źródło: www.sxc.hu źródło: www.sxc.hu

Dziś rzut „okiem” na kolejny warunek-nie warunek. Czy decydujący o powodzeniu? Nie wiem czy zdarzało Ci się kiedykolwiek zakładać swój własny biznes. Może sklep spożywczy? Butik, gabinet stomatologiczny, salon fryzjerski, pracownię krawiecką czy gabinet odnowy biologicznej, kosmetyczny albo restaurację? Jeśli tak, to wiesz z czym to się je. Ja mam już za sobą niejedno, więc nawet miałam możliwość przekonać się jak to smakuje. Jeżeli jesteś właścicielem całkiem małej bądź większej firmy, czy nawet tylko przymierzałeś/aś się do jej otwarcia, zdajesz sobie sprawę z wymagań, którym należy sprostać, aby przedsięwzięcie miało szansę zafunkcjonować.

Co musisz mieć na początek?

Ano najlepiej coś, co miejsca dużo nie zajmie, za to przyjemnie brzęczy, a jeszcze korzystniej, gdy wydaje miły dla ludzkiego ucha… szelest. Górale nazywają to dudkami. Żeby operację przeprowadzić w miarę bezboleśnie, najlepiej mieć ich przynajmniej „cały worek”. A co zrobić jeśli nie ma mowy ani o pełnym mieszku, ani o wsparciu rodziny, a tzw. zdolność kredytową trzeba dopiero wypracować?

Kiedy z mężem zaczynaliśmy swoją działalność we współpracy z firmą MLM, mieliśmy za sobą kompletną plajtę. Długi dawno przekroczyły poziom naszego o nich wyobrażenia. Samochód, który i tak się sypał, trzeba było sprzedać. W każdej chwili mogliśmy zostać zmuszeni do opuszczenia mocno obciążonego mieszkania. Żeby przetrwać, trzeba było „zaprzyjaźnić się” z… komornikiem. Brakowało nam wszystkiego, prócz ambicji i gorącego pragnienia odbicia się od finansowego dna.

Pamiętam, kiedy po raz pierwszy osiągnęliśmy w tabeli punktowej „10 %”. W obecnym, zmodyfikowanym planie marketingowym poziom ten został przesunięty do konsumenckich. Wówczas, wykonanie takiego obrotu w krótkim czasie sygnalizowało, że „będzie z tej mąki chleb”. Jednocześnie dawało możliwość wzięcia udziału w firmowym seminarium. Nam oczywiście nie przyszło do głowy, by z takiej możliwości nie skorzystać. Chcieliśmy uczyć się od najlepszych. Mieliśmy więc twardy, bo dość kosztowny w tamtym momencie, orzech do schrupania.

Co ma wspólnego MLM z koreańskim kinem?

Mimo, że minęło już ładnych parę lat, oboje dokładnie to pamiętamy. Na pierwsze spotkanie z firmą i ludźmi, którym się powiodło, trzeba było pojechać ponad 600 km pociągiem. Na wyprawę obojga nie było szans, więc padło na mnie. Organizm osłabiony trudnymi przejściami, na wieść o eskapadzie zareagował podniesieniem temperatury do 39ºC. Podróż odbyła się za pożyczone pieniądze, w pożyczonych ubraniach i z pożyczoną walizką. W oczekiwaniu na wieczorny autobus, który miał mnie wreszcie dostarczyć do celu, musiałam spędzić cały dzień w Krakowie. Jak to zwykle w lutym, zimno było niemiłosierne. W dodatku, padał deszcz. Żeby poważniej się nie rozchorować, potwornie zziębnięta, w pierwszym z brzegu kinie, kupiłam bilet na pierwszy z brzegu film.

Prawie 10 lat temu, nie należało się spodziewać, że poranna projekcja będzie szczególnie porywająca. Film był koreański. Kompletnie nie byłam w stanie poskładać go w logiczną całość. Do tej pory nie mam pojęcia kto i po co w ogóle go wyprodukował.

Nie zrozum mnie źle. Nie namawiam Cię do bankructwa, a następnie odbicia się w marketingu sieciowym. Chodzi mi o to, że zasoby finansowe w naszej działalności nie są warunkiem absolutnie koniecznym by wystartować. Z życzeniami by seans kinowy był dla Ciebie zawsze źródłem przyjemności, a nigdy koniecznością!

Autorka tekstu zainicjowała biznes MLM po 19 latach pracy pedagogicznej na etacie. Jak mówi, jej życie na przestrzeni tego okresu odwróciło się o 180 stopni. Znalazła swoją pasję i misję, zrealizowała wiele, nawet „nieprzyzwoicie” odważnych pragnień. Jednym z najgorętszych, zaraz po podróżach, było pisanie. Dla tej czynności wymarzyła sobie miejsce szczególne, czyli „skrojony na miarę”, upragniony, własny dom pod lasem, w którym mieszka z mężem Dariuszem i dwiema uroczymi córkami: Kasią i Weroniką. Dorota jest członkiem elitarnego Klubu TOP Liderów MLM. Prowadzi bloga pod adresem: www.dorotamadejska.pl