie jest w stanie mnie od niego odciągnąć. Nie ma takiej możliwości!

Po roku pracy w Jeunesse osiągnęłam pozycję dyrektora rubinowego. W moim zespole mam kilka tysięcy dystrybutorów w 27 krajach świata. To jest siła jaką stwarza marketing sieciowy i jego atrybuty. Często się zastanawiałam – ile czasu bym potrzebowała, aby rozbudować taką globalną sieć w moim tradycyjnym biznesie? A to przecież dopiero poczatek!

Czy to co zrobiłam było proste? To zależy od punktu widzenia. W porównaniu z moimi innymi biznesami – tak, proste. Jeżeli jednak ktoś myśli, że wprowadzi do biznesu dwie osoby i cała reszta potoczy się sama, żyje w świecie utopijnym. Przecież w MLM tak jak w każdym innym, tradycyjnym przedsięwzięciu gospodarczym, ważne są – konsekwencja, dyscyplina, przemyślana strategia i obroty. Więc nic samo się nie zrobi…

Maciej Maciejewski: Co wyróżnia firmę Jeunesse w gąszczu innych, podobnych spółek działających w network marketingu?

Alina Joél: Chyba każdy z nas nie raz otarł się o produkty dostępne poprzez MLM i sprzedaż bezpośrednią. Większość z nich jest bardzo dobra. Ich jakość musi być dobra, w przeciwnym razie nikt nie będzie ich polecał dalej, a to podstawa naszego biznesu. Plan marketingowy Jeunesse również nie jest jedynym rozwiązaniem opartym na systemie binarnym. Dlaczego zatem Jeunesse? Analizowałam produkty, koncept i strategię firmy pod kątem ekonomicznym, marketingowym i muszę przyznać, że założyciele trafili w dziesiątkę. Od wielu lat przeżywamy prawdziwy boom w dziedzinie chirurgii plastycznej. Coraz więcej ludzi chce nie tylko wyglądać młodo, ale chcą się czuć młodo i to niezależnie od wieku. Główny slogan firmy „Generation Young“ oznacza, że z naszymi produktami wszystkie 20-tki, 40-tki i 70-tki mogą czuć się młodo! To niesamowita dywersyfikacja wiekowa! Produkty, które wchodzą w skład „Sytemu Wspierania Młodości“ przynoszą rezultaty zewnętrzne (skóra) i wewnętrzne (narządy oraz poprawa fizyczna i psychiczna).

Należę do osób, które są w stanie polecać wyłącznie produkty, z którymi mogą się same utożsamiać, identyfikować i których same z powodzeniem używają. Podziwiam wręcz ludzi, którzy odnieśli wielki sukces sprzedając czy polecając np. środki czyszczące, garnki, kołdry – te produkty nie stanowią dla mnie jakiegoś priorytetu życiowego i dlatego nie mogłabym się z nimi związać emocjonalnie. Podobnie byłoby z suplementami, których dziś „sklonowane“ wersje można znaleźć wszędzie, a każdy z nich jest podobno najlepszym produktem na świecie! (śmiech). Natomiast, kiedy czytam z jakimi naukowcami o światowej renomie i sławie współpracuje Jeunesse, gdy dowiaduję się, że niektóre technologie wykorzystane w naszych produktach dostały nagrodę Noble, że większość wyrobów oparta jest na technologii dorosłych, ludzkich komórek macierzystych – z takimi produktami potrafię się zidentyfkować.

A biznes? Plan marketingowy Jeunesse został dwa razy wyróżniony za najbardziej dynamiczny. Po sześciu latach funkcjonowania firma pobiła światowy rekord w branży MLM osiągajac 1,1 miliarda $ obrotów i co roku otrzymuje setki międzynarodowych nagród. Wprowadza nowe produkty, z których każdy ma przynajmniej jeden USP (Unique Selling Preposition).

Bardzo ważna jest dla mnie ekipa, z którą działam. Jestem członkiem zespołu (unityglobal), który ma największe obroty w Europe, najszybciej się rozwija, ma najwięcej pozycji kierowniczych i dyrektorskich, system treningowy i szkoleniowy nowej generacji. Moi mentorzy, przyjaciel i upline to prawie legendy w MLM, od których się najwięcej uczę. Ja weryfikuję ludzi nie na podstawie tego ile zarabiaja, ale ile dają innym. Firma zaimponowała mi wspaniałym projektem „Kids Charity“, który umożliwia dzieciom i młodzieży lepszy start w życiu. Buduje szkoły, wspomaga domy dziecka, szpitale…

Alina Joél i przyjacieleAlina Joél i przyjaciele

W tym momencie adekwatne staje się hasło „Last but not least“ – Jeunesse przeżywa właśnie swoje momentum – marzenie każdego networkowca. Pamiętam rozmowy ze znajomymi sprzed lat, którzy z nutką nostalgii i rozczarowania wspominali liderów odpowiedzialnych za rozwój koncernu Amway. Oni dziś są całkowicie niezależni finansowo. Dokładnie ten schemat przeżywamy teraz w Europie. Dokładamy starań, aby nie przeoczyć tego czasu i każdemu dać możliwość stania się częścią zepołu, który był „na samym początku“. Tutaj nader istotny jest globalny rozwój firmy MLM a Jeunesse ma licencje w 155 krajach i ciągle dochodzą nowe.

Uwzględniając rozwój gospodarczy i polityczny niektórych krajów, dobrze mieć struktury na wielu rynkach i w ten sposób rozłożyć „ryzyko“, ale przede wszystkim zwielokrotnić możliwości dynamicznego rozwoju. Każde momentum ma krótki żywot. Dlatego warto wskoczyć do pociągu, który dopiero się rozpędza.

Maciej Maciejewski: Jaka jest różnica pomiędzy pracą w marketingu sieciowym, biznesem tradycyjnym a zatrudnieniem u kogoś na etacie?

Alina Joél: Ogromna. I mam prawo tak mówić, bo przeszłam przez wszystkie trzy modele pracy. Eric Worre powiedział kiedyś, że „Network marketing nie jest może najlepszym biznesem, ale lepszym niż każdy inny“. Zgadzam się z nim w 100%. Przez siedem lat pracowałam na pełnym etacie po 12 godzin dziennie. Na pensji, bez dodatkowych gratyfikacji. Moi koledzy patrzyli na mnie krzywo, bo podnosiłam poziom wszelkich norm. A oni chcieli spokojnie i wygodnie życ w swoim kokonie. Ja zaś chciałam rozwijać moją karierę zawodową, więc musiałam wykazać swoje umiejętności. Mój ówczesny szef sprzedawał moje pomysły za swoje. Niezwykle trudno było się przebić. Tym bardziej, że pracowałam w branży budowlanej, gdzie wszystkie wyższe pozycje były obsadzane wyłącznie mężczyznami. Kobiety mogły być tylko asystentkami i sekretarkami…

Zainicjowanie mojego pierwszego własnego biznesu tradycyjnego wymagało wkładu ok. 50 000 euro. A to tylko na początek. Długo szukałam biura, aby było odpowiednio położone, w dogodnym miejscu dla pracowników, ale również dla dużych pojazdów transportowych. Negocjacje cenowe z producentami, klientami, problemy logistyczne – bo produkty pochodziły z Australii, reklamacje, wszelkie problemy personalne – samo życie. W biznesie tradycyjnym to normalne. Potem przeżyłam zakładanie kolejnych spółek i kolejne, olbrzymie wkłady finansowe. W roku 2008 odeszłam z jednej z moich firm, w której byłam współwłaścicielem. Założyłam działalność gospodarczą jako dietetyczka. Pamiętam, że przez pierwsze pięć tygodni wydzwaniałam do osób zainteresowanych moimi usługami, inwestowałam w reklamy, pracowałam na okrągło, a pierwszy klient pojawił się dopiero po prawie dwóch miesiącach.

Jedną z największych zalet MLM jest przywilej, że można pracować nad swoim przyszłym biznesem nie rezygnując z aktualnego zatrudnienia. Jeżeli ktoś jest zainteresowany dochodem pasywnym, musi być przygotowany na to, że nie jest to zarobek szybki. Na początku człowiek będzie dostawał stosunkowo niskie prowizje za o wiele większy włożony w to wysiłek, aby później dostawać o wiele więcej przy niższym udziale osobistym – to sławna „dźwignia“ (leverage). Ale inwestycje są wręcz śmieszne. Od samego początku dostaje się pomoc i każdy z zespołu chce, abyś był najlepszy. Czy ktoś zna inny biznes o takiej filozofii? Ja sama decyduję o własnych celach, o swoim rytmie pracy, miejscu pracy. Mój partner mieszka w Szwajcarii i na Majorce. Wykonując inny zawód nie byłabym w stanie prowadzić takiego związku. Teraz żyję w trzech krajach i w każdym z nich mogę robić biznes związany z Jeunesse. Dzięki najnowszym technologiom mogę łączyć się z moimi współpracownikami na całym świecie. Dzisiaj MLM to poważny biznes z poważnymi możliwościami. Oczywiście, jeżeli człowiek potrakuje ten system i samego siebie poważnie. Moim zdaniem po ok. pięciu latach rzetelnej pracy w network marketingu można stać się finansowo niezależnym, przy niewspółmiernie niskim wkładzie kapitałowym. I może to zrobić każdy. Może, ale nie musi. Znam osoby, które chętnie rozbudowują tylko sieć klientów i zajmują się wyłącznie sprzedażą bezpośredią. Inni rejestrują się bo chcą być tylko kientami. Wolność wyboru.

W tym biznesie również bardzo cenię rozwój osobisty. Ktoś kiedyś powiedział – „network marketing jest rozwojem osobistym z dołączonym do niego produktem“. Szczególnie u młodych ludzi obserwuję niesamowite postępy i pracę nad samym sobą. Ten rozwój przyda im się w każdej dziedzinie życia. Ważna jest duplikacja. Tutaj nikt nie musi niczego na nowo wymyślać. Wystarczy tylko trzymać się systemu. Dobrego systemu. Duplikujemy to, co jest sprawdzone. Przekaz wszystkich informacji jest prosty, bo tylko wtedy łatwo duplikowalny. Nie jesteśmy ekspertami – jesteśmy doradcami. Błędy, które możemy popełnić w systeme MLM są zawsze takie same, dlatego łatwo je opanować i uniknąć.

Maciej Maciejewski: I nie ma żadnych mankamentów, które wypadałoby zmienić, poprawić?

Alina Joél: Ten biznes to ludzie, a każdy człowiek jest inny, więc możemy tutaj zaobserwować mnóstwo przeróżnych, ludzkich zachowań. Tych pozytywnych ale także negatywnych. Denerwuje mnie zawiść, nietolerancja, plotkarstwo, brak „fair play“, często spotykany pesymizm, ciągłe narzekanie, zdarza się nieuczciwość, kłamstwo i zachowanie, a właściwie określenie, które często słyszę przede wszystkim w Polsce – „kombinowanie“. Ale tak jest w każdej dziedzinie życia i nie dotyczy to samego systemu, tylko ludzi i związków międzyludzkich. Na tym oparty jest m.in. również nasz biznes. To ludzie budują image branży i swojej firmy. A ludzie, którzy nie osiągają sukcesu w MLM rzadko kiedy wskażą palcem na siebie. Przecież to jest normalne, że nie każdy osiąga sukces. Jak w każdym innym biznesie.

Alina JoélAlina Joél

Pamiętam, jak zakładałam z moim wspólnikiem naszą pierwszą firmę. Wiele osób mówiło nam, że czas jest ku temu niekorzystny, że firmy w branży budowlanej robią coraz niższe obroty, że spółki bankrutują. I faktycznie znaliśmy ludzi, którym się w tej branży nie wiodło, ale widzieliśmy również osoby, które miały coraz więcej zleceń i obroty rosły im z miesiąca na miesiąc. Jak pan myśli? Do kogo zwróciliśmy się o więcej informacji i wskazówek? Dlaczego mam prowadzić rozmowy z firmami, które stoją przed bankructwem? Wolę kopiować czyny ludzi sukcesu! I czy to oznacza, że branża budowlana dziś nie funkcjonuje tylko dlatego, że paru osobom coś się nie udało? Dlatego jeśli ktoś twierdzi, że MLM nie funkcjonuje, że tu się nie zarabia, że to piramida, że produkty są za drogie… w jakimś sensie jest mi go żal. Bo miał pecha, że natrafił na nieodpowiednie osoby. Jeżeli ktoś jest zamknięty i nie dopuszcza do siebie „drugiej prawdy“ – jego strata. Nie moja. Widocznie osoba ta szuka wymówek dla samego siebie. Prawdą też jest, że to nie biznes dla każdego. Mimo, że każdy ma tu takie same szanse. Niezależnie od wieku, płci czy wykształcenia.

Maciej Maciejewski: Jakim trzeba być człowiekiem, aby w MLM odnieść sukces?

Alina Joél: Moim zdaniem pierwszym, najważniejszym kryterium są osobiste cele i marzenia. Jeżeli ich nie masz, szkoda czasu – dla Ciebie i dla Twoich mentorów. Bardzo ważnym pytaniem, na które każdy sobie powinien odpowiedzieć, jest „dlaczego chcę to robić?“ Dlaczego mam poświęcic swój prywatny czas, którego mamy coraz mniej, na budowanie dodatkowego biznesu? Cele powinny być konkretne. Zarabianie większych pieniędzy to nie cel. Co chcesz zrobić z tymi pieniędzmi? Posłać dzieci do lepszych szkół? Spłacić dom? Kupić nowy samochód? Udać się całą rodziną na atrakcyjny urlop? Pomóc rodzicom? Odkładać na jesień życia? Im konkretnjeszy cel, tym większa motywacja. Cele, marzenia, motywacja… muszą być o wiele większe, mocniejsze od niepowodzeń i trudności, które na pewno człowiek będzie w naszym biznesie przechodził.

Drugie ważne kryterium – nie poddawać się. Nigdy. Brzmi banalnie. A jednak najczęściej spotykane w naszym biznesie zachowanie generujące porażkę to właśnie poddanie się. I to najczęściej tuż przed samym sukcesem. Parę spotkań, które nie skończyły się pozytywnie i osoby odchodzą. Kilka miesięcy temu rozmawiałam na ten temat z Danienem Feierem – głową naszej struktury unityglobal w Europie (32 lata, od 17 roku życia związany z network marketingiem, od paru lat mieszkają z żoną Stefanią Lo Gatto-Feier w Dubaju, to również kobieta nr 1 Jeunesse w Europie). Zapytałam go co robi, kiedy napotyka na częste przeszkody, odmowy, krytykę branży. On popatrzył na mnie, wzruszył ramionami i powiedział krótko: „ide dalej“. Ot tak.

Trzecim kryterium jest otwartość na nową wiedzę, chęć do nauki. Dziś MLM wygląda nieco inaczej niż 20 lat temu. Sektor zmienił swoje oblicze a przede wszytskim formy przekazu informacji. Internetu i social media nie można ignorować. Prezentacje hotelowe czy domowe są uzupełniane albo nawet często całkiem zastępowane przez webinary. Uczymy się systemu, duplikacji. Wiele osób stara się być menadżerami kreatywnymi i wymyślają nowe drogi i metody dotarcia do klientów. To może funkcjonować, ale nie jest duplikowalne. Jest wiele innych cech, które są potrzebne do właścicwego rozbudowania własnego biznesu MLM. Dyscyplina, konsekwencja, systematyczność, dobra organizacja w czasie, troszczenie się o zespól, follow-up itp. Ostatnie kryterium, na które chciałabym zwrócić uwagę jest natury „ludzkiej“.

Rozwijaj ten biznes i traktuj ludzi tak, aby każdego ranka móc spojrzeć na siebie w lustrze z czystym sumieniem. Traktuj poważnie nie tylko ten biznes, ale i ludzi, z którymi rozmawiasz i którzy ci zaufali. Staraj się być wzorem, ale pamiętaj: wszystko może być duplikowane – nawyki dobre i również złe!

Maciej Maciejewski: Skąd brać nowych ludzi do swojej struktury? Jakie metody pani stosuje, aby pozyskiwać nowe osoby do biznesu?

Alina Joél: Ken Porter to legenda network marketingu. Nasza upline. Osoba, którą miałam przyjemność poznać osobiście w Lake Powell. Ona wstrzyknęła mi potężny zastrzyk inspiracji. Na podobne pytanie stwierdziła – „Prawdziwy networker nigdy nie jest włączony i wyłączany. On jest cały czas. MLM to aktywność, którą uprawiamy non-stop. Niezależnie od czasu i miejsca“. Ja jestem osobą komunikatywną i chętnie wchodzę w rozmowy z nowo poznanymi ludźmi. Dlatego nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktów.

Jedną z przydatnych zalet w MLM jest słuchanie. Ludzie uwielbiaja mówić o sobie. Tym bardziej, kiedy rozmówca im się przysłuchuje. Z uwagą! Kiedyś zaczęłam rozmowę w samolocie z osobą siedzącą obok mnie. Zaczęłam zwykły small talk, zadając pytania. Chciałam się jak najwięcej o niej dowiedzieć. To był jej godzinny monolog. Po godzinie powiedziała mi: „rzadko mi się tak dobrze z kimś rozmawiało! A ja nie powiedziałam o sobie ani jednego słowa! (śmiech). Dopiero potem zapytała mnie co robię, dokąd lecę – takie normalne tematy. I zaczęłam opowiadać „swoją historię“ – to, czego od samego początku uczymy się w MLM. Wymieniłyśmy się wizytówkami i jesteśmy w kontakcie.

Każdą sytuację, każde spotkanie z nowymi osobami wykorzystuję na zadawanie pytań i słuchanie. Czego nie robię, bo samą mnie to odrzuca? Fanatyczne przekonywanie do naszych produktów oraz biznesu i wykorzystywanie każdego spotkania z przyjaciólmi na prelekcje i prezentacje. Znam parę takich osób – przyjaciele się od nich odwrócili. To wina MLM czy raczej tej osoby, która nie ma wyczucia sytuacji? Ja cały czas mam wszystkich swoich przyjaciól. Część z kręgu moich znajomych w ogóle nie jest zapisana w firmie. Nie nalegam. I jeżeli mam jakąś osobę zainteresowaną tematem, ale widzę, że reszta jest raczej obojętna czy nastawiona krytycznie, to ze sceptykiem umawiam się na osobne spotkanie, a nie „zanudzam“ pozostałych.

Moje „ciepłe“ kontakty są prawie w 80% wykorzystane. Trzeba więc poznawać nowych ludzi, zapisywać sie do nowych klubów, chodzić do nowych barów czy kawiarni. Nie jestem fanem pozyskiwania nowych osób przez Facebooka. Ale niewątpliwie należy pokazywać co się robi, gdzie się przebywa, jakich ludzi się poznaje. Trzeba pokazać swój „lifestyle“. Wiele osób nas obserwuje i kiedyś same się do nas zwrócą.

Maciej Maciejewski: Jakie pani Alina ma plany na przyszłość?

Alina Joél: Zawsze marzyłam o biznesie globalnym. Wcześniej było to związane z wysokimi inwestycjami, ogromną biurokracją, certyfikatami i prawnymi specyfikacjami. Jeunesse daje nam aktualnie dostęp do rynków w 155 krajach świata za jedyne 30 euro. Chcę to maksymalnie wykorzystać i zbudować międzynarodową sieć klientów i dystrybutorów w przynajmniej 80 krajach.

Rynek polski ma dla mnie wielkie znaczenie. To moja ojczyzna, mój kraj, w którym spędziłam wspaniałe dzieciństwo i dostałam fantastyczne wykształcenie do 18 roku życia. Chciałabym pomóc szczególnie ludziom młodym, którzy mają marzenia, chcą osiągnąć coś więcej, wyjść poza cztery ściany, wyrwać się z szarości, która ich często otacza i wykreować dla siebie, rodziny i znajomych lepsze życie. Aby poczuli satysfkację z tego co robią, mogli zwiedzać inne kraje, poznawać inne kultury, odkrywać w sobie ukryte talenty, o których istnieniu nawet nie wiedzą. W naszym niemieckim zespole unityglobal przeciętna wieku to pomiędzy 21 a 35 rokiem życia. Obserwuję tych młodych ludzi, którzy realizują swoje marzenia. Dla nich MLM to może być dodatkowy zarobek 500 euro miesięcznie, albo stabilizacja finansowa, poznanie nowych ludzi z pozytywnym nastawieniem. To może być chęć bycia częścią wspaniałej rodziny, mieć fun i radość z tego, co się robi.

Alina JoélAlina Joél

Wydaje mi się, że polska młodzież ma nawet większego gwoździa w bucie, większe parcie na sukces bo dostają mniejsze możliwości. Osoby po studiach często wykonują prace poniżej ich kwalifikacji, słabo płatne. A z takim potencjałem mogłyby osiągnąć o wiele więcej. Zawsze jest mi bardzo przykro z tego powodu. Właśnie takim osobom chciałabym pokazać nową drogę do realizacji ich celów. Jeżeli będą robili ciągle to samo bez oczekiwanych rezultatów, nic się nie zmieni. Bo nic się nie zmieni jeżeli nie zmienisz siebie, swojej strategii i nie będziesz otwarty na nowe rozwiązania. Nie można obawiać się niepowodzeń – one są tylko kolejnym doświadczeniem na drodze do sukcesu. Niczym więcej. Byłoby wspaniale, gdyby Polska stała się nr 1 w Europie. Utopia? Być może, ale wiem, że tylko ludzie o szalonych celach i pomysłach osiągnęli w historii największy sukces – np. Richard Branson! A ja, mimo mojego wieku, wciąż mam szalone pomysły i zapał dwudziestolatki! (śmiech).

Maciej Maciejewski: Dziękuję za rozmowę.