źródło: flickr.comźródło: flickr.com

Było mokro, ponuro i zimno. Biegłam przez kałuże w pogoni za moją parasolką. Druty połamane, materiał podarty, a moja kurtka nie ma kaptura – podsumowałam w myślach. Nie wiedziałam czy to łzy, czy deszcz spływa mi po policzkach…

Zziębnięta i mokra weszłam do tramwaju. Rozejrzałam się zdziwiona. Nie wiedziałam, że w moim mieście jeżdżą tak ładne i wygodne środki transportu miejskiego. Odkąd pamiętam miałam samochód służbowy do swojej dyspozycji. Obejrzałam się w stronę biurowca. To już koniec – pomyślałam. Z jednej strony było mi przykro, ale gdzieś w głębi czułam się wolna. Za sobą zostawiałam wyścig szczurów, targety i niechcianych szefów. A przede mną…

Szach Mat

Ponad rok temu wracając z międzynarodowej konferencji usłyszałam nieodwracalny werdykt: „kupili nas” – ze łzami w oczach poinformowała asystentka prezesa. Wielka korporacja w ramach integracji rynku przejęła dwie mniejsze firmy. „Teraz tylko decyzja UOKiK i zacznie się” – ciągnęła. Nie mogłam w to uwierzyć, to nie dzieje się naprawdę. A jednak… Wszystko potoczyło się szybko, decyzja została wydana, duży potentat rozpoczął fuzję i wszyscy już wiedzieliśmy, że teraz czekają nas zwolnienia grupowe. Król rządzi na szachownicy a my, malutkie pionki niewiele mamy do powiedzenia. Jeszcze nas nie poznali, a już stwierdzili, że nie ma dla nas miejsca. Znałam tę firmę. Od ponad 12 lat pracuję w branży, a od 19 lat w korporacjach.

„Zastanów się. Czy gdybyś miała wybór, chciałabyś TAM pracować?” – zapytała mnie przyjaciółka, która jest znanym psychologiem. Czułam strach. O swoje stanowisko o płynność finansową i swoją przyszłość. „W życiu nie tylko liczą się pieniądze” – kontynuowała. „Ważna jest też radość z wykonywanej pracy, ludzie, którzy cię otaczają i atmosfera panująca w firmie”.

Do tej pory nie zastanawiałam się nad tym. Liczyło się zatrudnienie, które dawało mi poczucie bezpieczeństwa. Lecz jakże złudnego…

Konie – moja miłość

Na zwolnieniu lekarskim drastycznie spadły moje zarobki. 80% pensji bez premii i prowizji. Zabrali mi laptopa, samochód. Nie stać mnie było na kontynuację moich pasji. Zakończyłam grę w tenisa, jazdę konną, nie kupię w najbliższym czasie mojego wymarzonego aparatu fotograficznego. A przecież miałam plany. Wszystko poukładane i wyliczone. Los spłatał mi figla. Pomachał palcem przed nosem i zaśmiał się. Byłam rozgoryczona i wściekła. Jak można tak postąpić z człowiekiem? 12 lat w branży nic nie znaczy?

Ze wszystkiego mogłam zrezygnować, ale nie z koni. Ochłonęłam troszkę i uruchomiłam szare komórki. Co mam zrobić? Jak dorobić sobie 500, 600 złotych na konie?

Przypomniałam sobie poznaną przed laty koleżankę. Działała w branży MLM. Podpisałam kiedyś z nią umowę i korzystałam z produktów. Były świetne i dobrze się sprawdzały. Napisałam do niej na Facebooku i opowiedziałam o swojej sytuacji. Aneta poinformowała mnie, że moja umowa wygasła, bo ponad rok nie robiłam zakupów, ale jeśli chcę mogę ponownie rozpocząć współpracę z firmą. Z entuzjazmem wyraziłam zgodę i zaczęło się…

Tamara KuświkTamara Kuświk

Nie nazywałam tego pracą

Pod koniec września podpisałam umowę i postanowiłam, że od października rozpocznę działania. Cel miałam prosty – dorobić kilkaset złotych na jazdę konną. Wzięłam katalogi i ruszyłam do znajomych. Nie było to łatwe. Pani bizneswoman w MLM, z katalogami pod pachą i starterem zawierającym próbki perfum. Ale moja pasja była silniejsza niż wstyd z nowo wykonywanego zajęcia. W pierwszym tygodniu października zrealizowałam swoje pierwsze zamówienie. Nie było to trudne. Usłyszałam pierwsze okrzyki zachwytu dotyczące skuteczności produktów. To mnie podniosło na duchu i z nowym zastrzykiem entuzjazmu kontynuowałam zajęcie. Nie nazywałam tego pracą. Nie tak wyobrażałam sobie poważną pracę.

„Nie na samej sprzedaży polega budowanie niezależności finansowej w tej firmie” – wierciła mi w głowie moja sponsorka Aneta. „Rekrutuj i buduj grupę”. Kogo mam rekrutować? – zastanawiałam się. Moi znajomi to ludzie zamożni, na wysokich stanowiskach i nie będą chcieli „wejść’ w TAKI biznes. Jednak skrupulatnie przeczytałam plan marketingowy. Zdobyłam również plany marketingowe innych firm z branży MLM, porównywałam. Założenia planu okazały się przyjazne dystrybutorom. Stoczyłam wewnętrzną walkę i rozpoczęłam proces rekrutacji. Moja skuteczność okazała się zaskakująca.

Od wielu lat budowałam w ludziach zaufanie, więc moje założenie było proste. Nie ważne w jakiej firmie pracuję, wyrabiam sobie niepodważalną markę, jaką jest moje nazwisko.

Moja przyjaciółka psycholog zawsze powtarza: „uwierz, a dokonasz cudów i los zacznie ci sprzyjać”. I tak stało się ze mną. Każdego dnia wstając powtarzałam sobie – jestem perłą w FM GROUP. W głowie zaczęły powstawać nowe pomysły. Otworzyłam listę znajomych na Facebooku i pisałam do nich: „Robię nowy biznes, zapraszam do współpracy”. Nie pytali jaki, przychodzili i podpisywali umowy. Nabierałam coraz większego przekonania. Już nie mówiłam, że to jest chwilowe zajęcie. To jest mój cel, moja praca, moja przyszłość. Trzeba mierzyć wyżej. Wstając rano zaczęłam powtarzać: jestem amarantem w FM GROUP. I działo się. E-mailem otrzymałam informację o nowej książce Roberta T. Kiyosaki pt. „Biznes XXI wieku”. Zamówiłam. Od dawna jestem pasjonatką jego książek. Od kiedy przeczytałam „Bogatego ojca” w mojej biblioteczce jest jego wiele pozycji. O rentierach, finansach, kwadrantach. Znałam to od dawna, ale widocznie wtedy nie był to mój czas. Kiedy dobrze zarabiasz w korporacji, nie chce Ci się nic zmieniać. Ale życie może Cię brutalnie zaskoczyć. Po przeczytaniu nowej książki Roberta doszłam do wniosku, że czas na „przeprowadzkę” z lewej strony kwadrantu na prawą. A mój nowy partner biznesowy FM GROUP – pomoże mi w tym.

Istota przychodu pasywnego

Korporacje wydają ogromne pieniądze na szkolenia. Tam uczą nas w większości teoretycy. Teraz uczę się od najlepszych – od praktyków. Schowałam swoją dumę i otworzyłam się. Nie wstydzę się rozmawiać o mojej nowej pracy, stałam się głucha na nieprzychylne opinie innych. To czy się uda zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Mam wspaniałych sponsorów Anetę i Marcina, którzy wspierają mnie, abym z każdym dniem nabierała siły i wiary. Abym pomagała innym moim partnerom biznesowym.

Swój pierwszy miesiąc pracy w marketingu sieciowym zakończyłam na 6% z grupą kilku współpracowników. Na początku listopada dołączyło do naszego grona kolejnych kilka osób. W pierwszym dniu listopada nasze grupowe zamówienie wynosiło ponad 1200 punktów. Już się nie wstydzę rozmawiać, zapraszać. W mojej „wspólnocie” są prawnicy, biznesmeni, handlowcy, ludzie posiadający swoje małe biznesy. Są studenci, pracownicy fizyczni i inni. Wszyscy zobaczyli mój entuzjazm, wiarę i zrozumieli istotę przychodu pasywnego.

Chcę stworzyć…

CHCĘ to złe słowo – to forma niedokonana. Stworzyłam i wciąż tworzę zespół prawdziwych liderów. U nas jest miejsce dla każdego, kto lubi ludzi i chce coś zmienić w swoim życiu. Każdego dnia zapraszam nowe osoby do naszej, wyjątkowej grupy. Przyjaźń w biznesie to nasze motto. Pomagam, uczę, dodaję siły i daję przykład. Nie jestem szefem, jestem przyjacielem. A zasady są proste. Jako lider posiadam prawie wszystkie produkty FM GROUP. Mogą je obejrzeć, wypróbować i nabrać przekonania. Każda osoba, niezależnie od tego czy jest z tej samej „nogi” czy też z innej, jest przez wszystkich mile witana, wspierana i tworzą się przyjaźnie. Nie sądziłam, że w biznesie jest to możliwe. A jednak..

Koniec okazał się początkiem czegoś nowego. Już mnie nikt nie zwolni, nie zabierze uposażenia w postaci samochodu, komórki czy też laptopa. Teraz, kiedy budzę się rano i uśmiecham się do lustra, nie powtarzam: „Jestem amarantem w FM GROUP”. Teraz mam nową afirmację: Jestem diamentem w FM GROUP.

Od redakcji

Tamara przesłała nam swój tekst kilka dni temu. Jest bardzo dobry – od serca. W nagrodę autorka otrzymuje od nas w prezencie:

  1. Ostatni już egzemplarz „Network Magazynu” nr 14 z prywatnej kolekcji redaktora naczelnego, gdzie ukazał się niezapomniany wywiad z Kim i Robertem Kiyosaki o marketingu sieciowym. Publikacja ta okraszona jest autografami naszych rozmówców.
  2. Płytę DVD z ww. wywiadem.
  3. Płyę audio CD „Poznaj Biznes XXI wieku”.
  4. Wydawca Roberta Kiyosaki w Polsce – Instytut Praktycznej Edukacji, ufundował płytę DVD „Zapraszam do Biznesu XXI wieku”.

PS. Drodzy Czytelnicy „Network Magazynu”. Tak, jak onegdaj ktoś zainspirował autorkę powyższej publikacji, tak ona zainspirowała dzisiaj nas. Macie podobne, osobiste spostrzeżenia o biznesie MLM? Inne? Czasem wieczorem nachodzi Was wena twórcza? Świetnie! Wysyłajcie Wasze teksty na adres: redakcja@networkmagazyn.pl Nagrody czekają.